Po ostatniej ulewie w Gromniku, która spowodowała milionowe straty, jak bumerang powrócił temat budowy zbiornika retencyjnego w miejscowości Joniny w gminie Ryglice. Zbiornik, który miał powstać już kilka lat temu, wciąż nie doczekał się realizacji. Mieszkańcy wsi nie ukrywają, że wciąż mają w pamięci powódź z 2010 roku, która zrujnowała tamtejszą miejscowość, a mimo to do dnia dzisiejszego nikt nie zrobił nic, aby zapobiec podobnym katastrofom w przyszłości. Włodarze gminy uspokajają twierdząc, że inwestycja może zostać jeszcze zrealizowana. Pytanie tylko, czy znowu nie będzie za późno?

Na zbiornik retencyjny mieszkańcy Jonin czekają już ponad 20 lat. Intensyfikacja działań na rzecz tej inwestycji, nastąpiła po powodzi w 2010 r. – Przeżyliśmy wówczas prawdziwy koszmar. Wiele budynków zostało uszkodzonych lub całkowicie zniszczonych. Straty w samej infrastrukturze komunalnej gminy wyceniono na blisko 11 milionów złotych a liczba poszkodowanych, których zakwalifikowano do udzielenia zasiłków celowych z budżetu państwa sięgała blisko 200 osób! Wówczas obiecano nam, że na terenie naszej miejscowości powstanie zbiornik retencyjny. Niestety okazały się być to tylko obietnice bez pokrycia. Po ostatniej powodzi w Gromniku bolesne wspomnienia wróciły – mówią mieszkańcy Jonin, czyli wsi, która najbardziej ucierpiała podczas powodzi w 2010 roku.
Planowany od lat zbiornik w Joninach miałby gromadzić wodę spływającą z okolicznych wzgórz, przede wszystkim od strony Kowalowej i Woli Lubeckiej. Początkowo inwestycja znalazła się w programie inwestycyjnym województwa małopolskiego na lata 2007-2013. Bez problemu uzyskano zgody mieszkańców i za kwotę 3 mln zł wykupiono działki, na których miała ruszyć budowa zbiornika, który miał nie tylko poprawić bezpieczeństwo, ale być także wakacyjną atrakcją dla turystów, którzy spędzaliby nad nim swój wolny czas – Przesiedlono w tym celu nawet jedną rodzinę. Dzisiaj okazuje się, że nie miało to większego sensu – mówi wyraźnie wzburzony takim obrotem spraw sołtys wsi, Tomasz Tulik. – Najpierw wykupiono działki pod inwestycję, po czym zarezerwowano kwotę 20 milionów zł, za które miała być zrealizowana, a która ostatecznie i tak trafiła do innych gmin i miast.
Winna takiemu stanu rzeczy okazała się… mała potokowa rybka – strzebla potokowa, która zdaniem ekologów mogła ucierpieć na planowanej budowie zbiornika. Aby tego było mało ważność straciła również poprzednia decyzja środowiskowa, przez co wszystkie procedury dotyczące budowy trzeba było rozpocząć od początku. – Najśmieszniejsze, a zarazem najbardziej bulwersujące w tej sprawie jest to, że przez tereny, na których miał powstać zbiornik, biegnie droga, która łączy jeden z przysiółków z drogą powiatową. 20 hektarów ziemi, które Urząd Marszałkowski wykupił pod planowany zbiornik są teraz własnością województwa. Jako gmina nie możemy ingerować w naprawę drogi, która z każdym kolejnym rokiem jest w coraz bardziej katastrofalnym stanie, przez co mieszkańcom coraz trudniej dostać się do centrum wsi – dodaje sołtys.
Burmistrz Ryglic, Bernard Karasiewicz zdaje sobie sprawę z oczekiwań mieszkańców Jonin, jednak w chwili obecnej nie może zapewnić, czy zbiornik kiedykolwiek powstanie. – Pewne jest tylko to, że jeżeli na terenie Jonin uda się zrealizować tę inwestycję, to na pewno nie będzie to zbiornik mokry, o który do tej pory zabiegała gmina, a zbiornik suchy, w którym po przejściu fali powodziowej następuje stopniowe opróżnienie zbiornika, natomiast pomiędzy przejściami fal powodziowych czasze zbiorników najczęściej wykorzystuje się jako pastwiska. Dlaczego zbiornik mokry ma zostać zastąpiony suchym? O to trzeba zapytać ekspertów Małopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie, którzy podjęli taką decyzję po przeprowadzonych wcześniej analizach.
Od 2015 roku trwały prace przy Programie Zarządzania Ryzykiem Powodziowym, który zastąpił wcześniejszy program budowy zbiorników retencyjnych Województwa Małopolskiego. Okazuje się, że w końcowym projekcie w planach jest wybudowanie… dwóch zbiorników suchych. Oprócz Jonin, podobny zbiornik, tyle że czterokrotnie większy miałby znaleźć się w Kowalowej. – W Kowalowej nie mamy jeszcze wykupionych gruntów pod tego typu inwestycję, ale jeżeli wszystko poszłoby zgodnie z planem, to oddanie gotowych zbiorników przewiduje się na 2020 rok. Jako samorząd możemy w chwili obecnej pełnić tylko rolę informacyjną, aby przypominać o zagrożeniach, które mogą pojawić się w związku ze zbyt dużymi opadami deszczu. Dbamy również o to, aby na terenach zalewowych nie budowano nowych domów. Nie ukrywam, że dzięki zbiornikom przy podobnej powodzi, jak ta w 2010 roku, straty byłyby zdecydowanie mniejsze. Mając jednak doświadczenie z lat poprzednich dotyczące tej inwestycji, nie chcę budzić wśród mieszkańców niepotrzebnych nadziei. Jeżeli budowę zbiornika potrafiła zatrzymać mała rybka, to może ją zatrzymać dosłownie wszystko. Pozostaje nam jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać na dalszy rozwój wypadków…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.