Marcin Kubisztal, czyli aktor z przypadku

Tarnowianin Marcin Kubisztal od kilku lat pojawia się na ekranach naszych telewizorów wcielając się w rolę ratownika medycznego w serialu „Szpital”. Mało kto wie, że aktorstwem zajął się przez przypadek i to dopiero po ukończeniu 30 roku życia. Obecnie marzy o stworzeniu programu kulinarnego, w którym mógłby promować ukochany Tarnów.

marcin-kubisztal
Marcin Kubisztal

Kiedy słyszy pod swoim adresem określenie „aktor-amator”, tylko się uśmiecha. – Nie ukończyłem żadnej szkoły aktorskiej. Swoją przygodę z tym zawodem rozpocząłem po 30 roku życia i całej filmowej, czy serialowej otoczki uczyłem się dopiero podczas gry na planie. Słowo „aktor” nawet w połączeniu ze słowem „amator” zupełnie do mnie nie pasuje – mówi Marcin Kubisztal, który zanim trafił na plan filmowy serialu „Szpital” emitowanym w stacji TVN, wystąpił w takich produkcjach, jak: „W11”, a także „Julka” od której to wszystko się zaczęło. – Jeden z kolegów namówił mnie do tego, abym wziął udział w castingu. Pomyślałem, że warto spróbować zwłaszcza, że do tej pory pracowałem w agencji reklamowej swojego brata i chciałem zasmakować czegoś nowego w swoim życiu. Okazało się, że reżyserom i producentom serialu wpadłem w oko i zaproponowano mi jedną z drugoplanowych ról. Później wszystko potoczyło się już błyskawicznie.

Dziś Marcin Kubisztal oprócz ról w wyżej wymienionych serialach, pojawił się m.in. na planie filmu „Ks. Roman Sitko – bohater z wiary” wcielając się w rolę starosty tarnowskiego, Ernesta Kundta, a także wystąpił jako ochroniarz w bollywoodzkiej produkcji „Bangistan” oraz jednym z odcinków egipskiego serialu „Gabal Al Halal”. – Występ w obydwu zagranicznych produkcjach był zupełnym przypadkiem. Sceny kręcono w Krakowie i do agencji castingowej wpłynęło zapytanie, czy nie posiadają aktora, który mógłby zagrać w ich filmach. Padło na mnie, a z racji tego, iż nie były to pierwszoplanowe role i konieczność znajomości języka była zbędna, bez obaw ruszyłem na zdjęcia – śmieje się pan Marcin, który uważa, że praca aktora wcale nie należy do łatwych i przyjemnych. – Jeżeli ktoś myśli, że ten zawód polega tylko na nakręceniu kilku ujęć, rozdaniu autografów i zrobieniu sobie zdjęć z fanami, jest w dużym błędzie. Podczas nagrywania serialu „Szpital” na planie filmowym spędzam około 25 dni w ciągu miesiąca. Odcinki nagrywamy od poniedziałku do soboty. Jeżeli w tym czasie nie mieszkam w jednym z krakowskich hoteli, to z Tarnowa wyjeżdżam o godzinie 6 i wracam po godzinie 23. Sama gra aktorska również jest bardzo wyczerpująca, nawet w przypadku, kiedy przyjdzie mi grać rolę… trupa, co już mi się zdarzyło. Tylko z pozoru wydaje się to łatwe zadanie. Człowiek nie może się poruszać, a w momencie uciskania klatki piersiowej, kiedy ratownicy przeprowadzają masaż serca, nie może wydać z siebie odrobiny tchu. Naprawdę nie jest to proste.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Czy będziemy chodzić... niewyprasowani?

W filmie, jak w życiu zdarza się, że na planie może dojść do zabawnych, ale czasem i niebezpiecznych sytuacji. – Zabawnych sytuacji jest multum. Codziennie dzieje się coś nietypowego i niezaplanowanego. Grając jeszcze w „W11” leżałem zalany krwią na chodniku. Jeden z przechodniów nie zdając sobie sprawy z tego, że właśnie kręcimy kolejną scenę… wezwał karetkę. Mniej przyjemnych chwil również nie brakuje. Do dziś pamiętam sytuację, kiedy wychodząc na plan filmu „Ks. Roman Sitko – bohater z wiary” ubrany byłem w płaszcz ze swastyką. Zauważył to jeden z mocno podchmielonych mężczyzn, który kręcił się niedaleko planu zdjęciowego. Zrodził się w nim instynkt patriotyczny i rzucił się na mnie z pięściami. Interweniować musiała policja. Przez kilka kolejnych dni policjanci nie opuszczali mnie na krok do tego stopnia, że z domu zabierali mnie na plan, po czym odwozili z powrotem.

15400293_1314323588629734_2144898576349017309_n
Marcin Kubisztal i Sebastian Czapliński

Czy aktor wcielając się przez dłuższy czas w konkretną rolę może również w życiu codziennym wykorzystać techniki, które wykonuje podczas kręcenia kolejnych scen na planie filmowym? Okazuje się, że tak. Marcin Kubisztal będąc ponad trzy lata serialowym ratownikiem medycznym, bez problemu potrafi odnaleźć się w karetce pogotowia, rozłożyć nosze, czy udzielić pierwszej pomocy. – Zaryzykuję nawet, że gdyby nie „Szpital”, to być może dziś żałowałbym, że nie uratowałem życia jednej z osób, która wymagała natychmiastowej pomocy medycznej. Dzięki szybko przeprowadzonej akcji ratunkowej, udało mi się bezpiecznie przekazać ją w ręce pogotowia ratunkowego. Gdybym na planie serialu nie poznał pewnych technik i zachowań przy tego typu sytuacjach, na pewno nie byłbym w stanie odpowiednio zareagować.

Tarnowianin nie skupia się wyłącznie na karierze aktorskiej. W niedalekiej przyszłości chciałby w Tarnowie nagrywać program kulinarny, w którym zaproszeni przez niego goście przygotowywaliby wykwintne dania. – W kuchni, a co za tym idzie w przyrządzaniu różnorakich potraw, zakochany jestem od najmłodszych lat. Scenariusz na tego typu program mam już przygotowany, teraz trzeba czekać na telewizję, która byłaby zainteresowana jego emisją. Odcinki nagrywane byłyby m.in. w miejskich autobusach, przemieszczających się w różne rejony naszego miasta. W ten sposób chciałbym również promować Tarnów na szerszą skalę. Z czasem otworzyłbym również studio, w którym oprócz kręcenia kolejnych odcinków, odbywałyby się warsztaty dla najmłodszych adeptów sztuki gotowania, którzy chcieliby podnosić swoje umiejętności. Mimo, iż wiele czasu spędzam poza Tarnowem, to w głębi duszy jestem wielkim lokalnym patriotą, który zawsze z radością wraca do miasta, które go wychowało. Tego typu programem, chciałbym dać mu coś w zamian od siebie…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Walka o samodzielność

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz