Nasłuchaliście się w ostatnim czasie głosów różnych ekspertów i dziennikarzy na temat tego, że Liga Konferencji, zwana przez niektórych „rozgrywkami o puchar Biedronki” spadła polskim klubom z nieba, bo dzięki niej mogliśmy nastukać punktów, co dało nam ostatecznie 15. miejsce w rankingu UEFA i możliwość wystawienia 5 ekip (w tym dwóch w el. LM) od sezonu 2026/2027.
Z jednej strony jest to prawda. Gdyby nasze kluby rywalizowały na poziomie Ligi Europy, na pewno nie wygrałyby tylu spotkań i trudno byłoby przypuszczać, że dziś oglądalibyśmy je na poziomie ćwierćfinału, ale… to tylko część prawdy. Nie wiem, czy celowo, czy też z niewiedzy tych wszystkich ekspertów i dziennikarzy pomijany jest zupełnie inny fakt, nad którym chciałbym się dziś pochylić i który czarno na białym pokazuje, że gdyby nie odpowiednia postawa polskich klubów w Lidze Konferencji, to tego 15. miejsca i tak by nie było.
Szanowni Państwo… Zacznijmy od podstawowej rzeczy. W fazie ligowej Ligi Konferencji każdy z klubów rozgrywał po 6 spotkań (3 u siebie i 3 na wyjeździe). Gdyby wygrał wszystkie spotkania, miał szansę za to zgarnąć 3.000 pkt do rankingu (0.500 pkt za zwycięstwo, jeżeli kraj miał 4 reprezentantów w pucharach). Ale… Kluby, które rywalizowały w Lidze Mistrzów i Lidze Europy rozgrywały… 8 spotkań w fazie ligowej! Już tutaj te kluby były w dużo bardziej komfortowej sytuacji, niż te, które rywalizują w Lidze Konferencji. Tyko w fazie ligowej, za same zwycięstwa, były w stanie zarobić o 1.000 pkt rankingowy więcej, niż kluby w LK. Ale to nie wszystko!
Zespół, który zajął 1 miejsce po fazie ligowej LK zainkasował dla swojej federacji 4.000 pkt (dzielone przez liczbę klubów w pucharach). To… frytki w stosunku do tego, co można było zyskać w LM i LE. Dla porównania, ostatnia ekipa w LM (mogła przegrać wszystkie mecze) i inkasowała aż 6.000 pkt do rankingu (dzielone przez liczbę klubów z kraju w pucharach). Z kolei w Lidze Europy 4.000 pkt do rankingu (dzielone przez liczbę klubów z kraju w pucharach) dawała… 9. lokata! Polskie kluby, pomimo tego, że zaprezentowały się w fazie ligowej LK bardzo dobrze, zajmując 7 i 9 miejsce, ŁĄCZNIE zdobyły raptem 4.500 pkt do rankingu (dzielone przez liczbę kraju w pucharach). To ma przełożenie na 7. miejsce w fazie ligowej LE i o 1,500 pkt. rankingowego mniej, niż otrzymuje ostatnia ekipa fazy ligowej LM!
Prawda jest więc taka, że oczywiście Liga Konferencji pozwoliła nam na skok w rankingu, ale wcale nie przez to, że są to rozgrywki słabe, że łatwo tu o punktowanie, a przede wszystkim dlatego, że POLSKIE KLUBY WYGRYWAŁY W NIEJ NA MASOWĄ SKALĘ MECZE, co nie udawało się innym krajom ze Szwajcarami, czy Duńczykami na czele!
Tym samym jako kibice powinniśmy doceniać to, czego w tym sezonie, a także w ostatnich latach dokonywały polskie kluby w rozgrywkach Ligi Konferencji. Lech, Jagiellonia i Legia wykonały fantastyczną pracę w tym zakresie. Do tego należy dołożyć także Raków, który świetnie radził sobie w el. LM, a także dołożył swoją cegiełkę w fazie grupowej LE.
Uważam, że to nieprawda (co udowodniłem wyżej), że w LK łatwiej jest o punkty rankingowe. Mamy tutaj bowiem do czynienia ze znacznie mniejszymi bonusami, niż w przypadku LM i LE, a także mamy także w fazie ligowej o dwa mecze mniej, niż w przypadku LM i LE.
Doceńmy to, jak duży progres zanotowaliśmy w ostatnich latach na arenie europejskiej! To naprawdę wielki sukces polskiego futbolu, którego w żaden sposób nie powinniśmy deprecjonować!
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.