Wygrać z mroczną przeszłością

43- letnia dziś Anna Dudek ponad 30 lat temu została napastowana seksualnie przez nieznajomego mężczyznę. Minęło wiele lat, zanim poinformowała swoich bliskich o bolesnym wydarzeniu z przeszłości. Dziś jako pracownica Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Tarnowie stara się pomagać młodym dziewczynom, które również na swojej życiowej drodze napotkały na wiele trudności, z którymi nie do końca potrafią sobie poradzić.

Anna Dudek

Niekończące się łzy

Dzień sprzed ponad 30 lat pani Ania pamięta, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Miała wówczas 9 lat. Była piękna słoneczna pogoda a ona w podskokach, ubrana w żółtą sukienkę zmierzała do kościoła. Nic nie zapowiadało tego, że za chwilę wydarzy się coś, o czym przez kolejne lata będzie myślała dniami i nocami. – W pewnym momencie za moimi plecami zobaczyłam starszego mężczyznę. Dało się odczuć, że bacznie mnie obserwuje i za mną podąża. Wystraszyłam się i zaczęłam uciekać. Mężczyzna ruszył za mną w pogoń. Po kilku sekundach złapał mnie i zaciągnął do pobliskiego lasu. Położył mnie na trawie, zatkał usta i zaczął rozbierać. Dotykał mnie w miejscach intymnych i całował. Byłam przerażona. Łzy same leciały mi po policzkach. Próbowałam się wydostać, jednak byłam zbyt słaba. Kiedy przestał, zagroził mi, że jeśli komuś powiem o tym, co się przed chwilą wydarzyło, znajdzie mnie i skrzywdzi. Wypuścił mnie, a ja zaczęłam biec przed siebie. Wbiegłam do kościoła, a następnie prosto do konfesjonału. Księdzu, który w nim przebywał, opowiedziałam o całym zajściu, w którym przed chwilą uczestniczyłam. Byłam roztrzęsiona i strasznie płakałam. Ksiądz zaczął mnie uspokajać i pocieszać. Do dziś nie wiem, jak wróciłam do domu. Nikomu oprócz księdza nie opowiedziałam o tym, co się stało. Bałam się, że mężczyzna mnie znajdzie i zrobi mi krzywdę.

Od tamtej pory życie pani Ani zmieniło się o 180 stopni. Radosna dotąd dziewczynka, zaczęła samotnie spędzać swój wolny czas. Nocami nie mogła zasnąć, bo przed oczami miała obraz mężczyzny, który wyrządził jej krzywdę. – Żyłam w poczuciu strachu i lęku. Kiedy w telewizji emitowany był film, w którym mężczyzna poniżał kobietę, ja wybiegałam z płaczem z pokoju. Moja mama nie potrafiła tego zrozumieć i niejednokrotnie dopytywała mnie, czy spotkało mnie coś, o czym powinna wiedzieć. Ja nie chciałam o tym mówić. Bałam się. Dziś wiem, że było to ogromnym błędem, ale wówczas za to, co się wydarzyło, nie obwiniałam mężczyzny, który mi to zrobił, a siebie. Powtarzałam sobie, że gdybym nie szła wtedy do kościoła, gdybym nie miała na sobie żółtej sukienki, do niczego by nie doszło.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Zbylitowska Góra: Kto ma rację w sprawie Motodromu?

Mijały kolejne lata, a tarnowianka w dalszym ciągu nie potrafiła poradzić sobie z przeszłością. – Najgorsze było to, że bałam się zbliżyć do chłopaków, ponieważ podświadomie sądziłam, że mogą wyrządzić mi podobną krzywdę, jak ten okrutny człowiek. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że pogłębia się u mnie depresja. Byłam rozdrażniona, płaczliwa, wszystko mnie denerwowało i nie potrafiłam się na niczym skupić.

Zmierzyć się z przeszłością

W końcu pani Ania spotkała na swojej drodze mężczyznę, z którym postanowiła się pobrać. Jeszcze przed ślubem jej przyszły mąż poznał bolesną historię z jej przeszłości. Wydawało się, że wszystko jest już na dobrej drodze, aby mogła rozpocząć nowe życie. – Miałam nadzieję, że wszystko, co najgorsze jest już za mną. Wydawało mi się, że jestem w końcu bezpieczna i kochana. Urodziłam syna, który dał mi olbrzymiego kopa do życia. Mój stan psychiczny znowu pogorszył się, po urodzeniu drugiego dziecka. Wcześniej po namowie rodziny i męża byłam pod opieką psychiatry. Ciąża sprawiła, że przez ten czas nie mogłam zażywać leków i depresja powróciła. Bałam się czy dam sobie radę, czy będę dobrą matką i czy jestem w stanie zmienić swoje życie. Swoje zrobiły też problemy w pracy. Pracowałam jako behapowiec. Niestety w pracy byłam cały czas poniżana i krytykowana. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Odbiło się to również na mojej rodzinie. Postanowiłam rozwieść się z mężem. Od dłuższego czasu nie mogliśmy się dogadać. Nie czułam od niego wsparcia w najtrudniejszych chwilach. Między nami coraz częściej dochodziło do licznych awantur. Nie było sensu dalej tego ciągnąć.

