Kluby organizujące kursy samoobrony dla pań przeżywają prawdziwe oblężenie. Coraz więcej kobiet zapisuje się na zajęcia z wiarą, iż po kilku miesiącach ciężkich ćwiczeń będą w stanie same zadbać o swoje bezpieczeństwo w parku, autobusie, czy na ulicy. Przewijające się w mediach informacje na temat gwałtów, napadów i uprowadzeń powodują, że pań chętnych posiąść techniki samoobrony nie brakuje również w Tarnowie.

W ubiegłym roku tarnowska straż miejska rozpoczęła cykl darmowych szkoleń z samoobrony, które mają być również kontynuowane w przyszłości. Tylko w dwóch pierwszych edycjach wzięło udział 70 tarnowianek. Zajęcia odbywały się pod czujnym okiem Janusza Wdowiaka, naczelnika oddziału patrolowo-interwencyjnego straży miejskiej i jednocześnie utytułowanego zawodnika Tarnowskiego Klubu Sportowego „Shinkyokushin Karate”, który nie ukrywa, że zainteresowanie kursem przerosło jego oczekiwania. – Wiele pań musiało obejść się smakiem, bo ilość miejsc była ograniczona. Kurs składał się z 10 spotkań, trwających po jednej godzinie treningowej. Kobiety biorące udział w zajęciach zapoznały się z prostymi i skutecznymi technikami samoobrony, a także nauczyły się opanowywać stres, który pojawia się w sytuacji zagrożenia. Samoobrony uczyły się zarówno 20-letnie panie, jak i takie, które ukończyły już 50 lat. Większość z nich pojawiła się na kursie przede wszystkim z myślą, aby w przyszłości nie dopuścić do groźnej dla siebie sytuacji. Nie brakowało jednak i takich pań, które miały za sobą nieprzyjemne zdarzenia. Jedna z nich podczas jazdy rowerem została uderzona kijem. Napastnik zabrał jej torebkę z dokumentami i pieniędzmi. Zapisując się na szkolenie obiecała sobie, że już więcej do takiej sytuacji nie dopuści.
Pani Kasia od dwóch lat regularnie uczestniczy w zajęciach z samoobrony. Jak sama mówi, zmusiła ją do tego sytuacja rodzinna. – Nadal mieszkam z rodzicami, a mój ojciec od lat zmaga się z problemem alkoholowym. Niejednokrotnie dochodziło w naszym domu do awantur. Zaczęłam bać się o zdrowie swoje, mojej mamy i rodzeństwa. Postanowiłam, że zapiszę się na zajęcia, które pozwolą mi w sytuacji zagrożenia obezwładnić napastnika. Po dwóch latach ćwiczeń nabyłam umiejętności, które spokojnie mogę wykorzystać w codziennym życiu. Do tej pory nie byłam jeszcze do tego zmuszona, ale z opowieści koleżanek wiem, że one doświadczały takich sytuacji i dawały sobie radę.
Piotr Błanek, instruktor samoobrony w tarnowskim klubie „Krav Maga” twierdzi, że nieoficjalnie wie o dwóch sytuacjach, w których jego podopieczne były zmuszone wykorzystać nabyte wcześniej umiejętności. – Nikt nie chce jednak o tym głośno mówić. To nie są przyjemne sprawy, które mogłoby być powodem do dumy. Kobiety zapisują się na tego typu zajęcia, ponieważ wzrasta w nich świadomość licznych zagrożeń, jakie czekają na nie w życiu codziennym. Ilość informacji medialnych na temat porwań, szantaży, napadów o charakterze seksualnym powodują, że panie zdają sobie sprawę, iż warto w jakiś sposób umieć poradzić sobie w tego typu sytuacjach – mówi instruktor dodając, że obecnie na zajęcia uczęszcza około 30 kobiet, które dwa razy w tygodniu podczas półtoragodzinnych zajęć ćwiczą elementy samoobrony. – Mamy panie, które mają 16 lat, ale i takie po 60-tym roku życia. Program ćwiczeń nastawiony jest na realną samoobronę, dlatego wiele zajęć przeprowadzamy w naturalnych lokacjach takich, jak banki, okolice bankomatów, parkingi, piwnice, czy pojazdy komunikacji miejskiej. Kobiety raz w tygodniu ćwiczą w grupie zamkniętej, a raz wraz z panami, aby móc skonfrontować się z silniejszym i większym przeciwnikiem.
W Tarnowskim Klubie Sportowym „Shinkyokushin Karate” również można zapisać się na zajęcia z samoobrony, podczas której panie przechodzą pięć etapów szkolenia. Pierwszy z nich dotyczy nauki podstaw karate, które wiążą się z poruszaniem w pozycji walki, uderzeniami, blokami oraz kopnięciami. Oprócz tego duży nacisk kładzie się na poprawę sprawności fizycznej. Dodatkowo panie uczą się wykonywać pady i przewroty. Ważnym elementem jest również zaznajomienie się z dźwigniami, co pozwala na późniejszą realizację wszystkich opanowanych elementów podczas ćwiczeń w parach.
Mateusz Muniga, który prowadzi w „Shinkyokushin Karate” zajęcia dla pań z samoobrony twierdzi, że aby sztukę obezwładnienia przeciwnika opanować na dobrym poziomie, należy nastawić się na co najmniej dwuletnie treningi. – Niestety, ale kilka tygodni pracy na sali nic nam nie da. Niektóre elementy należy wykonywać kilkaset razy, aby opanować je do perfekcji. Należy pamiętać również o tym, że w czasie realnego zagrożenia, często główną rolę odgrywa stres. To nieporównywalne przeżycie w stosunku do tego, z czym mamy do czynienia jedynie ćwicząc na macie. Dlatego staramy się uczyć takie panie również opanowywać stres, niwelować napięcie mięśniowe i nabierać większej pewności siebie. Samoobrona to nie tylko ćwiczenia fizyczne, ale również to co znajduje się w naszej głowie.
Koszt miesięcznego kursu z samoobrony w tarnowskich klubach waha się od 80 do 90 zł. Jak mówią sami instruktorzy jest to jeden z najtańszych sportów dostępnych na rynku. Do ćwiczeń potrzebujemy jedynie stroju gimnastycznego, w którym będziemy czuć się swobodnie. Kimona, specjalne obuwie, czy rękawice, jak ma to miejsce w innych sportach walki, nie są tu wymagane.
– Najważniejsze są chęci oraz dobre zdrowie. Przeważnie wcześniej podpisuje się z paniami specjalne oświadczenie, z którego wynika, że nie ma żadnych przeciwwskazań zdrowotnych, przede wszystkim ze strony serca, czy kręgosłupa, które mogłyby być narażone na niebezpieczeństwo wynikające z treningu – mówi Janusz Wdowiak, który dodaje, że panie muszą również zdać sobie sprawę, że pomimo tego, iż często są mniejsze i słabsze od mężczyzn mają nad nimi jedną, ważną przewagę. Jest nią… torebka. – Pomocna do samoobrony może okazać się broń niewymagająca posiadania zezwolenia, taka jak gaz pieprzowy, czy paralizator, jednak podczas każdego treningu mówimy naszym kursantkom, że torebka jest jednym z ich największych atrybutów, ponieważ bardzo często to, co znajdziemy wewnątrz niej, służy nam jako narzędzie do obrony przed napastnikiem. Długopisem, kluczami, kartą bankomatową, pilniczkiem, czy grzebieniem jesteśmy w stanie wyrządzić przeciwnikowi dużą krzywdę. Do tego wykorzystać możemy również parasolki, czy szpilki. Należy jednak pamiętać, że samoobrona nie polega na pobiciu rywala. Przede wszystkim chodzi o to, aby umieć obezwładnić przeciwnika i dać sobie szansę na ucieczkę. Zaskoczenie przeciwnika swoimi umiejętnościami to pierwszy krok ku temu, aby uniknąć niebezpiecznej sytuacji.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.