W ubiegłym tygodniu na torach kolejowych w rejonie ulicy Podmiejskiej pociąg osobowy relacji Rzeszów- Tarnów przejechał 60-letniego mężczyznę. I mimo, iż prawdopodobnie było to samobójstwo, mieszkańcy wciąż narzekają na brak odpowiedniego przejścia przez tory, bojąc się o życie swoje, jak i swoich bliskich. Wiele wskazuje jednak na to, iż w końcu doczekają się odbudowy przedwojennego przejścia pod torami, które wiele lat temu zostało zasypane.

Blisko dwa lata temu tarnowski magistrat poinformował, że po długich i burzliwych rozmowach z PKP zdecydowało się na odbudowę przejścia pod torami w rejonie ulicy Podmiejskiej, które istniało jeszcze przed II wojną światową, a które w 1945 roku zostało wysadzone przez niemieckich żołnierzy i zasypane. Latami służyło mieszkańcom do bezpiecznej komunikacji pomiędzy dzielnicami Gumniska i Rzędzin, ale również pozwalało na swobodny przepływ wód opadowych z terenu Gumnisk do położonego po drugiej stronie torów potoku Wątok. – Ewidentnie brakuje nam w tym miejscu przejścia. Na nasypie kolejowym mamy wydeptaną ścieżkę. Na drugą stronę chodzimy do kościoła oraz odprowadzamy nasze dzieci do szkół i przedszkoli. Z powodu braku przejścia nie dokładamy dodatkowych metrów szukając dozwolonego miejsca, tylko przechodzimy przez tory. Zdaję sobie sprawę, że jest to ryzykowne i może skutkować mandatem, którym swego czasu już nawet mnie ukarano, ale uważam, że nie mamy innego wyjścia – żali się jeden z mieszkańców.
Pisma w sprawie odbudowy przejścia przez wiele lat do ministra transportu wysyłał Józef Rojek, były prezydent Tarnowa, a następnie poseł. Niestety długo pozostawały one bez żadnej odpowiedzi. Kiedy w 2014 roku tarnowski magistrat ogłosił, że doszedł do porozumienia z PKP i podjęto decyzję o odbudowie zasypanego przejścia wielu odetchnęło z ulgą. Ostatecznie jednak nic w sprawie nie ruszyło, jednak jak zaznacza Krzysztof Kluza, dyrektor Zarządu Dróg i Komunikacji w Tarnowie, właśnie pojawiło się światełko w tunelu, iż jeszcze w tym roku inwestycja może doczekać się realizacji. – Sami interweniowaliśmy w tej sprawie w zeszłym roku, ponieważ zaniepokojeni byliśmy tym, że pomimo wcześniejszych zapowiedzi, prace cały czas stały w miejscu. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, iż kolej zorganizowała z końcem roku przetarg, który nie przyniósł żadnych efektów, ponieważ żadna firma nie wyraziła chęci na wykonanie prac. Z tego też względu czas realizacji mocno się opóźnił. Wiem jednak, że w tym roku udało się znaleźć w końcu wykonawcę, z którym doszło już do podpisania umowy, a termin oddania tunelu do użytku ustalono na koniec roku. Słowa Krzysztofa Kluza potwierdza Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP. – Rzeczywiście poprzedni przetarg nie został rozstrzygnięty. Po ogłoszeniu i zakończeniu drugiego postępowania, w lutym podpisaliśmy umowę z firmą Intop Tarnobrzeg, która zajmie się budową przejścia. Zakończenie całej inwestycji planujemy jeszcze w tym roku, a jej wartość oszacowaliśmy na około 1,7 mln złotych.
Dopóki przejście nie zostanie oddane do użytku, mieszkańcy nie zamierzają przestać korzystać z „nielegalnego” przedostawania się na drugą stronę torów, mimo iż wielokrotnie kończyło się to mandatami ze strony pracowników Straży Ochrony Kolei, którzy z kolei nie ukrywają, że temat braku przejścia w okolicy ulicy Podmiejskiej jest im doskonale znany. – Co chwilę uświadamiamy tych ludzi, że pociąg nie jest w stanie zareagować, tak szybko jak samochód. Ignorancja prawa kończy się przeważnie śmiercią, a rzadziej kalectwem – mówi Franciszek Florek, zastępca komendanta regionalnej Straży Ochrony Kolei w Krakowie. – Poświęcenie pięciu minut na przejście bezpieczną drogą może uratować im życie. Są tacy, którzy lubią ryzyko. Wobec tych osób stosujemy metody w postaci mandatów w wysokości od 25 do 500 zł. Nie mamy taryfikatora, a na ich wysokość wpływa wiele czynników, chociażby taki, czy dana osoba była już wcześniej przez nas karana.
Franciszek Florek wierzy, że powstanie podziemnego przejścia w rejonie ulicy Podmiejskiej znacznie ułatwi życie mieszkańcom, a interwencji SOK-u będzie zdecydowanie mniej. – Bez wątpienia poprawiłoby to w znacznym stopniu bezpieczeństwo w tym rejonie Tarnowa. Mimo, iż ostatnie zdarzenie prawdopodobnie nie wynikało bezpośrednio z nieszczęśliwego wypadku, a z samobójstwa, to warto wiedzieć, że nawet jeżeli maszynista włączy hamulec odpowiednio wcześniej, to i tak niewiele może zrobić i szansa na to, że poszkodowany wyjdzie z tego cało, jest naprawdę znikoma.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.