Pomocną dłoń do pani Ani wyciągnęła jedna z psychoterapeutek, która stwierdziła, że jedynym sposobem poradzenia sobie z problemem i nieustannym lękiem, będzie zmierzenie się z przeszłością. To wówczas tarnowianka postanowiła, że chce stanąć ze swoim oprawcą przed laty twarzą w twarz. – Zaczęłam pytać nieznajomych ludzi o tego mężczyznę – jak się nazywa, gdzie mieszka… Pomagała mi w tym moja koleżanka. Po długich poszukiwaniach okazało się, że mężczyzna nie żył już od blisko dwóch lat. Pomimo to zdecydowałam się udać na jego grób. Na cmentarzu pojawiłam się wraz z koleżanką. Stojąc nad jego grobem, łzy same napływały mi do oczu. Nie mogłam się ruszyć, byłam sparaliżowana strachem, mimo tego, że ten człowiek już nie żył. Dodatkowo od ludzi dowiedziałam się, że nie byłam jedyną dziewczynką, której wyrządził tyle krzywdy. Następnie udałam się do księdza, u którego jako 9-latka byłam w konfesjonale, po tamtym traumatycznym zdarzeniu. Tłumaczył się, że nie mógł o tym nikomu powiedzieć, ponieważ obowiązywała go tajemnica spowiedzi. Miałam do niego wielki żal, ale postanowiłam mu wybaczyć. W jednym momencie poczułam, jakby z mojego serca uleciał cały żal, strach i ból, które towarzyszyły mi przez tyle lat. O tym, co spotkało mnie ponad 30 lat temu, moja rodzina dowiedziała się dopiero przed dwoma laty…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Czy będziemy chodzić... niewyprasowani?

Inni też potrzebują wsparcia

Od tego momentu życie pani Ani nabrało innych kolorów. Zaczęła leczyć się u nowego psychiatry, który w końcu przepisał jej odpowiednie leki. W końcu zaczęła walczyć o siebie, swoje pasje i marzenia. Otrzymała posadę intendenta w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii w Tarnowie, gdzie stara się również pomagać młodym dziewczynom, które znalazły się w trudnych sytuacjach życiowych. – Poczułam, że jest to praca dla mnie. Do Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii przyjmujemy osoby w wieku gimnazjalnym. Są to uczniowie, którzy mają co najmniej roczne opóźnienie edukacyjne. Prowadzimy gimnazjum specjalne dla młodzieży z zaburzonym zachowaniem oraz zagrożonej niedostosowaniem społecznym. Dodatkowo dla ponad 40 dziewcząt dysponujemy internatem, w którym przebywają na co dzień. To właśnie z nimi najczęściej rozmawiam. Pojawiają się u mnie w gabinecie i poruszamy różne tematy z ich życia. Często widzę w nich siebie przed laty, czyli smutną, przerażoną i samotną dziewczynę, która boi się otaczającego ją świata. Tłumaczę im, że muszą walczyć o siebie i swoją przyszłość. Przede wszystkim muszą pozbyć się wewnętrznej agresji oraz oczyścić swoje umysły podczas wizyt u psychologa. Wiem, co sprawiło, że ja stanęłam na nogi i wiem, że w przypadku większości tych dziewczyn, również to zadziała – mówi 43-latka, która dodaje, że mimo tego, iż już teraz czuje się spełnioną kobietą, ma zamiar w jeszcze większym stopniu poświęcić się pomocy innym osobom. – Chciałabym prowadzić indywidualną terapię dla osób, które w swoim życiu zmagają się z wieloma problemami. W tym celu muszę ukończyć studia o odpowiednim kierunku, jednak wierzę, że już za kilka lat uda mi się to osiągnąć. Moją historią chcę ostrzegać inne dziewczyny, aby nie popełniały tego błędu co ja. Jeżeli zostałyście kiedykolwiek skrzywdzone, nie warto dusić w sobie tych negatywnych wspomnień przez kolejne kilkanaście lat. One zrujnują nam życie. Nie bójmy się o nich mówić i od razu szukajmy pomocy. Tylko w ten sposób wygramy z mroczną przeszłością…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Łętowice: Żwirownia niemile widziana

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz