Zakazy hodowania zwierząt wyłącznie na futra, wykorzystywania ich w cyrkach, czy trzymania psów na uwięzi – właśnie takie zapisy przewidują poselskie propozycje zmian w przepisach dotyczących ochrony zwierząt. Spośród wielu głosów poparcia, słychać także głosy sprzeciwu i zdziwienia takim obrotem spraw, przede wszystkim ze strony hodowców norek, czy lisów, których również w samym Tarnowie nie brakuje.

Od pewnego czasu w ramach Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt trwają prace nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. W ostatnich dniach swój projekt w tym temacie zgłosili również posłowie Nowoczesnej, w ramach którego przewiduje się wprowadzenie kilku zakazów, jak chociażby: hodowli zwierząt w celu pozyskania futer, trzymania zwierząt na uwięzi, czy wykorzystywania ich w cyrkach. Wiele osób, w tym przede wszystkim przedstawiciele fundacji, które zajmują się ochroną czworonogów popiera proponowane zmiany. – Nie ukrywam, że bardzo ucieszyła mnie informacja o trwających pracach nad nowelizacją ustawy. Ze względów etycznych i humanitarnych tego typu zmiany są potrzebne – mówi Krzysztof Giemza, prezes tarnowskiej Fundacji „Zmieńmy Świat”. – Zakaz trzymania psów na uwięzi jest jak najbardziej zasadny. Ważne, aby ustawa określała kompetencje organu, który będzie to nadzorował. Chciałbym, aby nie był to kolejny pusty zapis, którego nikt nie będzie egzekwował. Pomysł z zakazem wykorzystywania zwierząt w cyrkach również jest dobrym rozwiązaniem. Trzy lata temu sami zorganizowaliśmy w Tarnowie akcję przeciwko stosowaniu tego typu praktyk. Co do braku zgody na prowadzenie hodowli zwierząt w celu pozyskiwania futer zdaję sobie sprawę, że zdania będą podzielone. Ewentualne wprowadzenie tego typu zakazu uderzy w interesy konkretnych grup, jednak w moim odczuciu tego typu działalności nie powinny mieć racji bytu. Człowiek powinien wyzbyć się dominacji i chęci panowania nad innymi gatunkami. Jest moda na naturalne futra, ale to zapotrzebowanie kreują sami ludzie.
Wśród proponowanych zmian, to właśnie zakaz hodowli zwierząt w celu pozyskania futer wywołuje największe kontrowersje. Polska zajmuje obecnie drugie miejsce w Europie pod względem produkcji skór zwierząt futerkowych. W samym tylko 2015 roku sprzedano ich ok. 10 milionów! Głównie pochodziły one z ferm związanych z hodowlą norek. Kilka takich gospodarstw znajduje się także na terenie Tarnowa i okolic. – Dla mnie to główne źródło dochodu. Cała sytuacja jest dla mnie zabawna. Na co dzień jemy drób, czy wieprzowinę, więc zwierzęta są tak samo hodowane, a następnie zabijane i nikt nie robi z tego problemu. Być może futro nie jest pierwszą potrzebą do życia, ale jest na nie zapotrzebowanie – mówi Mariusz Mojek, tarnowski hodowca norek. – Warto zauważyć, że przy hodowli zwierząt futerkowych zużywamy bardzo dużo odpadów drobiowych, które służą za pokarm. Nie są spalane i nie zatruwają środowiska. Przy hodowli musimy spełniać określone wymogi. Zwierzęta muszą mieć zapewnione, jak najlepsze warunki. Skóry przekazujemy na aukcje w Kopenhadze, Toronto i Helsinkach. Głównymi klientami są Chińczycy i na nich przeważnie zarabiamy pieniądze.
Również w Polskim Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych z obawą spoglądają na projekt poselskiej ustawy zakazującej hodowli i chowu zwierząt futerkowych, który według nich jest jednym z najlepiej zorganizowanych działów rolnictwa w naszym kraju. – Polscy hodowcy w ciągu kilkunastu lat osiągnęli bardzo wysoką pozycję na światowym rynku futrzarskim. – mówi Tadeusz Jakubowski, przedstawiciel PZHiPZF. – Ograniczanie hodowli zwierząt futerkowych w Polsce spowoduje wzrost liczby tych zwierząt w Danii, innych krajach skandynawskich, krajach nadbałtyckich i Rosji. Hodowla przeniesie się do Chin, gdzie w porównaniu do UE przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt hodowlanych nie są już w takim stopniu respektowane. Przeciwnicy hodowli zwierząt futerkowych powinni rozważyć, czy lepiej hodować je w dobrych warunkach w Polsce i Europie, czy też w innych krajach, w których nie ma wysokich standardów nadzoru nad dobrostanem zwierząt.
W PZHiPZF nie ukrywają również, że wprowadzenie tego typu zakazu będzie wiązało się ze znacznym wzrostem bezrobocia w naszym kraju oraz wypłatą gigantycznych odszkodowań. Po zlikwidowaniu hodowli, hodowcy zostaną ze zwierzętami stanowiącymi stado podstawowe, maszynami, urządzeniami i innymi ruchomościami przeznaczonymi do hodowli zwierząt futerkowych, których nie da się zagospodarować w inny sposób i wykorzystać do prowadzenia innej działalności, a przecież pracę na polskich fermach otrzymuje bezpośrednio i pośrednio ok. 50 tys. ludzi. – Roczne przychody polskich hodowców z hodowli zwierząt futerkowych wynoszą około 400 mln euro. Wprowadzenie zakazu pociągnie za sobą konsekwencje finansowe dla Skarbu Państwa wynikające z roszczeń odszkodowawczych hodowców. Kraje, które są znaczącymi producentami surowych skór fermowych zwierząt futerkowych nie są zainteresowane rozwojem tej branży w Polsce. Mogą wspierać w naszym kraju organizacje działających pod szyldem „ochrony zwierząt”, zwalczające hodowle. Według nas jakiekolwiek ograniczenie hodowli zwierząt futerkowych będzie miało negatywne, długofalowe skutki dla polskiej gospodarki, poziomu zatrudnienia oraz dla środowiska naturalnego. Organy państwa powinny wspierać hodowców, którzy są cenieni na całym świecie i przyczyniają się do budowania pozytywnego wizerunku Polski, zamiast uniemożliwiać im prowadzenie hodowli.
Tarnowscy hodowcy nie ukrywają, że nie zostawią sprawy samej sobie. – W grupie siła, a w Tarnowie i okolicach jest kilku hodowców norek oraz lisów. Wierzymy, że dostaniemy również odpowiednie wsparcie ze strony związku. Na pewno będziemy walczyć o swoje – mówią.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.