Przegrałem swoje życie…

Z badań przeprowadzonych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wynika, że około 6% osób korzystających z internetu jest od niego uzależnionych a około 30% traktuje go jako sposób na ucieczkę od rzeczywistości. Ci, którzy przesiadują zdecydowanie za długo w internecie, najwięcej czasu przeznaczają na gry w sieci rywalizując w ten sposób z innymi graczami z całego świata. Właśnie tak swój wolny czas spędzał 30- letni Marek z Tarnowa, któremu gry komputerowe całkowicie zrujnowały życie…

przegralem-swoje-zycie-1
Dostęp do komputerów i internetu staje się coraz bardziej masowy. Większość osób niemal nie rozstaje się ze swoim smartfonem.

Niewinny początek
– Swój pierwszy komputer otrzymałem od rodziców, kiedy miałem 14 lat. Wcześniej korzystałem z gier wideo, którymi szybko się nudziłem. Nic nie zapowiadało wówczas tego, co miało wydarzyć się w późniejszym etapie mojego życia… – mówi Marek, mieszkaniec Tarnowa, który ostatni czas spędził na terapii poświęconej uzależnieniom od internetu i gier komputerowych. W wieku 28 lat był już mężem i ojcem dwuletniego dziecka. Pracował w firmie transportowej, w której odpowiadał za zamawianie towaru i kontakt z klientami. Godzinami wpatrywał się w ekran monitora. Firma z roku na rok się rozrastała i poszerzała swoją ofertę, przez co przyjmowała w swoje szeregi nowych pracowników. Marek miał coraz więcej zamówień i coraz większą grupę klientów. W tym celu zatrudniono nowego pracownika, który miał mu w tym wszystkim pomóc. Niestety od tego momentu zaczęły się jego problemy. – Firma zatrudniła Grześka. Młody, sympatyczny chłopak. Razem dzieliliśmy jedno z biur i szybko złapaliśmy wspólny język. Grzesiek był maniakiem gier komputerowych. Nie było dnia, aby nie opowiadał mi o tym, jak wczoraj uporał się z dwoma przeciwnikami w sieci i że dziś musi pokonać kolejnych, aby wejść na jeszcze wyższy poziom.

Pewnego dnia namówił mnie do tego, abym i ja spróbował zagrać w tę jego „strzelankę”, jak często o niej mawiał. Niezbyt kręciły mnie gry komputerowe, ale postanowiłem sprawić mu tę przyjemność i po powrocie do domu odpaliłem w sieci grę, o której mi mówił. Tego dnia moja żona Magda i nasz dwuletni syn mieli nocować u mojej teściowej. Do komputera zasiadłem o godz. 20. Był piątek, więc mogłem sobie pozwolić nawet na trzygodzinną grę w sieci, ponieważ następnego dnia nie musiałem iść do pracy. Gra rzeczywiście bardzo mnie wciągnęła. Możliwość rywalizacji z innymi graczami oraz to, że można było się z nimi na bieżąco porozumiewać za pośrednictwem mikrofonu i słuchawek wywarły na mnie spore wrażenie. Byłem tak zawładnięty tą wirtualną rzeczywistością, że nawet nie zorientowałem się, kiedy na zegarze wybiła trzecia w nocy! Grałbym pewnie jeszcze dłużej, ale byłem już zmęczony i postanowiłem się położyć. W głowie miałem jednak myśli, jak następnego dnia osiągnąć jeszcze lepszy wynik…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Gromnik - kraina słonecznej energii

Kiedy uzależnienie odbiera rodzinę…
Kolejne tygodnie mijały na rozmowach Marka i Grześka na temat poprzedniego dnia i wspólnej gry w sieci. Żona Marka o niczym nie wiedziała, ponieważ ten każdego wieczoru, kiedy mieli kłaść się spać mówił jej, że firma zleciła mu zajęcie się kolejną grupą klientów i przez to musi pracować w domu po godzinach. Kiedy Magda zasypiała, Marek odpalał komputer i do późnych godzin nocnych rywalizował w sieci z innymi graczami. Tygodnie przerodziły się w miesiące. Marek oddalił się od rodziny i znajomych. Obowiązki opieki nad dzieckiem spoczywały tylko na Magdzie. On zamykał się w swoim pokoju i w tajemnicy przed wszystkimi każdego dnia jeszcze bardziej zatapiał się w wirtualną rzeczywistość. W pracy coraz częściej zjawiał się zmęczony i niewyspany. Zaniedbywał swoje obowiązki, przez co kilkakrotnie wzywano go na rozmowę do dyrektora. Dostał nawet ultimatum, że jeżeli jego wyniki pracy nie ulegną zmianie, będzie musiał pożegnać się z posadą. – Pewnego dnia Magda nakryła mnie grającego przed ekranem monitora. Wtedy uświadomiła sobie, że miesiącami ją okłamywałem. Krzyczała, że zupełnie ich zaniedbałem i nawet nie wiem, że mój syn nauczył się mówić kolejne słowa. To prawda. Nie wiedziałem… Ważniejszy stał się dla mnie świat wirtualny, niż ten który otaczał mnie na co dzień. Żona nie pracowała, więc całymi dniami zajmowała się naszym dzieckiem. Chcąc zrobić mi na złość zagroziła, że teraz ona będzie spędzać większość czasu przed komputerem, a ja mam zająć się domem. Wtedy zaczął się koszmar…

Niemal każdego dnia Marek i Magda kłócili się o to, kto powinien zająć się dzieckiem, a kto swój czas spędzić przed komputerem. Mieszkanie było w opłakanym stanie. Niejednokrotnie nie było czasu, aby ktoś przygotował obiad dla całej rodziny. Żadne z nich praktycznie nie zwracało uwagi na dziecko. Mimo tego Magda nie dawała za wygraną. Przysięgła sobie, że nie odpuści do czasu, aż Marek całkowicie nie zrezygnuje z gry w internecie. Ten, pomimo iż chciał zmiany w swoim życiu i nawet przez kilka dni nie zbliżył się do komputera, to nadal odczuwał silną potrzebę zalogowania się do sieci i rywalizacji z wirtualnymi przeciwnikami. Ta silna potrzeba niejednokrotnie przeobrażała się w objawy agresji. Łatwo było go wytrącić z równowagi. Pewnego dnia wpadł na szalony plan. Postanowił zagrać w „strzelankę” w biurze, podczas godzin pracy! Na jego nieszczęście został przyłapany przez swojego szefa, który zobaczywszy go z kontrolerem gier w dłoni, jeszcze tego samego dnia wręczył mu wypowiedzenie. Kiedy Magda dowiedziała się o zaistniałej sytuacji, wpadła w szał. Zrozumiała, że sama nie jest w stanie pomóc mężowi. Spakowała siebie oraz syna i wyprowadziła się do matki. Marek został sam… Dopiero wtedy zauważył, że nie ma już rodziny, przyjaciół, pracy. Jedyne co posiadał to gra, która doszczętnie zrujnowała mu życie. – Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem załamany. Myślałem nawet o samobójstwie. Miałem wszystko, a w jednej chwili zostałem sam. Odpaliłem komputer, ale nie dlatego aby jeszcze raz zagrać w tę głupią grę. Przeglądałem internet w poszukiwaniu ratunku, w znalezieniu wskazówki, jak poradzić sobie ze swoim problemem. Trafiłem na stronę poświęconą osobom uzależnionym od gry w sieci. Były tam adresy placówek, które zajmowały się takimi problemami. Wziąłem telefon do ręki i zadzwoniłem. Już od następnego dnia mogłem rozpocząć terapię.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Boisko tylko dla mieszkańców?

Osób z uzależnieniem od internetu i komputerów przybywa
– Dostęp do komputerów i internetu staje się coraz bardziej masowy. Większość osób niemal nie
rozstaje się ze swoim smartfonem. Badania pokazują, że ponad 80% z nas korzysta z nich tuż przed snem, czy nawet w toalecie, a zjawisko cyberuzależnienia jest coraz powszechniejsze i wydaje się, że z każdym rokiem narasta – mówi Andrzej Cała, psychoterapeuta z Instytutu Terapii Gestalt. – Takich ludzi, jak pan Marek jest u nas coraz więcej. Ponieważ u osób uzależnionych relacje w internecie, czy nawet sama relacja z komputerem, zastępują kontakt z realnymi ludźmi obecnymi w ich życiu, w terapii przyglądamy się także temu, co takiego dzieje się, że osoba uzależniona woli unikać tych kontaktów i wspólnie szukamy sposobu na ich poprawę. Uzależnieniu towarzyszą często inne zaburzenia lub trudności psychiczne i nimi oczywiście też się zajmujemy. Część terapii poświęcona kontroli zachowania przy komputerze zajmuje zwykle do kilku miesięcy. Część skupiona na emocjach i relacjach jest bardziej indywidualna i trwa zwykle od kilku miesięcy do 2-3 lat. Badania pokazują, że psychoterapia jest efektywnym sposobem leczenia uzależnienia od internetu, jednak szanse wyleczenia to bardzo indywidualna sprawa, zależna od mnóstwa czynników, chociażby takiego, jak motywacja osoby uzależnionej, a także wsparcie społeczne z jakiego może ona korzystać.

Dziś Marek nadal korzysta z terapii. Rozpoczął właśnie drugi rok. Znalazł nową pracę, tym razem taką, w której nie pracuje już na komputerze. Mieszka sam, ale wierzy w to, że już za niedługo żona wraz z dzieckiem znowu z nim zamieszkają. – Magda obiecała mi, że jeżeli wygram tę walkę, to wróci do mnie. Jestem na dobrej drodze. Zdarza się, że gdzieś w głębi duszy pojawia się chęć zagrania w sieci, ale już coraz lepiej radzę sobie z tym problemem. W wolnym czasie uprawiam sport, widuję się z synem i spaceruję po parku. Nigdy do kwestii uzależnienia od internetu, czy gier komputerowych nie podchodziłem poważnie. Alkohol, narkotyki, papierosy… Ale internet? Teraz wiem, że i takie niebezpieczeństwo czyha na nas w obecnym świecie. Szkoda, że czasami człowiek musi uczyć się na błędach…

WARTO PRZECZYTAĆ:   W DPS-ach jeszcze daleko do normalności

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz