Wydawać by się mogło, że w czasie koronawirusa zakłady pogrzebowe będą miały ręce pełne roboty. Nic bardziej mylnego! Okazuje się bowiem, że liczba zgonów jest niemal identyczna, jak w latach poprzednich, a w niektórych miesiącach nawet mniejsza, niż kilka lat wcześniej. Właściciele zakładów pogrzebowych z naszego regionu nie ukrywają, że funkcjonują tak, jakby koronawirusa w ogóle nie było.

Liczba zgonów nie wzrosła
Do tej pory w Polsce śmierć w wyniku koronawirusa poniosło nieco ponad 1910 osób (stan na 19.08.2020). Mówi się, że koronawirus w rzeczywistości zabija nawet więcej osób, ale nie są one uwzględniane w statystykach. Mając to na uwadze, zakłady pogrzebowe w naszym kraju, w tym również te w naszym regionie nie powinny narzekać na brak pracy. Rzeczywistość jednak pokazuje, że tegoroczna liczba zgonów w naszym kraju jest praktycznie identyczna, jak ta w latach poprzednich.
W Polsce od 5 marca do 13 maja 2020 r. zmarło 80 324 osób – to łączna liczba zgonów spowodowanych wszelkimi chorobami (nie tylko COVID-19), wypadkami i wszelkimi innymi możliwymi przyczynami. Gdyby nie pandemia koronawirusa, szacowana oczekiwana liczba zgonów w tym samym okresie wynosiłaby (w zależności od oszacowania) od 74 491 do 87 259 zgonów – wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Wynika z tego, że najprawdopodobniej pandemia paradoksalnie nie doprowadziła do nadmiernej śmiertelności, ale wręcz… zmniejszyła ogólną liczbę zgonów.
Zauważyli to również właściciele zakładów pogrzebowych w Tarnowie i w regionie, którzy uważają, że koronawirus wcale nie spowodował, iż mają więcej pracy niż do tej pory. – Nie zanotowaliśmy spadku, ani też wzrostu liczby uroczystości pogrzebowych z naszym udziałem. Jest ona na porównywalnym do lat poprzednich poziomie – mówi Piotr Piątek, właściciel zakładu pogrzebowego „Requiem” z Tarnowa. – To, że działamy w czasie koronawirusa, uzmysławiają nam jedynie absurdalne moim zdaniem przepisy co do pochówku zwłok. Zabezpieczenia w przypadku śmierci osoby ze stwierdzonym COVID19 są nieporównywalne do tych, kiedy umiera osoba bez stwierdzonego koronawirusa. W przypadku naszego zakładu mieliśmy do tej pory jeden przypadek osoby, która zmarła na COVID19, a dla której zajmowaliśmy się przygotowaniem uroczystości pogrzebowych. Z racji tego, że najbliższa rodzina tej osoby została poddana kwarantannie, jej ciało zostało skremowane, aby uroczystość mogła odbyć się przy udziale najbliższych oraz w kościele. Trzeba bowiem pamiętać, że w sytuacji, kiedy ciało zmarłego z powodu COVID19 nie jest poddane kremacji, uroczystość pogrzebowa odbywa się na cmentarzu, a dopiero później ma miejsce nabożeństwo w świątyni. Co ciekawe w przypadku naszego zakładu podobne procedury mamy w sytuacji, gdyby śmierć spotkała osobę przebywającą na kwarantannie! Dla naszego własnego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa postronnych osób procedury są takie same jak przy osobie zmarłej na koronawirusa. Nie wiemy bowiem, czy osoba przebywająca na kwarantannie była chora, czy też nie, bez przeprowadzenia jej odpowiedniego testu. Procedury znacznie utrudniają naszą pracę, zwłaszcza że ludzie umierają nie tylko na koronawirusa, ale na różnego rodzaju choroby zakaźne, w tym AIDS, który w moim odczuciu, przy wyciekach krwi z ciała zmarłej osoby jest bardziej niebezpieczny dla naszych pracowników, niż COVID19.
Koszty utrzymania zakładów znacząco w górę
Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, zwłoki osoby zmarłej na chorobę wywołana wirusem SARS-CoV-2 należy umieścić w ochronnym, szczelnym worku, wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym, a w przypadku przekazania zwłok do spopielenia umieścić pierwszy worek ze zwłokami w drugim worku. W przypadku, gdy zwłoki będą przekazywane do krematorium, uwzględniono konieczność umieszczenia ich wraz z ubraniem lub okryciem szpitalnym w worku, który następnie, należy zdezynfekować przez spryskanie płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczym oraz włożyć do drugiego worka i powtórzyć tę czynność. Dodatkowo zgodnie z przepisami rozporządzenia ministra zdrowia zwłoki osoby zmarłej, które nie będą przekazywane do krematorium, po włożeniu do szczelnego worka należy umieścić w trumnie do pochówku, na dnie której umieszcza się warstwę substancji pyłochłonnej o grubości 5 cm, która po szczelnym zamknięciu i spryskaniu płynem odkażającym o spektrum działania wirusobójczego nie jest już otwierana.
Michał Kopek z zakładu pogrzebowego „Salwation” w Tuchowie mówi, że również nie zaobserwował większej ilości zgonów, niż miało to miejsce w latach poprzednich, a sam koronawirus nie wywołuje w nim, ani pracownikach jego zakładu większego lęku. – Przyzwyczailiśmy się do niego. Nie mamy większych obaw, przygotowując kolejne ciała do uroczystości pogrzebowych. Uciążliwe stało się jednak to, że wiele spraw załatwiamy teraz telefonicznie z klientami, ponieważ ludzie boją się osobiście odwiedzać nasz zakład pogrzebowy. Widmo zarażenia nadal tkwi w głowach ludzi. Koronawirus odbija się również czkawką na kosztach utrzymania naszego zakładu, które znacznie poszybowały w górę. Ceny środków do dezynfekcji, czy rękawiczek biją rekordy. Przed pandemią za rękawiczki płaciliśmy 15 zł, a teraz musimy płacić nawet 60 zł i co ciekawe, coraz trudniej kupić je na rynku. Tak naprawdę właśnie w tym aspekcie koronawirus jest najbardziej odczuwalny…
Z kolei inny z właścicieli zakładów pogrzebowych z naszego regionu, który chce pozostać anonimowy, mówi nam, że mniejsza liczba pogrzebów, a także mniejsza liczba osób w nich uczestniczących sprawiła, że również poboczne biznesy znacznie straciły na koronawirusie. – Biznesy związane z kwiatami i wieńcami pogrzebowymi również mają spory problem. Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych już w kwietniu alarmowała, że sytuacja ogrodników, ale głównie producentów kwiatów jest katastrofalna. Z kolei początku maja Polski Związek Ogrodniczy skierował na ręce ministra rolnictwa list, w którym wskazywał ogromne zagrożenie przede wszystkim dla producentów roślin ozdobnych. Mówiło się o spadku sprzedaży nawet na poziomie 80-90 proc. Cała nasza branża dosyć ostrożnie traktuje przypadki zgonów osób ze stwierdzeniem obecności COVID-19 jako głównej przyczyny śmierci. Skoro od początku pandemii w całym powiecie tarnowskim zmarło 5 osób, u których stwierdzono, że główną przyczyną śmierci był koronawirus, to czy naprawdę mówimy o niewyobrażalnie śmiercionośnym wirusie? Zakłady pogrzebowe i powiązane z nimi branże rzeczywiście przeżywają trudny okres, ale nie ze względu na to, iż nie potrafią poradzić sobie ze zbyt dużą ilością zmarłych osób, a ze względu na procedury i rosnące koszty obsługi pogrzebów.
Wrócić do normalności
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, Krzysztof Wolicki mówi, że mniejsza ilość zgonów wynika z tego, iż ludzie zawzięli się w sobie i zostali w domach z racji kolejnych medialnych informacji o niebezpiecznym wirusie z Wuhan. – W efekcie jest mniejszy ruch na drogach, czyli też mniej wypadków śmiertelnych. Do tego dochodzą zamknięte szpitale. Nie ma planowych operacji, które nierzadko kończyły się śmiercią pacjenta, co też się przekłada na niższą śmiertelność. W mediach podaje się statystyki, ile osób zmarło na koronawirusa, ale nie podaje się, ile osób dziennie umiera w Polsce na inne choroby. Gdyby takie dane były podawane do opinii publicznej, ludzie sami oceniliby, z jakim wirusem mają do czynienia. Wygodniej jest straszyć ludzi i mieć ich w jakiś sposób w garści. Społeczeństwo jednak coraz częściej zaczyna podejrzewać spisek, a to ze względu na dziwne decyzje rządzących. Zamyka się gospodarkę, kiedy zachorowań jest mało, a otwiera się, kiedy dziennie przybywa ich ponad 500 w skali kraju. Raz wyśmiewa się maseczki, a innym razem mają ratować nam one życie. Również przedstawiciele poszczególnych zakładów pogrzebowych dochodzą do wniosku, że coś jest nie tak… – mówi Krzysztof Wolicki, który dodaje, że społeczeństwo coraz bardziej zamiast koronawirusa, zaczyna obawiać się przymusowej… kwarantanny. – Nikomu nie uśmiecha się siedzieć zamkniętym w domu, przez kilkanaście dni, nie mając żadnych objawów choroby. Powiedzmy sobie szczerze – jeżeli przeprowadzanych testów na samym początku pandemii byłoby tak dużo, jak ma to miejsce dziś, to podejrzewam, że już wówczas osiągalibyśmy liczby ponad 500 zarażonych dziennie. Nie dziwię się również, że przedstawiciele zakładów pogrzebowych narzekają na procedury, jakie spotkały ich w momencie wprowadzenia w naszym kraju pandemii. Przedsiębiorcy pogrzebowi tak naprawdę nie otrzymali żadnych procedur dotyczących odbioru osób zmarłych z domów objętych kwarantanną. Ich wątpliwości budzi też nieprecyzyjnie określony stan „zaistnienia konieczności” mycia zwłok osoby zmarłej, wobec generalnego uchylenia przez rozporządzenie takiego obowiązku, czy konieczność umieszczania zwłok i ubrań osoby zmarłej w dwóch osobnych workach przed kremacją, a także brak podmiotu zobowiązanego do dezynfekcji mieszkania lub pomieszczenia poza szpitalem, w którym zmarła osoba zarażona koronawirusem. Wiele osób zastanawia się, kiedy wrócimy do normalności. Wydaje mi się, że stanie się to w momencie pojawienia się szczepionki. Wówczas część osób się zaszczepi, a część tego nie zrobi. Mimo wszystko wówczas powinniśmy powoli wracać do normalnego życia sprzed pandemii. Ludzie będą umierać, bo umierali od zawsze. Musimy sobie to uświadomić i po prostu żyć dalej…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.