Zbyt wysoka cena spowodowała, że Zarząd Dróg Wojewódzkich unieważnił przetarg na zaprojektowanie i budowę drogi oraz nowego mostu na Dunajcu. W wyniku niepowodzenia postanowiono zmienić koncepcję inwestycji, która opierała się na systemie „zaprojektuj- wybuduj” i skupić się na ogłoszeniu przetargu jedynie na zaprojektowanie komfortowego połączenia autostrady z Mościcami. Taki krok może jednak oznaczać, że ewentualne prace rozpoczną się z dużym opóźnieniem.

Pomimo tego, że w urzędzie marszałkowskim uspokajają, że unieważnienie przetargu wcale nie oznacza, iż inwestycja w ogóle nie będzie realizowana, to niemal na pewno realizacja zadania znacznie się opóźni. Początkowo budowę łącznika od zjazdu z autostrady A4 do starej „czwórki” zrealizować miała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, jednak wycofała się z tej inwestycji. Zaraz po tym planowane prace spotkały się z falą protestów ze strony mieszkańców. Pierwsza przygotowana koncepcja zakładała, że łącznik będzie prowadził od zjazdu z autostrady w Wierzchosławicach, przez Kępę Bogumiłowicką, aż do ronda na skrzyżowaniu ulic Wyszyńskiego, Wody oraz Mościckiego, jednak po licznych protestach przebieg trasy ma zakończyć na rondzie w okolicach ul. Chemicznej i ul. Kwiatkowskiego. Obecnie zadanie realizuje Zarząd Dróg Wojewódzkich.
Pytany o całą sprawę rzecznik prasowy urzędu marszałkowskiego, Filip Szatanik twierdzi, że w tej chwili trwają prace nad rozwiązaniem problemu, jednak wśród przedstawicieli zarządu województwa nie ma zbyt dużego zaskoczenia, że przetarg został unieważniony. – Najniższą ofertę w przetargu złożyła firma Mostostal Warszawa, która chciała wybudować łącznik za kwotę 206,69 mln zł. Zarząd Dróg wojewódzkich chciał wydać na to zadanie niespełna 115 mln zł, więc najniższa zaproponowana kwota była niemal dwukrotnie wyższa. Braliśmy taką opcję pod uwagę, więc pomimo takiego rozstrzygnięcia nie odstępujemy od tego zadania i będziemy robić wszystko, aby doprowadzić je do szczęśliwego końca. Obecnie pracujemy nad różnymi rozwiązaniami tej sprawy, a jedną z nich jest wycofanie się z systemu „zaprojektuj- wybuduj” i ogłoszenie przetargu jedynie na przygotowanie projektu łącznika.
Okazuje się jednak, że unijną dotację trzeba wydać i rozliczyć do końca 2022 roku. Drogowcy szacowali, że projektowanie i budowa 2,2 km drogi oraz nowego mostu potrwa nie więcej niż 3 lata. W obecnej sytuacji, kiedy przetarg zostanie rozpisany osobno na projekt i osobno na budowę, czas znacznie się wydłuży. Nie brakuje więc obaw, że pieniądze w ostateczności trafią na zupełnie inną inwestycję.
Zaniepokojony takim stanem rzeczy jest Andrzej Mróz, wójt Wierzchosławic, który mówi, że budowa łącznika jest koniecznością, również ze względu na obecny stan techniczny mostu. – Ten most budowany był niemal 50 lat temu. Wówczas po naszych drogach jeździły tiry, których ciężar nie przekraczał 8 ton. Teraz co chwilę przejeżdżają przez niego ciężarówki o masie 40-50 ton.
Most nie wytrzyma kolejnych lat bez remontu. Uważam, że już teraz można byłoby pomyśleć o zmianie jego nośności na maksymalnie 12 ton. Łącznik jest dla nas bardzo ważną inwestycją i nie wyobrażam sobie, aby miał nie powstać. Niestety na ostateczną kwotę zaproponowaną w przetargu wpłynęła również opinia Wód Polskich, które nie odstąpiły od koncepcji budowy przęsła o długości 400 metrów, przez co koszty inwestycji znacznie wzrosły. Obecnie cały ruch prowadzi przez Wierzchosławice, Ostrów i Kępę Bogumiłowicką. Kierowcy samochodów osobowych jadą na skróty, wybierając drogę gminną, więc mieszkający tam ludzie obawiają się o swoje bezpieczeństwo. Dodatkowo kierowcy tirów zjeżdżając z trasy drogą wojewódzką, a następnie powiatową, chcąc udać się w kierunku Tarnowa, korzystają z tymczasowego ronda, na którym wykonują ponad 120-stopniowy skręt, przez co tworzą się gigantyczne korki.
Jacek Hudyma, wicestarosta tarnowski wierzy jednak, że całą inwestycję uda się zrealizować jeszcze w obecnej perspektywie finansowej. – Jest szansa, aby przedłużyć realizację tego zadania do 2024 roku. Wydaje mi się, że niezbyt dobrym posunięciem było ogłaszanie przetargu w systemie „zaprojektuj-wybuduj”, dlatego teraz zaczyna się walka z czasem. Już wkrótce Wody Polskie będą wydawać nową specyfikację dotyczącą m.in.: długości przęseł, więc liczę po cichu na to, że koszt zadania będzie znacznie niższy, niż ten zaproponowany przez poszczególne firmy w drodze przetargu. Co do samego mostu, to będzie otwarty on dla wszystkich kierowców do końca roku. Później eksperci z AGH przeprowadzą szczegółową ekspertyzę jego stanu. Niewykluczone, że rzeczywiście konieczne będzie obniżenie tonażu pojazdów, które będą z niego korzystać. Nie ma jednak zagrożenia, aby most miał się zawalić. Na bieżąco jest przez nas monitorowany i nie stwierdzono, aby był niebezpieczny dla kierowców. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeżeli budowa łącznika nie dojdzie do skutku, mamy zamiar go wyremontować. Myślę, że wiązałoby się to z kosztem około 20 mln zł, ale jesteśmy na to przygotowani. Z drugiej jednak strony łącznik, chociażby z punktu widzenia rozwoju tej części subregionu jest koniecznością i nie wyobrażam sobie, aby nie doszło do jego budowy. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, budowlańcy powinni rozpocząć swoją pracę już w 2020 roku.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.