Niedawno premier RP, Mateusz Morawiecki zapowiedział nowy program budowy wielofunkcyjnych hal sportowych. Polskie władze chciałyby, aby w ciągu najbliższych kilku lat takich obiektów w naszym kraju powstało 1000. Samorządowcy spoglądają jednak na program z lekkim dystansem, zastanawiając się m.in. nad tym, czy rzeczywiście na przeprowadzenie inwestycji wystarczy pieniędzy…
Z myślą o mieszkańcach niewielkich miejscowości
Pod koniec czerwca premier RP, Mateusz Morawiecki oraz Minister Sportu i Turystyki, Kamil Bortniczuk ogłosili uruchomienie programu budowy hal sportowych o lekkiej konstrukcji. Dzięki budowie tego typu obiektów mieszkańcy małych miejscowości zyskaliby możliwość uprawiania sportu przez cały rok. Nabór do pilotażowego programu rozpoczął się 18 lipca i potrwa do 16 sierpnia. Jak zapowiada Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, w puli przeznaczonej na realizację programu będzie 80 mln zł. Dotacja dla samorządów na dofinansowanie realizacji zadania związanego z budową obiektu sportowego może wynieść do 70 proc. wydatków kwalifikowanych, jednak nie więcej niż 2 mln zł dla budowy nowego boiska wielofunkcyjnego o wymiarach pola gry minimum 20 m x 40 m wraz z zadaszeniem o stałej konstrukcji oraz nie więcej niż 1 mln zł dla prac związanych z zadaszeniem o stałej konstrukcji istniejącego boiska wielofunkcyjnego o wymiarach pola gry minimum 20 m x 40 m.
– To hale, które będą postawione w gminach miejsko-wiejskich, w gminach wiejskich, tam zwłaszcza, gdzie nie ma dziś jeszcze porządnej hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. To wielka szansa dla bardzo wielu młodych ludzi, tych, którzy chcą zadbać o swoje zdrowie, dbają o swoje wychowanie fizyczne, ale też wszystkich tych, których my rodzice chcemy wyciągnąć sprzed telewizorów, sprzed komputerów, mediów społecznościowych do życia realnego i sportowego. W ciągu najbliższych paru lat chcemy, aby tych hal powstało co najmniej tysiąc. To będą hale do gry w koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną, ale także tenisa, po prostu hale wielofunkcyjne. Już w tym roku wybudujemy co najmniej kilkadziesiąt takich hal, a w przyszłym roku nasz plan, to wybudowanie 500 takich hal, w kolejnym roku – kolejne 500. W małych miejscowościach są wspaniałe, sportowe talenty. Musimy je wydobyć. To jest nasze zadanie – mówił podczas swojego wystąpienia premier RP, Mateusz Morawiecki.
Dofinansowanie może okazać się zbyt małe
Okazuje się jednak, że zdania wśród samorządowców odnośnie powodzenia programu są podzielone. Już teraz pojawiają się głosy, że program jest potrzebny, ponieważ sprawi, że większa grupa dzieci i młodzieży z małych miejscowości będzie miała dostęp do nowoczesnej infrastruktury sportowej, jednak nie brakuje również opinii, że pieniądze przeznaczone na realizację prac są zbyt małe i nie ma większych szans na budowę hal przez samorządy.
– Program jest bez wątpienia wyjściem naprzeciw oczekiwaniom wielu gmin. Mamy w kraju mnóstwo miejscowości, gdzie problem z halami sportowymi występuje. Sami jednak nie zaliczamy się do tego grona. Jeżeli chodzi o naszą gminę, to szkoły prowadzone przez nasz samorząd mają do swojej dyspozycji nowoczesne hale sportowe. Ostatnią oddaną przez nas do użytku hala sportową był obiekt w Gwoźdźcu, przy którym prace zakończyliśmy w 2020 roku. W naszej gminie nie będziemy więc korzystać z programu, bo nie mamy takiej potrzeby, co nie oznacza, iż program nie jest potrzebny – mówi burmistrz Zakliczyna, Dawid Chrobak.
Nieco inaczej na sprawę spogląda burmistrz Radłowa, Zbigniew Mączka, gdzie w przyszłym roku będzie budowana hala sportowa. – W ramach Polskiego Ładu na budowę hali sportowej w Radłowie, przy której prace chcemy rozpocząć już w przyszłym roku, otrzymaliśmy 10,8 mln zł dofinansowania. Sam budynek będzie podzielony na trzy części: halę widowiskowo-sportową, mniejsze sale gimnastyczne, a także zaplecze techniczne. Z obiektu będą mogli korzystać młodzi sportowcy z Miejsko-Gminnej Akademii Sportu uprawiający piłkę nożną, ale też mieszkańcy Radłowa i okolic. Dofinansowania, jakie otrzymaliśmy na budowę obiektu z Polskiego Ładu, nie da się w żaden sposób porównać do dofinansowania, jakie rząd oferuje w ramach programu budowy 1000 hal sportowych. Ceny materiałów budowlanych cały czas rosną. Maksymalne dofinansowanie w wysokości 2 mln zł, jakie proponuje rząd, wydaje się śmieszną kwotą. Samorządy musiałyby bowiem wygospodarować podobne pieniądze na zrealizowanie zadania. Przy obecnej sytuacji na świecie i niepewnej przyszłości, wydaje się to mało prawdopodobne.
W podobnym tonie wypowiada się Marcin Kiwior, wójt Skrzyszowa. – Mieliśmy jakiś czas temu plany w naszej gminie, aby wybudować kryte boisko ze sztuczną nawierzchnią. Zainteresowanie nie było jednak na tyle duże, aby przystąpić do jakichkolwiek prac. Wydaje mi się, że przede wszystkim rząd powinien skupić się na tym, aby infrastruktura sportowa w wielu miejscach w Polsce, w postaci zwykłych boisk piłkarskich z trybunami, parkingami, zapleczem, była na odpowiednim poziomie, ponieważ daleko nam jeszcze w tym temacie do ideału. Dopiero później powinniśmy realizować bardziej zaawansowane projekty.
Z kolei Paweł Augustyn, burmistrz Ryglic mówi, że tamtejszy samorząd chciałby zadaszyć jedno z boisk w gminie właśnie w ramach nowego rządowego programu, jednak także ma obawy co do powodzenia przedsięwzięcia. – Dysponujemy boiskiem trawiastym w Lubczy, które spełnia wymagania i właśnie ten obiekt chcielibyśmy zadaszyć w ramach programu. Nie ukrywam jednak, że mamy spore obawy, co do końcowej ceny takiej inwestycji. Obecnie kwoty na wykonanie różnych zadań inwestycyjnych wzrastają po przetargach o 50 a nawet 100 proc. Przy idealnym założeniu, że nasza gmina uzyskuje maksymalne dofinansowanie z rządu i tak nie daje to gwarancji na przeprowadzenie prac. Jeżeli kwota po przetargu wyniosłaby np. 3-4 mln zł, to naszego samorządu nie będzie stać na wygospodarowanie dodatkowych 2 mln zł na przeprowadzenie inwestycji.
Premier się zagalopował?
W powodzenie programu nie wierzy również Leszek Świętalski, dyrektor biura Związku Gmin Wiejskich RP, który nie ukrywa, że potrzeba istnienia takich obiektów bez wątpienia występuje, jednak pieniądze przeznaczone na ich budowę są zdecydowanie za małe. – W Polsce mamy 2477 gmin, a rząd mówi o budowie 1000 hal, więc już ten fakt pokazuje, że zapotrzebowanie na takie obiekty jest ogromne. Obiekty sportowe całoroczne mają przeolbrzymie znaczenie w zakresie organizacji czasu wolnego wśród lokalnej społeczności, jak również odrywają rolę integracyjną. Trzeba jednak zlikwidować fikcję, a mówić o realiach. Premier RP ogłosił program 22 czerwca. Po tej dacie nikt nie widział już jednak żadnego konkretnego projektu. Ciekawostką jest fakt, że 21 czerwca, czyli dzień przed konferencją premiera, przedstawiciele Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego spotkali się z premierem, a on nawet nie zająknął się na temat programu. Opcje są dwie – albo o tym programie nawet nie wiedział, albo utrzymywano go w wielkiej tajemnicy na kolejny dzień. Przy założeniach, że hale sportowe mają być obiektami nowoczesnymi, pełnowymiarowymi i wielofunkcyjnymi, poraża kwestia wyceny projektu. Za pieniądze, które oferuje rząd, jest on nie do zrealizowania – mówi Leszek Świętalski i dodaje, że wybudowanie hali to tylko połowa sukcesu. – Samorządy będą musiały utrzymywać później te obiekty we własnym zakresie. Od wielu lat wśród samorządowców funkcjonuje opinia, że wybudować coś, to jeszcze nie problem. