Nie ma jak na targu!

Po dłuższej przerwie spowodowanej obostrzeniami związanymi z epidemią koronawirusa, place targowe w podtarnowskich gminach powoli wracają do życia. Już w pierwszych dniach ich funkcjonowania okazało się, że ludzie stęsknili się za taką formą zakupów. Pomimo nadal obowiązujących zasad bezpieczeństwa osób chcących kupić na straganach warzywa, owoce i kwiaty jest mnóstwo…

Targ w Tuchowie (fot. UM Tuchów)

Przede wszystkim płody rolne

Początkowo na tuchowskim rynku można było kupować sezonowe kwiaty i krzewy. Wynikało to z tego, że na problemy ze sprzedażą swoich produktów skarżyli się lokalni plantatorzy. Dodatkowo gmina umożliwiła również sprzedaż owoców i warzyw. Przeprowadzone w ostatnich dniach rozmowy między burmistrz Tuchowa, Magdaleną Marszałek, a radnymi podtarnowskiej gminy spowodowały, że od kilku dni targ ponownie działa na starych zasadach. – Doszliśmy do wniosku, że to najlepszy pomysł. Oczywiście targ będzie odbywał się z zachowaniem wszelkich zasad ostrożności. Podczas zakupów konieczne jest noszenie maseczek ochronnych i rękawiczek. Trzeba też zachowywać bezpieczne odległości. Budżet naszej gminy zasilany jest każdego roku około 80 tys. zł z opłaty targowej. Przez ostatnie tygodnie, kiedy targ nie funkcjonował, straciliśmy w ten sposób około 10-15 tys. zł. Już teraz można zauważyć, że decyzja o ponownym uruchomieniu placu targowego była świetnym posunięciem. Ludzi odwiedzających stragany jest mnóstwo, a sprzedawcy są szczęśliwi, że w końcu mogą zarobić – mówi burmistrz Tuchowa.

Place targowe działają również w Zakliczynie, Wojniczu, czy Wietrzychowicach. O ile otwarte pod koniec ubiegłego roku nowe targowisko w Wojniczu nie jest jeszcze zbytnio oblegane przez sprzedawców i kupujących, o tyle w przypadku Zakliczyna i Wietrzychowic zainteresowanie jest spore. – Z naszego nowego placu targowego mogą korzystać sprzedawcy, rolnicy, przedsiębiorcy oraz twórcy ludowi. Postanowiliśmy, że oprócz poniedziałku, który w naszej gminie jest oficjalnym dniem targowym, handlować można również w pozostałe dni – mówi burmistrz Wojnicza, Tadeusz Bąk. – Zainteresowanie na razie nie jest duże. Może nie wszyscy jeszcze wiedzą, że zdecydowaliśmy się uruchomić targ… Poza tym na pewno nie brakuje sprzedawców, którzy na czas epidemii zawiesili swoje działalności gospodarcze. Wierzę jednak, że już wkrótce targ ponownie zacznie tętnić życiem.

Na placu targowym w Wietrzychowicach jak na razie sprzedawane są wyłącznie produkty rolne. – Plac targowy mamy otwarty już trzeci tydzień. Zainteresowanie jest ogromne – mówi wójt Wietrzychowic, Tomasz Banek. – Targ działa w każdy czwartek. Musieliśmy otworzyć targ, aby w jakiś sposób pomóc naszym lokalnym przedsiębiorcom, ale i kupującym. Korzyść w tym przypadku jest obopólna. Mieszkańcy Wietrzychowic, zamiast jeździć w inne rejony naszego powiatu, mogą na miejscu kupić sadzonki, kwiaty, drzewka… Dodatkowo swoje pieniądze zostawiają niejako u sąsiada, a nie wspierają obcy kapitał. W ten sposób wszyscy działamy dla wspólnego dobra.

W podobnym tonie wypowiada się burmistrz Zakliczyna, Dawid Chrobak. W tamtejszej gminie handlować można codziennie, pod warunkiem, że towar związany jest z płodami rolnymi. – Miesięcznie do gminnej kasy z opłat handlowych wpływa około 10 tys. zł. Zainteresowanie taką formą kupna towarów jest duże, więc szkoda byłoby się na nią zamykać. Oczywiście wprowadziliśmy pewne ograniczenia, jak np. obsługa maksymalnie trzech klientów na stragan, dodatkowo przy zachowaniu odpowiedniej odległości, ale zauważamy, że nasi mieszkańcy stosują się do tych zaleceń, więc targ funkcjonuje bardzo dobrze.

W końcu toczy się życie

Mieszkańcy podtarnowskich gmin, których spotkaliśmy na placach targowych, nie ukrywają, że w końcu, po kilku tygodniach, otrzymali namiastkę normalności. – Mamy założone maseczki, czy rękawiczki, ale przynajmniej widać, że w tych miejscach toczy się życie. Do tej pory nie można było wychylić nosa z czterech ścian, a do sklepów wychodziło się, jak na wojnę. Przechodząc od straganu do straganu, spotykać można też swoich znajomych, których nie widziało się od dłuższego czasu. Można porozmawiać, pośmiać się, czy pożalić… Wielu z nas bardzo za tym zatęskniło – mówi pani Elwira, niosąca ze sobą reklamówkę pełną kwiatów.

– Myślę, że dobrze się stało, iż place targowe ponownie zostały otwarte. Oczywiście co jakiś czas pojawiają się głosy krytyki, że po co ta cała narodowa kwarantanna, skoro teraz wielu z nas wyjdzie na ulice. Uważam jednak, że musimy powoli wracać do życia. Trudno sobie wyobrazić, abyśmy mieli siedzieć w domach jeszcze przez rok, czy dwa lata. Ludzie by tego nie wytrzymali. Potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem – mówi z kolei pan Piotr, mieszkaniec Tuchowa.
Zadowolenia z uruchomienia placów targowych najbardziej nie ukrywają sprzedawcy. Praktycznie wszyscy twierdzą, że był to ostatni moment na sprzedaż większości produktów, które wkrótce nadawałyby się do wyrzucenia. – Targowiska zamknięto zbyt pochopnie. Skoro w sklepach spożywczych cały czas można było robić zakupy, to dlaczego na targach tego zabroniono? Można było ograniczyć handel odzieżą, sprzętem RTV i AGD, ale nie produktami rolnymi, czy sadzonkami. Dla ogrodników i hodowców to właśnie kwiecień jest najlepszym czasem na sprzedaż pierwszych produkcji rozsad. W wielu przypadkach sprzedaż właśnie w tym miesiącu stanowi połowę rocznego przychodu. Przez ostatnie tygodnie żyliśmy wyłącznie z oszczędności. Wielu z nas utrzymuje się wyłącznie ze sprzedaży produktów rolnych. Jesteśmy ogromnie zadowoleni, że klienci przychodzą na palce targowe. Dzięki nim możemy powoli stawać na nogi – mówi nam jeden ze sprzedawców.

Handel zyskiem dla… Kół Gospodyń Wiejskich

W ostatnich dniach place targowe postanowiono uruchomić również w gminie Ryglice, a także gminie Szerzyny. W przypadku Ryglic na placu targowym obowiązuje bezwzględne zastosowanie się do przestrzegania środków bezpieczeństwa. Sprzedający obowiązkowo oprócz maseczek wyposażeni są w rękawiczki, w których obsługują klientów. Kupcy zobligowani są również do rozkładania towarów na co drugim stoisku, a także kontroli, aby kupujący zachowywali 2-metrową odległość. – W przypadku naszej gminy mamy mnóstwo producentów lokalnych, którzy sprzedają sadzonki. Niestety nasz plac targowy, mimo iż jest stosunkowo nowy, to jest zbyt ciasny, dlatego postanowiłem, że kupcy mogą sprzedawać swoje towary również na części parkingowej – mówi burmistrz Ryglic, Paweł Augustyn. – Na placu targowym można handlować w każdy piątek. Widząc jednak, jak duże zainteresowanie budzi taka forma sprzedaży, również na placu w centrum gminy pojawiła się możliwość kupna produktów rolnych. Sprzedaż w tym miejscu odbywa się codziennie i będzie trwać do końca maja. Uruchomienie placu targowego oczywiście wiąże się z pewnymi wpływami do budżetu gminy, ale nie jest to najważniejsze… Chcemy, aby nasza gmina się rozwijała, aby mieszkańcy mogli się ze sobą spotykać i działać na wspólne dobro. W dobie koronawirusa place targowe dają taką możliwość.

W gminie Szerzyny na placach targowych również została przywrócona pełna możliwość handlu. Oczywiście i tam nie zapomniano o pewnych ograniczeniach. Liczba osób przebywających na placu targowym nie może być większa niż trzy osoby na jeden punkt handlowy. Sprzedający obowiązkowo muszą być wyposażeni w maski zakrywające usta i nos oraz rękawiczki, w których obsługują klientów. Ponadto osoby sprzedające powinni rozkładać towary w taki sposób, aby klienci mogli zachować dwumetrową odległość między sobą. – Każdego dnia targ odbywa się w innej miejscowości w naszej gminie. Pierwszeństwo sprzedaży mają kupcy handlujący nasionami, sadzonkami, owocami, ale sprzedawcy oferujący inny asortyment również mogą sprzedawać na naszych targach swoje towary – mówi wójt gminy Szerzyny, Grzegorz Gotfryd. – Pierwszeństwo dla handlarzy produktów rolnych wynika stąd, że większą część kupców stanowią mieszkańcy naszej gminy. Chcemy, aby w tym trudnym okresie mogli zarobić jak najwięcej pieniędzy, by później utrzymać swoje rodziny. Otwarcie placów targowych nie wiąże się z żadnymi wpływami do gminnej kasy. Wysokość inkasa opłat w gminie Szerzyny wynosi 70 proc. stawek targowych, a inkasentami są… Koła Gospodyń Wiejskich działające w naszych gminnych miejscowościach. Średni miesięczny wpływ z tego tytułu wynosi około 400 zł. O ile dla gminy są to śmieszne pieniądze, o tyle dla pań działających w kołach jest to już jakiś zastrzyk gotówki. Tym samym w przypadku naszej gminy kupując i sprzedając towary na placach targowych, wspieramy bardzo dużą grupę mieszkańców, dlatego tym bardziej cieszymy się, że udało się je uruchomić.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Zalasowa: Czy w końcu opanują osuwisko?

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.