Aborcja to zło!

Już słyszę te głosy proaborcjonistek – „Nie zabieraj głosu, jeżeli sytuacja cię nie dotyczy”! No to świetnie się składa, bo mnie akurat dotyczy i to bardzo! Kiedy znalazłem się w brzuchu mojej mamy, jakiś „geniusz” orzekł, że to… ciąża pozamaciczna. Gdyby nie to, że moja mama zaczęła jeździć po specjalistach (a miejmy na uwadze, że to połowa lat 80′), którzy jasno i stanowczo stwierdzili, że doktorek wygaduje jakieś brednie, nie byłoby mnie zapewne na świecie.

Mało?

Najświeższy przykład. Moja córeczka. Kolejny „geniusz” podczas przeprowadzonego badania prenatalnego uznał, że jest spore prawdopodobieństwo, że moje dziecko urodzi się z… Zespołem Downa i skierował moją żonę na wykonanie procedury inwazyjnej, która miała polegać na pobraniu (poprzez wbicie igły w brzuch!) płynu owodniowego. Udaliśmy się więc na konsultacje do innego specjalisty, który powiedział nam wprost – jeżeli i tak zdecydowana jest pani urodzić to dziecko, badanie jest kompletnie zbędne. Przeprowadza się je jedynie w sytuacji, gdyby okazało się, że dziecko jest chore i chciałaby je pani usunąć!

Postanowiliśmy nie przeprowadzać żadnego durnego badania, przede wszystkim tak ingerującego w ciało matki.

Moja córka urodziła się w pełni zdrowia. W skali Apgar miała 9 na 10 pkt. (odjęty 1 pkt. za kolor skóry). Wcześniej jakiś „nieuk” uważał, że ma niemałe szanse urodzić się z Zespołem Downa.

Protestujące dziś paniusie krzyczą, aby postawić się w ich sytuacji. Ile z Was „krzykacze” było w takim razie w takiej sytuacji, jak moja mama, czy moja żona, skoro wiele z was to bezdzietne i wciąż nie mające kompletnie nic wspólnego z macierzyństwem jednostki…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jak z żartownisia zrobić złodzieja

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.