Zostać ratownikiem

Zawód ratownika wodnego staje się coraz bardziej modny. Wiele młodych osób marzy o tym, aby w przyszłości z deską ratunkową w dłoni wypatrywać na otwartych akwenach wodnych lub na pływalni ludzi, którym mogliby ruszyć na pomoc. Trzeba jednak pamiętać, że aby móc w niewielkiej części poczuć się jak gwiazda „Słonecznego patrolu” najpierw należy zdać egzamin, podczas którego umiejętność pływania jest zaledwie jednym z wielu elementów do uzyskania statusu ratownika.

Szkolenie na ratownika zawodowego obejmuje min. 63 godziny dydaktyczne (20 godzin teorii i 43 godziny praktyki) realizowanych na pływalni oraz wodzie otwartej.

Według osób, które czuwają nad zdrowiem i życiem pływaków, zawód ratownika wodnego jest niezwykle odpowiedzialny i wymaga dużych umiejętności. Trzeba jednak dodać, że jest również wyjątkowo satysfakcjonujący, ponieważ zadaniem osoby podejmującej tę pracę jest przede wszystkim ratowanie ludzkiego życia, co samo w sobie jest już dużą wartością.

Tarnowskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe każdego roku organizuje kursy na ratowników wodnych, które jak się okazuje, cieszą się olbrzymią popularnością wśród mieszkańców naszego miasta. – Od wielu lat organizujemy kursy na młodszego ratownika, ratownika wodnego oraz ratownika zawodowego. Każdego roku w naszych kursach bierze udział około 60 osób w wieku 14-16 lat, a także około 30 pełnoletnich osób – mówi Jerzy Kacer, prezes tarnowskiego WOPR. – Coraz częściej swoją przyszłość z tym zawodem chcą związać panie. Kiedyś na kursach pojawiała się jedna kobieta, a dziś potrafi ich być nawet sześć. Poziom zdawalności egzaminu jest stosunkowo duży, a wynika to z tego, że znaczna część kursantów ma za sobą przeszłość w sekcjach pływackich. Końcowego egzaminu co roku nie zdaje zaledwie około 2 proc. kursantów.

Szkolenie na ratownika zawodowego obejmuje min. 63 godziny dydaktyczne (20 godzin teorii i 43 godziny praktyki) realizowanych na pływalni oraz wodzie otwartej. Każdy kursant ma możliwość dwukrotnie podejść do egzaminu końcowego. W przypadku negatywnego wyniku drugiego podejścia konieczne jest ponowne odbycie pełnego szkolenia. Egzamin składa się z testu teoretycznego (30 pytań zamkniętych jednokrotnego wyboru), przepłynięcia 400 metrów dowolnym sposobem w czasie poniżej 8 minut, przepłynięcia 25 metrów pod lustrem wody z wydobyciem dwóch przedmiotów, przepłynięcia w czasie poniżej 2 minut i 40 sekund dystansu 75 metrów ratowniczą łodzią wiosłową lub kajakiem za pomocą dwóch wioseł w linii prostej do boi, a także dopłynięcie do niej rufą oraz powrót do miejsca startu za pomocą jednego wiosła. Dodatkowo kursanci muszą przeprowadzić symulowaną akcję ratowniczą, wziąć udział w holowaniu tonącego na dystansie 150 metrów oraz wyciągnąć tonącego na brzeg i ułożenie go w pozycji do przeprowadzenia pierwszej pomocy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Groundhopping – więcej niż mecz

– Koszt kursu na ratownika zawodowego wynosi 1200 zł. Do tego dochodzi jeszcze koszt kursu pierwszej pomocy, który waha się między 800-1200 zł. Młodzież za kurs młodszego ratownika musi zapłacić 400 zł. Jak duże jest zapotrzebowanie na ratowników w naszym regionie? To zależy… Poza sezonem letnim pracy nie ma zbyt dużo. Pływalnie są praktycznie obsadzone w 100 proc. Zarobki takiego ratownika nie przekraczają 3 tys. zł. W okresie wakacji pracy na pewno jest więcej, ale też więcej można zarobić. Właściciele prywatnych kąpielisk są w stanie zagwarantować wynagrodzenie sięgające ponad 4 tys. zł, a to już sporo.

Jacek Pękala, ratownik z 36-letnim stażem, który na co dzień pracuje w tarnowskim Parku Wodnym, twierdzi, że aby cieszyć się z wykonywania tego zawodu, należy przede wszystkim traktować go jak pasję i podchodzić do niego z dużą odpowiedzialnością. – Bez tego się nie obędzie. Dodatkowo trzeba potrafić przewidywać zdarzenia, które mogą mieć miejsce. Wyobraźnia jest podstawą. Na basenie pracujemy po 8-9 godzin dziennie i w tym czasie na pewno się nie nudzimy. Interwencje ratowników kojarzą się ludziom przede wszystkim z drastycznymi sytuacjami, np. że ktoś tonie, czy spada z wysokości. Taki przypadków jest niewiele, jednak codziennie na pływalni interweniujemy kilkanaście razy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której grupa młodych chłopaków skacze na głowę do basenu rekreacyjnego. Jeżeli szybko nie zareagujemy, to kolejny z nich może zakończyć swój skok złamanym kręgosłupem. Popychanie się na schodach w kolejce do zjeżdżalni, czy bieganie po basenie są normą. Zawsze w takich sytuacjach musimy upominać ludzi. Cały czas musimy być skoncentrowani, bo o nieszczęście naprawdę nie jest trudno.

Jerzy Kacer dodaje, że ratownik nie tylko musi doskonale pływać, ale również być odporny na stres. – Trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność. Zdarza się, że trzeba podjąć próbę reanimacji, wykonać masaż serca i sztuczne oddychanie… Sam w swoim życiu już kilkakrotnie musiałem walczyć o ludzkie życie. Miałem sytuację, że będąc nad Jeziorem Rożnowskim, ostatecznie nie udało mi się uratować kobiety, która znalazła się pod wodą. Pomimo przeprowadzonej przeze mnie reanimacji, obecny na miejscu lekarz stwierdził zgon. Takie sytuacje na pewno zostawiają ślad w psychice ratowników. Ten, kto szybko się z tym nie upora, może stracić chęci do dalszego wykonywania tego zawodu. Zupełnie inna sytuacja ma miejsce, kiedy uratujemy komuś życie. Wówczas ratownicy nie tylko czują się jak bohaterowie, a wręcz jak bogowie. Być może właśnie to sprawia, że osób, które chciałyby wykonywać ten zawód w przyszłości, cały czas przybywa…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Ogólnopolski protest przeciwko Euro

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz