Są ludzie na tym świecie (być może macie kogoś takiego wśród swoich znajomych, albo sami jesteście takimi osobami), którzy dążą do tego, aby jak najwięcej ludzi ich lubiło. Są takie osoby, które nie wyobrażają sobie tego, żeby ktoś miał za nimi nie przepadać. Chcą się przypodobać jednej stronie, a za chwilę chcą przypodobać się drugiej stronie. OK. Można być takim człowiekiem. Nie mam z takimi ludźmi problemu. Problem mam jednak z tym, aby samemu być takim człowiekiem…
Czasami zdarza się, że ktoś pyta mnie – „A nie obraził się może na ciebie ten, czy tamten bohater twojego artykułu”? Mam to szczęście (a może sam na to w pewien sposób zapracowałem pewną rzetelnością), że bohaterzy artykułów przeważnie się na mnie nie obrażają. Przez 13 lat pracy w tym zawodzie, napisałem pewnie grubo ponad 10 tys. tekstów. Osób, które czują dziś do mnie jakaś urazę i albo się do mnie nie odzywają, albo z chęcią by się nie odzywały, myślę że mógłbym policzyć na palcach jednej dłoni.
Nie twierdzę, że brakuje ludzi, którzy mnie nie lubią. Ba! Myślę nawet, że osób, które mnie nie lubią jest całkiem sporo. Czym innym jest jednak nie darzenie kogoś sympatią, a czymś innym nie darzenie kogoś szacunkiem.
Zdarzyło mi się, że jakiemuś politykowi, czy osobie pracującej w samorządzie nie spodobał się mój tekst, bo nie był napisany po jego myśli. Zawsze odpowiadam tak samo… Jestem dziennikarzem. Ode mnie wymaga się przedstawienia sprawy zgodnie z prawdą i z realnym stanem. Gdybym miał przestawiać świat zgodnie z wizją jakiegoś samorządowca lub polityka, to pracowałbym jako PR-owiec lub samemu starał się o mandat posła, czy radnego. Dziennikarz musi z boku spojrzeć na sprawę, o której ma napisać i opisać ją tak, aby w jak najbardziej uczciwy sposób ją przestawić, nie pomijając w swoim materiale zaprezentowania stanowiska żadnej z zainteresowanych stron. Tyle i aż tyle (ponieważ jest całkiem sporo dziennikarzy, którzy tego nie robią, więc tym bardziej cieszę się, że nie należę do tego grona).
Przy takim postępowaniu nie da się jednak uciec od tego, aby ktoś za tobą nie przepadał. Jeżeli chcesz być uczciwy wobec siebie oraz swoich czytelników, nie zawsze spełniasz oczekiwania swojego rozmówcy. Life is brutal…
Dlatego też nigdy nie chciałem i nie dążyłem do tego, aby ludzie za wszelką cenę mnie lubili. Zresztą w tym zawodzie, ale też w wielu innych, nie da się po prostu tego osiągnąć. Myślę, że każdy z nas powinien raczej dążyć do tego, aby nasze podejście do wykonywanego przez nas zawodu, osoby z zewnątrz darzyły szacunkiem. Powinniśmy dążyć do tego, aby osoby z zewnątrz doceniały to, jak angażujemy się w swoją pracę, że staramy się wykonywać ją z pasją i zamiłowaniem. To o wiele ważniejsze, niż walka o względy kolejnych napotkanych w naszym życiu ludzi.
Pod swoim adresem również niejednokrotnie naczytałem się lub usłyszałem kilka ciekawych treści. Jeżeli rzeczywiście były one prawdziwe, nawet nie podejmowałem z kim takim dyskusji, ponieważ doskonale wiedziałem, że ma rację. Jeżeli jednak ktoś wygadywał na mój temat bzdury, zawsze do kogoś takiego się odzywałem, aby sprostować przedstawione przez niego informacje. Jeżeli nie zrobił tego celowo, nie miałem problemu z tym, aby takiego człowieka nie darzyć odtąd szacunkiem. Błędy popełnia każdy z nas. Jesteśmy tylko ludźmi. Oczywiście są też osoby, które celowo będą opowiadać o Was niestworzone historie. Wówczas najlepiej zakończyć taką znajomość. Nie namawiam do tego, aby gardzić kimś takim, bo życie jest zbyt krótkie na złości, nienawiść, itp., ale dla własnego spokoju powinniśmy całkowicie ograniczyć kontakt. Wyjdzie nam to na pewno na zdrowie.
Zresztą przyjaźń w dzisiejszych czasach naprawdę niewiele znaczy lub znaczy coraz mniej… Sami spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie, z iloma szkolnymi kolegami i koleżankami, bez których swego czasu nie wyobrażaliście sobie życia, dziś utrzymujecie kontakt? Ile palców jednej dłoni wystarczy Wam, aby to zliczyć?
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.