Z najnowszych danych przedstawionych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że w naszej diecezji 71,3 proc. wiernych uczęszcza na niedzielną mszę, a 27 proc. przyjmuje komunię. Takie liczby sprawiają, że diecezja tarnowska uznawana jest za najpobożniejszą w kraju. Duchowni z naszego regionu apelują jednak o to, aby nie zadowalać się tym wynikiem, a spróbować poprawić go w kolejnych latach, ponieważ osób omijających kościół szerokim łukiem przybywa.

Liderzy większości rankingów
Dane przedstawione przez ISKK dotyczą pobożności i wskaźników przyjmowania komunii z dnia 21 października 2018 roku. Wówczas w całej Polsce odprawiono 45 313 mszy. Z przedstawionych wyników jasno wynika, że drugiej tak pobożnej diecezji, jaką jest diecezja tarnowska, która obejmuje region tarnowski, region mielecki i dębicki na Podkarpaciu, a także Powiśle Dąbrowskie i Sądecczyznę trudno znaleźć. W diecezji tarnowskiej znajduje się w 454 parafii, w których posługę sprawuje 1113 księży. Liczbę katolików szacuje się z kolei na 1,1 mln. Wskaźnik uczestnictwa w niedzielnej mszy wyniósł 71,3 proc. Druga pod tym względem jest diecezja rzeszowska, jednak różnica jest znaczna, ponieważ w jej przypadku wskaźnik praktyk religijnych wyniósł 64,3 proc. Dla porównania ten sam wskaźnik w całym kraju to zaledwie… 38,2 proc.
Diecezja tarnowska przoduje również w statystyce liczby osób przystępujących do komunii. Według opublikowanych wyników badań przystępuje do niej blisko 27 proc. mieszkańców naszego regionu. Średnia krajowa również jest znacznie niższa, bo wynosi 17,3 proc. Poza tym od wielu lat diecezja tarnowska jest najlepszą w kraju pod względem liczby powołań kapłańskich. Jesienią ubiegłego roku formację kapłańską na pierwszym roku Wyższego Seminarium Duchownego rozpoczęło 24 mężczyzn.
– Diecezja tarnowska przoduje w przeprowadzanych przez nas badaniach od samego początku – mówi Robert Stępisiewicz, zajmujący się obsługą baz danych w Instytucie Statystyki Kościoła Katolickiego. – W ubiegłym roku te wyniki były jeszcze bardziej imponujące. Wskaźnik uczestnictwa w niedzielnej mszy wyniósł bowiem 71,7 proc. Ciężko określić, z czego może to wynikać. Przypuszczamy, że znaczenie mogą mieć względy historyczne, a także fakt, że jest to przede wszystkim diecezja o charakterze wiejskim. Religijność to jednak bardzo złożone pojęcie, na który wpływ ma wiele wskaźników i nie da się jednoznacznie stwierdzić, co może być przyczyną aż tak dobrego wyniku w stosunku do reszty kraju.
Wiara z pokolenia na pokolenie
Ks. Tomasz Lelito, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, która każdego roku przygotowuje statystyki na temat nauczania religii w szkołach, uważa, że wpływ na tak dobry wynik diecezji tarnowskiej ma przekazywanie praktyk religijnych z pokolenia na pokolenie. – Najlepszym tego dowodem są liczby, jakimi dysponujemy. Na zajęcia religii, biorąc pod uwagę wszystkie szkoły i przedszkola w naszej diecezji, uczęszcza około 96 proc. uczniów. Rodzice widzą, że religia w ich życiu odgrywa ważną rolę i starają się przekazać te wartości swoim dzieciom. Myślę, że tak duży odsetek osób uczęszczających na lekcje religii bierze się również z tego, że w naszym regionie w zdecydowanej większości szkół zajęcia prowadzone są przez kapłanów, a nie osoby świeckie. To z kolei może mieć przełożenie na to, że mając dobrą relację z kapłanem, uczęszczamy na msze do jego parafii – mówi ks. Tomasz Lelito, który jednocześnie dodaje, że z kolei zła relacja na linii kapłan-uczeń przynosi zupełnie odwrotny efekt. – Wówczas zdarza się, że nie tylko dziecko nie uczęszcza na zajęcia religii, ale również cała rodzina nie pojawia się w kościele. Dużo więcej przypadków stanowią jednak rodziny, w których religia spychana jest na dalszy plan i dlatego rezygnują z lekcji katechezy, czy niedzielnej mszy.
Na moc tradycji wskazuje również ks. Michał Dąbrówka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego tarnowskiej kurii. – Statystyk dotyczących uczestnictwa w niedzielnych mszach w żadnym stopniu nie wiązałbym jednak z pobożnością danej diecezji. W wielu przypadkach może być tak, że pojawiamy się na niedzielnej mszy z przyzwyczajenia, albo po prostu nie chcemy być później obgadywani wśród mieszkańców wsi i wskazywani palcem jako niepobożni. Taki katolik niewiele ma więc wspólnego z prawdziwą pobożnością, dlatego zadaniem kapłanów jest, aby osoby, które już pojawią się w kościele, jak najbardziej „zarazić” wiarą, by nie była ona jedynie na pokaz – mówi ks. Michał Dąbrówka i dodaje, że na wysoki wynik diecezji tarnowskiej może mieć wpływ również historia. – Nasz region pod względem wiary nie był aż tak prześladowany w czasie zaborów, jak inne rejony naszego kraju. To również może mieć odzwierciedlenie w wynikach. Ludzie nie bali się swojej wiary, mogli ją praktykować, więc nie oddalali się w ten sposób od Kościoła.
Odnaleźć „zaginione owieczki”
Tarnowianie, których zapytaliśmy po jednej z niedzielnych mszy o to, dlaczego chodzą do kościoła, udzielali przeróżnych odpowiedzi. Jedni wskazywali potrzebę duchową, inni tradycję, a jeszcze inni… wymóg ze strony rodziców. – Chodzę do kościoła od dziecka, ale moje wnuki tego nie robią. Uważają, że na mszy się nudzą, a ostatnie doniesienia na temat księży molestujących dzieci utwierdziły je w przekonaniu, że Kościół nie jest „święty”. Niestety nie potrafię ich przekonać, że kilku kapłanów robiących takie rzeczy, nie powodują, że cały Kościół jest zły. Młodzi coraz częściej wybierają drogę bez Boga. Wolą żyć w niesakramentalnych związkach niż brać śluby. Takie zachowania wpływają później na to, że liczba wiernych w naszym kraju spada – mówi jedna z tarnowianek.
Rzeczywiście spadek wiernych w ciągu ostatnich lat jest zauważalny. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu, co drugi Polak brał udział w niedzielnej mszy. Dziś jest to już tylko 38,2 proc. z nas. – Dlatego wynik diecezji tarnowskiej powinien nas cieszyć, ale w żadnym wypadku nie powinien nas usypiać – mówi ks. Michał Dąbrówka, według którego dużo większą wagę powinniśmy przykładać do liczby blisko 29 proc. osób nieuczęszczających w niedzielę do kościoła. – Z Biblii znamy przypowieść o Dobrym Pasterzu. Pomimo tego, że posiadał całe stado owiec, gdy spostrzegł brak jednej z nich, zostawił je i poszedł szukać tej, która zaginęła. Wydaje mi się, że podobnie powinniśmy podchodzić do wiernych. Jeżeli chcemy, aby wskaźnik osób uczęszczających na niedzielne msze z roku na rok wzrastał, musimy przyciągnąć do kościoła te osoby, które w nim się nie pojawiają. Co ciekawe, to zadanie wcale nie spoczywa w głównej mierze na kapłanach, a właśnie na wiernych. Jeżeli ktoś nie uczęszcza do kościoła, to jak ma usłyszeć słowa księdza, który z ambony będzie namawiał go do zmiany postępowania? Dużo większą rolę odgrywa więc ewangelizacja, która na co dzień odbywa się w szkołach, czy zakładach pracy. Wierni swoją postawą i świadectwem mogą wpłynąć na to, że osoba dotąd niewierząca i niepraktykująca odkryje głębię wiary. Zadaniem księży powinno być z kolei pogłębianie wiary tych, którzy do kościoła uczęszczają. W ten sposób nie tylko zahamujemy wskaźnik osób, które porzucają wiarę katolicką, ale spowodujemy, że nowych „owieczek” systematycznie będzie przybywać…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.