Kup pan dżem, czyli rolnik wchodzi na rynek

Z początkiem 2017 roku weszła w życie ustawa, która umożliwia rolnikom sprzedaż bezpośrednią produktów przetworzonych pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Skorzystać na zmianach mają również zwykli obywatele, którzy zamiast wydawać duże pieniądze w sklepach ze zdrową żywnością, to właśnie u rolnika zakupią tańsze sery, jajka, czy kiełbasę.

rolnik
By MOs810 via wikipedia.com

Zgodnie z nowymi przepisami rolnicy mogą sprzedawać swoje wyroby na terenie własnych posesji i w specjalnie przygotowanych miejscach. Jeżeli roczny dochód nie przekroczy 20 tys. zł nie będą zmuszeni płacić podatku – powyżej tej sumy zapłacą 2-procentowy ryczałt. Według nowych przepisów rolnik musi zgłosić taką działalność 30 dni przed rozpoczęciem handlu. W przypadku sprzedaży produktów pochodzenia roślinnego powinien on złożyć wniosek do powiatowego inspektora sanitarnego, a przy produkcji pochodzenia zwierzęcego – do powiatowego lekarza weterynarii. Co ciekawe osoby, które zdecydują się na otwarcie takiej działalności, wszystkie rachunki mogą prowadzić w formie notatek, ponieważ przepisy ustawy nie wymagają od rolnika posiadania kasy fiskalnej.

Radości ze zmian w przepisach nie ukrywają rolnicy z powiatu tarnowskiego, którzy mówią wprost, że dzięki temu droga od producenta żywności do konsumenta zostanie w znaczący sposób skrócona, na czym skorzystają obydwie strony. – Do tej pory wiele osób sprzedawało truskawki stojąc z koszyczkami przy drodze lub rozprowadzając je wśród najbliższych sąsiadów. Teraz oprócz truskawek będziemy mogli sprzedawać gotowe produkty, jak chociażby soki, czy dżemy wytworzone z tych owoców. To naprawdę duże ułatwienie i możliwość podreperowania domowego budżetu – mówi pan Adam, rolnik z Rzepiennika Strzyżewskiego. – To, czy większa ilość rolników zdecyduje się prowadzić sprzedaż swoich produktów, uzależnione jest przede wszystkim od wymogów sanitarnych i weterynaryjnych. Jeżeli będą one zbyt rygorystyczne, może się okazać, że nowe przepisy nic nie zmienią w naszej sytuacji. Cieszy jednak fakt, że handel może odbywać się także poza gospodarstwem – na targach czy festynach.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Znalezione nie kradzione...

Ryszard Michoń z wydziału rejestracji zwierząt z tarnowskiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa uważa, że głównym celem ustawy jest ułatwienie rolnikom nasycenia rynku ze zdrową żywnością, w efekcie czego staną się oni konkurencyjni dla sklepów, a ich domowej roboty wędliny, ser, czy konfitury będzie można nabyć po naprawdę atrakcyjnych cenach. – Rolnik nie ponosi dodatkowych kosztów, takich jak chociażby marże hurtowe, czy detaliczne, które naliczają sklepy ze zdrową żywnością. Wiadomo więc, że ceny u rolnika będą dużo niższe. O tym, czy będzie popyt na tego rodzaju produkty w głównej mierze zależeć będzie od ich jakości, która wiąże się m.in. z rodzajem stosowanych nawozów, czy pasz.

Według Ryszarda Michonia, obecnie niewiele osób wie, że pani Krysia ma dobre sery, a pan Roman świetne wyroby mięsne, więc aby stworzyć dobry biznes, trzeba dotrzeć do większej ilości potencjalnych klientów. – Dlatego jednym z ważniejszych zadań dla osoby, która zdecyduje się otworzyć tego typu działalność będzie jej rozreklamowanie. O ile rolnicy, którzy prowadzą swoje gospodarstwa agroturystyczne nie powinni mieć z tym większych problemów, o tyle osoby, które będą dopiero wkraczać na rynek muszą liczyć na swoją kreatywność, bądź pomoc ze strony samorządu.

Rolników, którzy chcieliby sprzedawać swoje produkty jest sporo. Telefon Powiatowego Inspektoratu Weterynarii z zapytaniami w tej sprawie dzwoni praktycznie na okrągło. – Mamy masę zapytań, jednak nie wszyscy rolnicy zdają sobie sprawę, że aby móc cieszyć się możliwością sprzedaży bezpośredniej należy spełnić kilka warunków – mówi Paweł Wałaszek, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Tarnowie. – Jednym z najważniejszych kryteriów jest oznakowanie własnego domu. Oprócz tego, że należy na nim umieścić informację, iż rolnik zajmuje się „rolniczym handlem detalicznym”, to dodatkowo wymagane jest podanie imienia i nazwiska lub nazwy firmy prowadzącej działalność, a także weterynaryjny numer identyfikacyjny, o ile został nadany.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jakub Zając: "Belfer" otworzył mi drzwi

Paweł Wałaszek dodaje, że rolnicy muszą liczyć się także z kontrolami, ponieważ PIW nie może dopuścić do tego, aby na rynku pojawiła się niebezpieczna dla zdrowia żywność. – Słysząc o ewentualnych kontrolach, a także wymaganiach jakie należy spełnić wielu rolników rezygnuje, ponieważ zapisy ustawy wydają się być dla nich zawiłe i niezrozumiałe. Inni zaś są rozczarowani, że ustawa nie zezwala na sprzedaż produktów do lokalnych sklepów, czy restauracji. Mimo niektórych ograniczeń jestem przekonany, że rolników chcących sprzedawać swoje wyroby na pewno przybędzie.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz