Już pierwsze niedziele z zakazem handlu pokazały, że wprowadzona przez rząd ustawa oprócz wielu zwolenników ma również niewiele mniej przeciwników. Wśród najbardziej poszkodowanych wymienia się właścicieli sklepów, dla których zakaz handlu w niedzielę może negatywnie wpłynąć na wielkość przychodów, a także osoby, które ze względu na swoją pracę, większych zakupów mogły dokonywać jedynie w weekendy. Niewykluczone jednak, że grupą, która może najbardziej ucierpieć na wprowadzonej w życie ustawie, są studenci studiów dziennych, dla których niedziela była jednym z niewielu dni, w które mogli sobie dorobić.

22- letni Adam Ryndak od ponad dwóch lat pracował w różnych sklepach odzieżowych na terenie Tarnowa. Będąc studentem studiów dziennych, w pracy pojawiał się przeważnie w weekendy. Wprowadzony przez rząd zakaz handlu w niedzielę spowodował, że w ubiegłym tygodniu był zmuszony zrezygnować z dotychczasowej pracy. – Niedziela, to obok soboty jedyny dzień, w którym miałem możliwość zarobić niewielkie pieniądze na własne przyjemności, ponieważ od poniedziałku do piątku przebywam na uczelni. Niestety zakaz handlu w niedzielę spowodował, że praca w weekendy została mocno ograniczona. W myśl ustawy w 2018 roku w przypadku aż 39 niedziel sklepy będą zamknięte. Jak łatwo policzyć, w tym czasie mógłbym zarobić ponad 3 tys. zł. Dla studenta to ogromne pieniądze. Najrozsądniejszym rozwiązaniem była więc rezygnacja z dotychczasowej pracy. Obecnie przeglądam oferty związane z pracą w gastronomii. W podobnej sytuacji znalazło się wielu moich przyjaciół z uczelni.
W naszym kraju studiuje 1,4 mln studentów, z czego blisko 2/3 z nich pracuje. W 2017 roku firma SW Research przeprowadziła badanie „Student w pracy” na próbie 1002 studentów, z którego wynika, że pracę w gastronomii i hotelarstwie wykonuje zaledwie 8 proc. z nich. Dla porównania praca w szeroko pojętym handlu to źródło utrzymania aż dla 21,1 proc. żaków.
Andrzej Kubisiak z firmy Work Service, specjalizującej się w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań z zakresu doradztwa personalnego, rekrutacji i outsourcingu pracowniczego twierdzi, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by stwierdzić, że zakaz handlu negatywnie odbije się na studentach studiów dziennych, jednak już teraz liczba rekrutacji na nowe stanowiska pracy zaczyna się zmniejszać. – Sektor handlowy już od dłuższego czasu boryka się z problemami kadrowymi. Mimo tego wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę spowodowało, że braki są nieco mniejsze, a zatrudnieni pracownicy w większości przypadków pracują według nowo ustalonych grafików. Jak na razie nie zanotowaliśmy zbyt wielu zwolnień, jednak widzimy, że pracodawcy ograniczyli zatrudnianie nowych pracowników – mówi Andrzej Kubisiak i dodaje, że w przypadku Work Service pracy najczęściej poszukują osoby, które nie ukończyły jeszcze 30 roku życia. – Mamy mnóstwo ofert dedykowanych studentom. Najczęściej wybierane są te związane z wykonywaniem pracy na jedną zmianę lub w grupie znajomych. Wiele jest jednak i takich osób, które są mocno nastawione na pracę w weekendy, ponieważ tylko wtedy dysponują wolnym czasem. Większość studentów nie ma jednak problemu z przekwalifikowaniem się. Jeżeli do tej pory ktoś pracował dorywczo w handlu, bez problemu poradzi sobie jako pracownik punktu gastronomicznego. To ważne w związku z wprowadzeniem nowej ustawy.
W Powiatowym Urzędzie Pracy w Tarnowie nie odczuwają jeszcze spadku ofert pracy w handlu, jednak jak zauważa Iwona Stadnik, naczelnik wydziału pośrednictwa pracy, ostatecznie i tak to pracodawca decyduje, czy zatrudni studenta, czy będzie szukał na jego miejsce innej osoby. – Trzeba pamiętać, że studenci studiów dziennych nie mogą być zarejestrowani, jako osoby bezrobotne. Jeżeli szukają pracy, to za pomocą wyszukiwarki ofert, w których pracodawca podał do kontaktu swój numer telefonu lub adres mailowy. Oferty pracy w handlu utrzymują się na razie na podobnym poziomie, jednak niewykluczone, że za kilka miesięcy może ulec to zmianie. Wielu właścicieli firm za jeden z głównych celów stawia sobie dyspozycyjność pracownika. Jeżeli student studiów dziennych może pracować tylko w weekendy, a biorąc pod uwagę zakaz handlu w niedzielę, tych dni nie będzie zbyt dużo niewykluczone, że pracodawca będzie wolał zatrudnić osobę, która jest w stanie pracować również w inne dni tygodnia.
Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych twierdzi, że najbliższe miesiące pokażą, jak bardzo studenci ucierpią z powodu wprowadzonej przez rząd ustawy. – Z naszych wyliczeń wynika, że w centrach handlowych w całej Polsce zatrudnionych jest obecnie około 400 tys. osób. Pracownicy w wieku 18-24 lata stanowią 32 proc. z nich, co jasno pokazuje, że studentów pracujących w centrach handlowych jest około 80 tys. Raport przygotowany przez PwC mówi o tym, że z powodu wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę pracę może stracić nawet 36 tys. osób. Prawdopodobieństwo, że wśród tej liczby większość będą stanowić studenci, jest spore. Rząd decydując się na wprowadzenie ustawy w życie, połączył w pewien sposób zakaz otwierania sklepów z zakazem pracy dla osób, które w niedzielę po prostu chcą pracować. Ustawa spowodowała, że taka grupa, jaką są studenci, więcej na zmianach straciła, niż zyskała. Pamiętać należy również o tym, że nie każdy będzie chciał szukać zatrudnienia w innym sektorze niż sektor handlowy, ponieważ nie do końca może odnajdywać się w innej pracy. Wiele osób pozbawiono w ten sposób wyboru.
W Tarnowie w branży handlowej zatrudnionych jest ponad 20 proc. ze wszystkich pracujących na co dzień tarnowian. Tylko w dwóch największych galeriach w mieście jest to ponad tysiąc osób. – Zakaz handlu w niedzielę na pewno uderzy w studentów. Nie mam co do tego wątpliwości – mówi kierownik jednego ze sklepów odzieżowych w Gemini Park. – Często poruszam ten temat wśród kolegów z branży i oni także twierdzą, że bez redukcji etatów się nie obędzie. W swoim sklepie również zatrudniam studentów. Na razie jeszcze nikogo nie zwolniłem, ale to tylko kwestia czasu. Zakaz handlu w niedzielę odbije się na przychodach, więc trzeba będzie szukać gdzieś oszczędności. Dla pracodawcy dużo ważniejszy jest pracownik dyspozycyjny niż taki, pod którego należy specjalnie układać grafik. Studenci studiów dziennych okażą się więc zbędni, ponieważ po co zatrudniać kogoś, kto w pracy pojawi się sześć dni w miesiącu?
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Myślę, że mimo wszystko studenci dorabiali przede wszystkim w knajpach i kawiarniach, gdzie mogli też pracować wieczorami w tygodniu. W większych miastach poza tym dalej mają kilka opcji – stacje benzynowe, teraz też Żabki, czy stanowiska szoperów w firmach pokroju Szopi, które nawet w wolne niedziele rozwożą zakupy. Młodzi wiedzą, gdzie szukać.