Członkowie Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja” w Tuchowie od kilkunastu lat marzą o wybudowaniu ośrodka opiekuńczo – mieszkalnego dla swoich podopiecznych. Przed miesiącem światło dzienne ujrzał projekt planowanego obiektu. Kolejnym krokiem powinna być już jego budowa. Problem w tym, że nie ma pieniędzy na jej rozpoczęcie.

Stowarzyszenie „Nadzieja” powstało przy klasztorze redemptorystów i działa już 25 lat. Skupia blisko 50 niepełnosprawnych osób z gminy Tuchów i powiatu tarnowskiego. – Niesiemy pomoc osobom z porażeniem mózgowym, zespołem Downa, autyzmem, zespołem Vesta i innymi upośledzeniami intelektualnymi – mówi prezes Stowarzyszenia, Marian Gut. – Od samego początku korzystamy z udostępnianych pomieszczeń klasztornych. Dzięki Ojcom Redemptorystom do dyspozycji mamy salę parafialną i salę pielgrzyma. Niestety, aby poszerzyć naszą ofertę i pełnić swoje obowiązki na jak najwyższym poziomie, chcielibyśmy zmienić lokalizację. Samorząd proponował nam kilka obiektów, jednak żaden nie spełniał podstawowych wymagań. Doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie budowa nowoczesnego budynku, który zapewni osobom niepełnosprawnym konkretną opiekę, rehabilitację i integrację.
Tuchowskie Stowarzyszenie już blisko 10 lat temu nabyło działkę o powierzchni 22 arów, na której miałby stanąć obiekt. Do tej pory teren pełnił rolę miejsca spotkań członków Stowarzyszenia. Wybudowano na nim plac zabaw, boisko do siatkówki oraz postawiono mały drewniany domek letniskowy. W ostatnim czasie pojawiła się możliwość dokupienia sąsiadującej działki, co spowodowałoby powiększenie terenu budowy nawet o 50 arów. – Sporządziliśmy zbiórkę pieniędzy na ten cel. Koszt wykupu drugiej działki, to 6 tys. zł za jeden ar. Właścicielka ziemi skłonna jest sprzedać minimum 30 arów. W tej chwili stać nas jedynie na wykup połowy działki. Szukamy pieniędzy i sponsorów, którzy mogliby nam pomóc. Sprawę zgłosiłem nawet w tuchowskim magistracie, jednak szanse na to, że dostaniemy jakiekolwiek wsparcie na ten cel nie są zbyt duże…
Burmistrz Tuchowa, Adam Drogoś nie ukrywa, że budowa ośrodka nie należy do najpilniejszych inwestycji w gminie, a sam koszt przewyższa obecnie jej możliwości finansowe. – W każdym kolejnym roku z budżetu gminy wykładamy niemałe pieniądze na Stowarzyszenie. Niestety zawsze całość przekazywana jest na jego bieżącą działalność. Gminy nie stać na budowę ośrodka. W chwili obecnej mamy zdecydowanie pilniejsze inwestycje, jak chociażby budowa obwodnicy. Jako gmina, jesteśmy w stanie udzielić wsparcia w postaci skierowania pisma do marszałka, czy wojewody o wsparcie inicjatywy, ale poza tym nic więcej nie możemy zrobić. Są to dla nas zbyt wysokie koszty.
A koszty budowy rzeczywiście nie są małe. Okazuje się, że obiekt, na terenie którego miałyby powstać gabinety do rehabilitacji, świetlica dziennego pobytu, baseny, pokoje noclegowe, czy kaplica, to wydatek rzędu 6 milionów złotych. Marian Gut uważa jednak, że inwestycja związana z budową nowego ośrodka z punktu widzenia samych podopiecznych jest wręcz niezbędna. – Rodzice prowadzący Stowarzyszenie z każdym kolejnym rokiem się starzeją, a nie ma następców do przejęcia działalności. Nie chcielibyśmy, by Stowarzyszenie przestało istnieć, bo patrząc przez pryzmat Tuchowa, jak i najbliższych okolic jest ono naprawdę potrzebne. Najważniejsze są dla nas dzieci. Chcemy zapewnić im w przyszłości domowe warunki, a nie skazywać ich z góry na dom pomocy społecznej. Planujemy, aby na terenie obiektu mogło zamieszkać co najmniej 20 osób – 10 chłopców i 10 dziewczynek. Spełniałby on istotną rolę w momencie, kiedy rodzice niepełnosprawnego dziecka zachorowaliby lub zmarli, przez co nikt nie mógłby się nim zająć. Obecne pomieszczenia, którymi dysponujemy nie dają nam takiej możliwości. Niestety nie jesteśmy w stanie pozyskać funduszy unijnych na budowę ośrodka. Wydaje się, że jedyną szansą jest prywatny inwestor, który mógłby zainwestować swoje pieniądze w obiekt, a następnie w jakiś sposób na nim zarabiać. Miesiąc temu odebraliśmy gotowy projekt budynku. Wykonano już także ogólny kosztorys, a także otrzymaliśmy pozwolenie na budowę. Wszystkie formalności zostały już spełnione i teraz przyszedł czas na wbicie pierwszej łopaty, jednak w obecnej sytuacji może okazać się to najtrudniejszym, a może i nawet niewykonalnym zadaniem…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.