Miał być ślub…

Koronawirus sprawił, że liczba organizowanych wesel drastycznie zmalała. Wiele przyszłych małżonków zdecydowało się przełożyć uroczystość ślubną na odleglejszy termin lub całkowicie z niej zrezygnować. Ci, którzy decydują się powiedzieć sobie „tak” w czasie pandemii, robią to przeważnie jedynie w gronie najbliższych. Na braku wesel cierpią wszyscy, począwszy od właścicieli domów weselnych, na zespołach muzycznych kończąc.

Fot. Canva

Przenoszą wesela, bo rodzina się… boi

W ramach ostatniego etapu znoszenia ograniczeń w działalności gospodarki związanych z pandemią COVID-19 rząd odmroził organizację wesel. I choć cała branża ślubna odetchnęła z ulgą, to organizatorzy i uczestnicy takich uroczystości muszą przygotować się na liczne obostrzenia. Wśród zaleceń i ograniczeń dotyczących wesel, o których poinformowało Ministerstwo Zdrowia, znalazły się zapisy mówiące m.in. o tym, że maksymalna liczba uczestników wesela nie może być większa niż 150 osób. Goście nie muszą nosić maseczek, oprócz obsługi. Jest to o tyle absurdalne zalecenie, ponieważ w przypadku ślubów kościelnych obowiązek zasłaniania ust i nosa przez gości w świątyni został… utrzymany. W imprezie nie mogą uczestniczyć osoby przebywające na kwarantannie i izolacji, a także zarażone koronawirusem. Organizatorzy wesela muszą posiadać kompletną listę gości i obsługi imprezy wraz z danymi kontaktowymi, które w razie potrzeby będą udostępnione służbom sanitarnym. Właściciel obiektu ma obowiązek zapewnienia obsłudze imprezy rękawiczek jednorazowych lub środków do dezynfekcji rąk, a pomieszczenia powinny być często wietrzone. O ile to możliwe przy jednym stole powinna zasiadać rodzina lub osoby pozostające we wspólnym gospodarstwie domowym. Jeśli natomiast realizacja tego zalecenia nie jest możliwa, przy jednym stole powinno siedzieć o 20 proc. mniej gości niż w standardowym usadzeniu, a stoliki powinny znajdować się w odległości minimum 2 metrów od siebie. Goście przy stole mają zajmować miejsca „na szachownicę”, czyli nie mogą siedzieć naprzeciw siebie, a jeden kelner może obsługiwać maksymalnie 15 osób.

Taka ilość zaleceń i ograniczeń spowodowała, że wiele par, które miało zarezerwowane terminy ślubów na okres wakacyjny, po prostu z nich zrezygnowało. Wśród nich znaleźli się Kasia i Marcin z Tarnowa, którzy swoje wesele przenieśli na przyszły rok. – Nie było sensu organizować ślubu w tym roku. Wesele kompletnie straciłoby swój urok, a przecież, to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu człowieka – mówią. – Mieliśmy to szczęście, że w lokalu, gdzie mieliśmy mieć ślub, znalazł się jeden wolny weekend w przyszłym roku. Co prawda będzie to początek października, ale nie mieliśmy zbyt wielkiego wyboru. Początkowo planowaliśmy wesele na nieco ponad 220 osób. Mieliśmy już przygotowane wszystkie zaproszenia. Ograniczenia spowodowane koronawirusem wpłynęłyby na to, że nie wszystkich moglibyśmy gościć na naszym weselu. Poza tym i tak słyszeliśmy już od niektórych członków naszej rodziny, że nie pojawiłyby się na naszym ślubie, ponieważ się boją. W telewizjach i gazetach co chwilę podawane są informacje, że na kolejnej ślubnej uroczystości doszło do zarażenia koronawirusem. To powoduje, że coraz więcej ludzi obawia się tego, że ich może spotkać to samo. Mamy nadzieję, że do przyszłego roku sytuacja związana z pandemią już się unormuje…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wyższe odszkodowania dla rolników?

Domy Weselne stoją puste

Koronawirus dał w kość przede wszystkim właścicielom domów weselnych w Tarnowie i regionie. Okazuje się, że wesel w czerwcu było bardzo mało. Wiele par zaplanowało śluby na końcówkę lipca, w sierpniu, wrześniu oraz w październiku. – W naszym przypadku w czerwcu nic się nie działo, więc wraz z pracownikami postanowiliśmy wykorzystać urlopy – mówi właściciel Domu Weselnego „Marion” w Tarnowie, Mariusz Janicki. – Obecnie mamy dwa wesela przeniesione na październik. Wiele par całkowicie zrezygnowało ze ślubnych uroczystości. Mieliśmy przypadek, że para miała zarezerwowany lokal na blisko 150 gości. Okazało się, że zaproszone osoby tak bardzo zaczęły obawiać się koronawirusa, że swoją obecność potwierdziło zaledwie… 40 z nich. Koszty obsługi ze względu na zmniejszoną liczbę gości na tyle poszybowały w górę, że para zdecydowała się zrezygnować z wesela.

W podobnym tonie wypowiada się menadżer Domu Weselnego „Barbara”, Tadeusz Mróz, który mówi, że w jego przypadku, aż 70 proc. wesel jest przekładanych na inny termin. – Mamy salę na 200 osób. Podczas wielu wesel zapełniała się ona do ostatniego miejsca. Teraz nie ma o tym mowy i to nie tylko ze względu na obostrzenia, ale przede wszystkim ze względu na strach, jaki wywołuje w ludziach koronawirus. W mediach co chwila pojawiają się informacje o kolejnych zarażeniach COVID19 na weselach i zaproszeni goście boją się brać w nich udział. Przede wszystkim dotyczy to osób zaproszonych spoza granic naszego kraju. Co chwila przeprowadzamy dezynfekcję obiektu, również podczas wesel, czy niedawno organizowanych u nas uroczystości komunijnych, ale powiedzmy sobie szczerze – przecież i tak nie uda nam się przypilnować każdej osoby, aby przestrzegała zaleceń. Trudno sobie wyobrazić, że wujek nie zatańczy z ciocią podczas wesela i nawet w żartach nie pocałuję ją w policzek, czy rękę… Liczymy na to, że sytuacja zmieni się w lipcu oraz w sierpniu i nasz Dom Weselny będzie tętnił życiem, bo na razie większość uroczystości jest odwoływana lub przesuwana nawet o rok.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Przyborów: Obawa przed...indykami

Maria Zbylut, właścicielka Domu Weselnego „Słoneczne Wzgórze” mówi, że w jej lokalu w czerwcu odbyły się dwa wesela. – Trudno jednak porównać panującą na nich atmosferę do tych wesel, które miały miejsce w ubiegłym roku. Dysponujemy dwiema salami na łącznie 320 osób. Podczas jednego z wesel, początkowo para młoda planowała uroczystość na nieco ponad 170 osób, ostatecznie zjawiło się około 100 gości. Widać w ludziach lęk. Zanim pojawią się w lokalu, mają na twarzach maseczki. Co ciekawe, nie było również osobistych życzeń ze strony zaproszonych gości. Wesela mają zupełnie inny charakter niż przed pandemią. Wydaje mi się, że dopóki na dobre nie zwalczymy koronawirusa, dopóty problem z weselami będzie miał miejsce. Zniesienie dalszych ograniczeń nie da zbyt wiele. Ludzie po prostu są przesiąknięci strachem.

Kamerzyści i zespoły muzyczne bez pracy

Na wesele z koronawirusem w tle narzekają również kamerzyści. Już od pewnego czasu nastała moda, że parom młodym coraz częściej do uwiecznienia swojej ślubnej uroczystości wystarczał jedynie fotograf, jednak teraz jest to tym bardziej widoczne. – Od początku roku w przypadku wesel pozostaję bezrobotny. Nikt nie skusił się na moje usługi, chociaż w ubiegłym roku w samym czerwcu byłem na czterech weselach – mówi nam właściciel jednego ze studiów wideo działających pod Tarnowem, który chce pozostać anonimowy. – Zastępuje się nas fotografami, jednak i oni mają coraz trudniejsze życie. Niedawno jeden z moich znajomych miał robić zdjęcia podczas ślubu i wesela. Ostatecznie okazało się, że para zrezygnowała z jego usług, a zdjęcia wykonywał… brat pana młodego. Nowożeńcy doszli do wniosku, że tak będzie po prostu bezpieczniej. Nie wiem, co będzie dalej, ale nie wygląda to zbyt optymistycznie.

W podobnej sytuacji znalazły się grupy muzyczne, przy których muzyce bawią się goście weselni. Marcin Cholewa z zespołu „Gromy”, który często towarzyszy nowożeńcom mówi, że w tym roku zostali zaproszeni na zaledwie jedno wesele. – Słowo „wesele” jest i tak zbyt mocne. W uroczystości ślubnej, która odbyła się w maju, miało uczestniczyć ponad 150 osób. Impreza była zaplanowana na dwa dni. Ostatecznie skończyło się na… parze młodej i ich rodzicach. Z naszego zespołu udałem się z perkusją pod dom pani młodej i dom pana młodego, z jednym z kolegów, który zabrał ze sobą akordeon. Zagraliśmy jeszcze jeden utwór pod kościołem i… wróciliśmy do domu. W czerwcu odpadły nam już trzy wesela. Lipiec nie zapowiada się lepiej. Po cichu liczymy na to, że być może sierpień będzie przełomowy. Problemem grup muzycznych jest to, że występuje w nich kilka osób. Przy obecnych obostrzeniach liczy się każda osoba będąca na sali, więc jeżeli pary młode chcą mieć muzykę na weselu, to decydują się na DJ-a. Zawsze to tylko jedna dodatkowa osoba na imprezie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Ojciec Adam Mazur i jego 30 lat w Brazylii...

Okazuje się jednak, że również DJ w dobie szalejącego koronawirusa nie ma łatwo. Wie o tym Robert Damian, który pomimo wesel zaplanowanych na maj i czerwiec ostatecznie nie zagrał na żadnym przyjęciu. – Wszystkie zostały odwołane albo przeniesione na przyszły rok. To koszmar. Ostatnio jeden z moich kolegów, który miał okazję zagrać na weselu, mówił mi, że na sali było zaledwie… 30 osób. Kolejny termin, w którym zagra na weselu, ma ustalony dopiero na sierpień. Odwoływanie ślubów lub przenoszenie ich na kolejny rok, to wielki problem dla muzyków. Wiele zespołów, czy DJ-ów zakupywało sprzęt za gotówkę lub brało go w leasing, mając nadzieję, że odrobią pieniądze w wakacje podczas wesel. Tak się jednak nie dzieje. Przy braku ślubnych uroczystości cierpi mnóstwo branż. Nie tylko właściciele domów weselnych, kamerzyści, fotografowie, zespoły muzyczne, ale nawet szkoły tańca, w których pary ćwiczyły układy przed swoim „pierwszym tańcem”. Mam nadzieję, że z czasem wszystko wróci do normy i koronawirus nie będzie wywoływał w ludziach takiego lęku. Inaczej trudno będzie o stare, dobre wesele…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.