Łukowa: Mieszkańcy kontra cegielnia

12 sierpnia zaniepokojeni mieszkańcy Łukowej w gminie Lisia Góra, widząc unoszące się kłęby dymu z terenu cegielni i czując przy tym ogromny smród, wezwali na miejsce straż pożarną, policję i służby ochrony środowiska. Okazało się, że nieprzyjemny zapach pochodzi z odpadów, w których po opadach deszczu nastąpiła reakcja chemiczna, doprowadzając do wytworzenia się amoniaku. W ostatnich dniach włodarze gminy na prośbę mieszkańców wydali decyzję zakazującą cegielni rekultywację terenów materiałami innymi, niż przewiduje to ustawa. Przedstawiciele cegielni twierdzą z kolei, że komuś zależy na tym, aby firma upadła.

Cegielnia na pewno może spodziewać się częstszych niż do tej pory kontroli.

– Po kilku godzinach deszczu, nad cegielnią zaczęły unosić się kłęby dymu. Praktycznie nic nie było widać, a smród był nie do wytrzymania. Nie dało się oddychać. To nie pierwsza tego typu sytuacja. Już wcześniej dochodziło do podobnych zdarzeń. Nie wiemy, skąd pochodzą odpady, które przywożone są na teren cegielni. Pojawiają się już jednak głosy, że są one niebezpieczne i nielegalnie składowane. Boimy się o swoje zdrowie, a w szczególności o zdrowie naszych dzieci. Okolice cegielni zamieszkuje mnóstwo ludzi. Nie wiemy, czym oddychamy, a ostatnia sytuacja pokazała, że najprawdopodobniej cały czas jesteśmy zatruwani – mówią wyraźnie zaniepokojeni mieszkańcy Łukowej, wspominając wydarzenia z 12 sierpnia, kiedy to na terenie cegielni doszło do wydzielania się amoniaku.

Przybyli tego dnia na miejsce zdarzenia strażacy zobaczyli na terenie o powierzchni 200 m kw. złożonych 70 ton popiołu, który trafił do cegielni z jednej z hut. Po ulewie materiał zaszedł w reakcję chemiczną, przez co zaczął wydzielać się amoniak. Na miejsce oprócz strażaków wezwano również policję, włodarzy gminy oraz Inspektora Ochrony Środowiska. Pomiar stężenia amoniaku wykazał 120 ppm, co zdaniem strażaków nie stanowiło jeszcze niebezpieczeństwa dla ludzi. Władze gminy na prośbę mieszkańców postanowiły jednak wydać decyzję o natychmiastowym wybraniu 70 ton odpadów pohutniczych oraz podobnej ilości ziemi, z którą odpady zostały wymieszane, a także zakazać cegielni rekultywację terenów materiałami innymi, niż przewiduje to ustawa. – Niestety, ale z cegielnią mamy problem już od jakiegoś czasu – nie ukrywa zastępca wójta gminy Lisia Góra, Piotr Miotła. – Mieszkańcy już wcześniej zgłaszali nam, że smród unoszący się znad tamtejszych terenów jest nie do wytrzymania. Dotychczasowe kontrole przebiegały jednak bez żadnych problemów. Niestety ostatnia sytuacja sprawiła, że wydaliśmy decyzję z natychmiastowym rygorem wykonalności w sprawie usunięcia sprowadzonych do cegielni odpadów i ich zutylizowania zgodnie z procedurami. Kilka lat temu właściciel terenu otrzymał pozwolenie wydane przez marszałka i starostę na składowanie odpadów np. pochodzących z produkcji, które może wykorzystywać do rekultywacji wyrobiska, a częściowo także do produkcji cegły. Teraz staramy się zakazać mu tego robić. Mamy nadzieję, że nasz wniosek poprze tarnowska delegatura WIOŚ, która również zakaże transportu podobnych jak ostatnio odpadów.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Gmina Tarnów: Pomoc seniorom mniejsza niż zakładano?

Leszek Malinowski z firmy Eko-Olimp, która prowadzi działalność na terenach cegielni, jest zaskoczony reakcją mieszkańców i władz gminy. – Ciąży na nas obowiązek rekultywacji terenu wyrobiska, dlatego pozyskujemy odpady, z których wytwarzana jest mieszanka rekultywacyjna. Pomiar stężenia amoniaku wykazał 120 ppm, co zdaniem obecnych na miejscu służb nie stanowiło niebezpieczeństwa dla ludzi i środowiska. Komuś zależy na tym, aby nas wykończyć. Należy zaznaczyć, iż gmina bez powiadomienia nas zmieniła plan zagospodarowania przestrzennego, tworząc w odległości 25 metrów od cegielni, czyli od terenów o wzmożonej aktywności gospodarczej, działki pod zabudowę siedliskową. Ktoś chce, abyśmy nie stwarzali problemów obecnym mieszkańcom oraz osobom, które w przyszłości chciałyby nabyć tutaj tereny. Jesteśmy przedsiębiorstwem, które od wielu lat płaci w gminie największy podatek, a dodatkowo zatrudniamy wielu ludzi z Łukowej i sąsiednich miejscowości, a od jakiegoś czasu spotykamy się jedynie z nagonką pod naszym adresem. Ostatnio dotarła do nas informacja, jakoby trafiały do nas odpady radioaktywne z Czech. To kompletna bzdura. Zastanawiamy się nad wniesieniem pozwu i wytoczeniem postępowania cywilnego przeciwko osobom, które twierdzą, że cegielnia jest tylko przykrywką dla składowiska niebezpiecznych odpadów – mówi Leszek Malinowski dodając, że tego typu komentarze negatywnie wpływają na wizerunek firmy, która na terenie Łukowej działała jeszcze przed wojną. – Ostatnie dni, to dla nas prawdziwy koszmar. Pod obiekt podjeżdżają nieznani nam ludzie, wchodzą na teren kopali i dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji. Niedawno strzelano do nas z procy kamieniami. O incydentach powiadomione zostały już odpowiednie służby. Obawiam się, że za chwilę dojdzie do tego, że ktoś specjalnie nam coś podrzuci, aby definitywnie zamknąć temat cegielni i zakazać nam dalszej działalności. Na pewno będziemy odwoływać się od decyzji dotyczącej zakazu przyjmowania przez nas odpadów. Robiliśmy to przez wiele lat, tą samą metodą i przy wykorzystaniu tych samych środków i procedur, więc nadal zamierzamy to robić. Jest to metoda zgodna z wymogami ochrony środowiska oraz zaleceniami dotyczącymi rekultywacji terenów poprzemysłowych, a dodatkowo nigdy wcześniej nie stanowiła dla nikogo problemu.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Marta Herduś: Chcemy stworzyć "gminę marzeń"

Włodarze gminy Lisia Góra wierzą jednak, że do podobnej sytuacji, jaka miała miejsce w połowie sierpnia, już nigdy w Łukowej nie dojdzie. – Musimy dbać o dobro i zdrowie naszych mieszkańców. Cegielnia na pewno może spodziewać się częstszych niż do tej pory kontroli. Chcielibyśmy, aby przynajmniej trzy razy w roku pracownicy Inspekcji Ochrony Środowiska sprawdzali, czy praca przebiega tam bez naruszania jakichkolwiek przepisów. Mieszkańcy naszej gminy muszą mieć pewność, że do cegielni nie są transportowane materiały, które mogą zaszkodzić ich zdrowiu. Jeżeli sytuacja się powtórzy, na pewno oddamy sprawę do prokuratury.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz