Oczyścić życie z chemii

Tarnowianka Ewa Kozioł od kilku lat prowadzi bloga pt. „Zielony Zagonek”, na którym podsuwa internautom pomysły na zastąpienie chemii, bezpiecznymi naturalnymi substancjami. Serwis bije rekordy popularności w naszym kraju, dzięki czemu miesięcznie ponad 200 tys. osób uświadamia sobie, że zastąpienie proszku do prania, kremu dla dziecka, a nawet kilkunastu opakowań lekarstw wyłącznie naturalnymi odpowiednikami jest prostsze, niż się wydaje.

Ewa Kozioł

Pani Ewa swoje ekologiczne życie, jak lubi je nazywać, rozpoczęła w momencie, kiedy zaszła w pierwszą ciążę. To wówczas stwierdziła, że warto zadbać nie tylko o swoje zdrowie, ale również zdrowie dziecka, które niedługo ma przyjść na świat. – To było siedem lat temu. Zaczęłam czytać książki na temat obecności chemii w naszym życiu i sposobach, jak ją wyeliminować, albo przynajmniej ograniczyć. Nie mogłam pojąć, jak wiele szkodliwych substancji znajduje się w produktach przeznaczonych do pielęgnacji dzieci. Postanowiłam coś z tym zrobić. Od tamtej pory nie kupuję kosmetyków, środków czyszczących, czy niezdrowej żywności. Swoje życie zmieniłam niemal o 180 stopni, a dodatkowo doszłam do wniosku, że warto swoimi sposobami na pozbycie się chemii z życia podzielić się z innymi.

W tym celu tarnowianka postanowiła założyć blog pt. „Zielony Zagonek”. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ serwis tylko w ubiegłym roku odwiedziło ponad milion internautów! Osoby, które trafią na bloga, zasypywane są m.in. informacjami na temat naturalnych sposobów leczenia, przepisami na stworzenie własnych perfum, czy kremów, a także form ekosprzątania. – Ludzie się tym interesują, czego dowodem jest zaproszenie mnie do programów telewizyjnych „Dzień Dobry TVN”, czy „Pytanie Na Śniadanie”. Wydałam już nawet na ten temat cztery książki, a wciąż dostaję maile z prośbą o kolejne. Polacy zauważyli, jak wiele korzyści może wynikać z życia bez chemii, a najważniejszą z nich jest nasze zdrowie. Pozbycie się szkodliwych substancji nie tylko z żywności, ale również z preparatów, z których korzystamy na co dzień, to duży krok w kierunku naszego lepszego samopoczucia – mówi pani Ewa i dodaje, że w jej domu nie znajdziemy żadnych zakupionych w sklepie środków do pielęgnacji ciała, czy sprzątania – Zamiast proszku do prania używam zmielonego szarego mydła, sody kalcynowanej i boraksu. Końcowy efekt w postaci czystego prania jest taki sam, a trzeba pamiętać, że korzystając ze zwykłego proszku, aż 60 proc. chemikaliów dostaje się do naszego organizmu przez skórę. Perfumy również tworzę sama. Potrzebuję do tego oliwy z oliwek, olejku pomarańczowego, cynamonowego, goździkowego oraz wosk pszczeli. Jest taniej, a i bardziej pachnąco.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Ostre cięcie w... podziemiu

Okazuje się, że również odpowiedniki lekarstw można tworzyć w domowym zaciszu. Tarnowianka, która jest matką trojga dzieci, mówi otwarcie, że poza drobnymi przeziębieniami, jej pociechy nigdy nie chorowały, a to wszystko za sprawą domowych sposobów. – Po co stosować tabletki na gorączkę, kiedy możemy ją zwalczyć za pomocą ziół? Z pewnością skuteczne będą w tym przypadku rumianek czy kocimiętka. Przeziębienie? Sprawę szybko powinien załatwić syrop z suszonych owoców czarnego bzu, mięty pieprzowej, wody mineralnej i miodu. Swoje zrobi też prawdziwy rosół z wiejskiej kury, a jak przystało na kobietę prowadzącą ekologiczne życie, sporo drobiu biega przed moim domem – śmieje się pani Ewa dodając, że przygotowanie większości naturalnych zamienników nie zajmuje więcej, niż kilkanaście minut. – Krem dla dziecka możemy zrobić już w ciągu 10 minut, wykorzystując do tego: masło shea, wosk pszczeli, oliwę z oliwek, olejek arganowy i olejek lawendowy. Dodatkowo warto zdać sobie sprawę, że prowadząc ekologiczny tryb życia, możemy sporo zaoszczędzić. Miesięcznie wydaję na poszczególne artykuły potrzebne do przygotowania kosmetyków, lekarstw, czy środków czystości około 150 zł. Gdybym musiała zakupić gotowe produkty, cena sięgałaby kwoty 800 zł. Różnica jest aż nadto widoczna.

Tarnowianka pomimo tego, że zachęca do odcięcia się od swojego „chemicznego życia” radzi, aby robić to stopniowo, a nie z dnia na dzień. – Gdybyśmy w ciągu jednego dnia wyrzucili z domu wszystko, w czym tkwi chociaż cząstka substancji szkodliwych naszemu organizmowi, przeżylibyśmy niemały szok. Okazałoby się, że będziemy żyć w zupełnie pustym pomieszczeniu. Warto więc wprowadzać takie zmiany z rozsądkiem i umiarem. Mam wielu przyjaciół, którzy patrzą na mnie z podziwem, ale nie brakuje również głosów, że jestem dziwaczką. Takie komentarze nie robią na mnie jednak większego wrażenia, ponieważ po ilości maili, które otrzymuję każdego dnia, doskonale zdaję sobie sprawę, ilu osobom udało mi się pomóc. Tacy ludzie w wiadomościach piszą, jak zmienili swoje życie, jak oczyścili swoje organizmy i zachwalają zdrowie, jakim mogą się pochwalić. Cieszy mnie to, że ludzie coraz częściej sami decydują się tworzyć w domowym zaciszu kosmetyki, czy syropy, co wcale nie wynika z oszczędności, a jedynie świadomości co spożywamy i co nakładamy na własną twarz…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Stróż prawa na czterech łapach

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz