Strażak z powołania

Mówią o nich, że są ludźmi o wielkich sercach, których pasją jest pomoc innym. Ochotnicza Straż Pożarna to nie tylko strażnica i sprzęt, ale przede wszystkim grupa ochotników, która już teraz swoim poziomem wyszkolenia, wiedzą i umiejętnościami ratowniczymi dorównuje kolegom z PSP, mimo iż ich jedyną nagrodą za bohaterską postawę jest wdzięczność drugiego człowieka.

Do jednostki OSP z Tuchowa należy 38 strażaków w tym trzy kobiety.

Na terenie powiatu tarnowskiego działa łącznie 130 jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej, z których do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego włączone jest 38 z nich. – Czasy się zmieniają i teraz coraz więcej pań wstępuje w szeregi OSP. Obecnie w naszym powiecie działa nieco ponad 7200 ochotników. To naprawdę sporo – mówi Kazimierz Sady, dyrektor zarządu wykonawczego ZOW ZOSP RP woj. małopolskiego. – W bezpośrednich działaniach ratowniczych mogą brać udział członkowie ochotniczych straży pożarnych, którzy ukończyli 18 lat i nie przekroczyli 65 lat. Coraz większa liczba strażaków ochotników przechodzi w stan spoczynku, a ich miejsce zajmują młode osoby, które kilka dobrych lat spędziły w Młodzieżowych Drużynach Pożarniczych. Widać, że są dobrze przygotowani do pełnienia funkcji, jaką jest niesienie pomocy innym osobom. W niedawno organizowanych przez nas zawodach sportowo-pożarniczych wzięło udział blisko 500 młodzieży z OSP. To pokazuje, jakim potencjałem dysponujemy w regionie.

Strażacy ochotnicy pytani przez nas, kto może z powodzeniem wstąpić w szeregi OSP, praktycznie zawsze odpowiadają to samo. Osoba chcąca zostać strażakiem ochotnikiem powinna być opanowana i zdyscyplinowana, a także wyróżniać się doskonałą sprawnością fizyczną. Ważne, aby potrafiła wykazać się odwagą, umiejętnościami pracy pod presją czasu, w stresie i zazwyczaj w trudnych, uciążliwych warunkach. Niebagatelną rolę odgrywa również dyspozycyjność.

– Aby zostać strażakiem ochotnikiem, należy wypełnić odpowiednią deklarację, złożyć ślubowanie oraz przejść szkolenie pożarnicze. Przyszły strażak musi zdawać sobie sprawę z tego, że zanim zostanie dopuszczony do akcji ratowniczych, musi przejść odpowiednie szkolenia. Według programu szkolenie podstawowe strażaka ratownika OSP trwa 126 godzin dydaktycznych – mówi Łukasz Giemza z OSP w Tuchowie. – Oprócz kursów, niezwykle ważne są badania lekarskie. Strażakiem ochotnikiem nie może zostać osoba, która jest przewlekle chora bądź jej kondycja fizyczna jest nie najlepsza. Obecnie w naszej jednostce w akcjach ratunkowych bierze udział 38 strażaków w tym trzy panie. Na pewno nie czujemy się gorsi od strażaków z Państwowej Straży Pożarnej. Obecnie dysponujemy takim samym sprzętem ratunkowym jak oni. Ochotnicza Straż Pożarna podlega bezpośrednio pod urząd gminy na terenie, której powstała. Gmina ponosi również nakłady finansowe na jej utrzymanie, tzn. zakup samochodów, czy sprzętu. Wydatki na wyposażenie jednostki i strażaków, to nasze największe bolączki. Wyposażenie i uzbrojenie osobiste strażaka, w skład którego wchodzą m.in. ubrania ochronne, hełmy, topory, pasy strażackie, czy specjalne buty to jednorazowy wydatek w wysokości nawet 4 tys. zł. Koszty nie są więc małe.

WARTO PRZECZYTAĆ:   W Rzepienniku walczą z alkoholem

Pracy strażaka ochotnika nie należy traktować, jako zajęcia, które przyniesie nam dodatkowy zarobek. Druhowie otrzymują pieniądze za wyjazdy do akcji i udział w szkoleniach, ale nie jest to stricte wynagrodzenie, a tzw. ekwiwalent, który może wynosić (w zależności od uchwały gminy na terenie, której działa dana jednostka) maksymalnie 1/175 przeciętnego wynagrodzenia według Głównego Urzędu Statystycznego za miniony kwartał. W pierwszym kwartale 2018 roku górna granica kwoty ekwiwalentu za każdą godzinę udziału w działaniach ratowniczych to 26,40 zł. W praktyce jednak strażacy OSP otrzymują najczęściej kwotę od 10 do 20 złotych. Pieniądze, zarobione przez strażaków OSP za udział w akcjach oraz szkoleniach, są zwolnione z podatku dochodowego. – W ubiegłym roku wyjeżdżaliśmy z jednostki około 60 razy. Wyjazdy dotyczyły przede wszystkim pożarów, wypadków na drodze, powodzi, zaczadzeń, ale również fałszywych alarmów. W naszym przypadku godzinna akcja strażaka wyceniana jest na kwotę 10 zł. Przyjęliśmy jednak u nas taką zasadę, że praktycznie każdy z nas nie pobiera żadnego wynagrodzenia, a uzyskane w ten sposób pieniądze w całości przeznaczamy na działalność OSP. Funkcję strażaka ochotnika traktujemy więc jako honor, a nie sposób na dorobienie do pensji – mówi Mirosław Plebanek z OSP Radłów. – Trzeba również pamiętać, że strażacy ochotnicy oprócz działalności ratowniczej prowadzą szeroką działalność oświatową, kulturalną, czy sportową. Wielokrotnie zabezpieczamy imprezy kulturalne w poszczególnych gminach, organizujemy zawody sportowe, czy prowadzimy orkiestry OSP, również robiąc to zupełnie za darmo. Co chwilę musimy również organizować wydarzenia zachęcające młode osoby do wstąpienia w szeregi OSP. Ludzie się starzeją, a duża liczba dzieci woli spędzać wolny czas przed komputerem niż na świeżym powietrzu. Pokazy związane m.in. z ewakuacjami szkoły, czy gaszeniem płonącego samochodu powodują, że nasza praca wywiera na młodych osobach spore wrażenie, przez co do jednostek nie trafiają już tylko i wyłącznie dzieci, których dziadek, czy tata był strażakiem ochotnikiem, ale także całkowicie z niezwiązanych dotąd ze strażą rodzin.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jaki ojciec, taki syn...

Krystian Furman z OSP Szerzyny mówi, że pomimo posiadania wszelkich warunków do bycia strażakiem takich, jak odwaga, czy chęć niesienia pomocy, w dalszym ciągu największą rolę odgrywa dyspozycyjność. – Mamy aktywnych około 40 strażaków, a gotowych do wzięcia udziału w akcji ratunkowej niemal w każdej sytuacji jest nieco ponad 10 osób. Wynika to z tego, że duża część młodych osób pracuje poza granicami kraju, czy studiuje w innych miastach i często nie może brać udziału w akacjach ratunkowych. Żadna OSP nie może pozwolić sobie jednak na to, aby takie osoby z czasem usuwać z jednostek. Mogłoby się bowiem okazać, że akurat w momencie, kiedy są najbardziej potrzebne i byłyby do dyspozycji OSP, nie są już aktywnymi strażakami ochotnikami i nie mogą wziąć udziału w akcji, chociaż ich pomoc byłaby jak najbardziej wskazana. Musimy pamiętać o tym, że strażak ochotnik pracuje 24 godziny na dobę. Jeżeli pożar wybuchnie tuż po północy, zdarza się, że walczy z żywiołem kilka godzin, a już rano musi udać się do zwykłej pracy w biurze, urzędzie, czy zakładzie. Bez całkowitego oddania się tej pasji, a także wewnętrznego poczucia pełnienia społecznej misji, ciężko czerpać z tego radość. A przecież wdzięczność uratowanych przez nas osób i ich dobytków jest dla nas największą nagrodą.

Dyrektor zarządu wykonawczego ZOW ZOSP RP woj. małopolskiego, Kazimierz Sady dodaje, że jednostki OSP mają również swoje problemy, z którymi próbują radzić sobie na bieżąco. Jedną z największych bolączek jest… brak kierowców. – W naszym regionie mało jest kierowców, którzy mogą pochwalić się uprawnieniami do prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych. Jeżeli już tacy są, to wielu z nich pracuje zawodowo jako kierowcy w transporcie międzynarodowym i rzadko przebywają w jednostkach. Zdarza się więc, że pomimo coraz to lepszego sprzętu do działań ratowniczo-gaśniczych, brak kierowcy może całą akcję ratunkową skazać na niepowodzenie. Jednostki starają się w jakiś sposób rozwiązywać tę kwestię poprzez zakup samochodów, do których prowadzenia wystarczy prawo jazdy kat. B. Problemem jest również to, że Państwowa Straż Pożarna stawia coraz większe wymagania wobec ochotników. Są to wymagania zdrowotne, w zakresie szkoleń, czy obsługi sprzętu. Politycy zaczęli angażować się w sprawy strażaków ochotników, a nam to nie jest potrzebne. To właśnie ochotnicy najczęściej są pierwszymi na miejscu zdarzenia i to oni podejmują pierwsze interwencje, dlatego przede wszystkim potrzeba im spokoju, a nie ciągłego zamieszania wokół struktur, w których funkcjonują, zwłaszcza że mamy swój związek OSP, który wkrótce będzie obchodził 100-lecie działalności i przez ten czas nasze działania były wzorcowe. Pomimo pewnych problemów, wierzę jednak, że osób chcących nieść pomoc innym będzie przybywać, a bycie członkiem OSP w miejscowości, w której mieszkamy, jest najłatwiejszą drogą do poświęcenia się drugiemu człowiekowi.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Polska wolna od podatku od aut spalinowych

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz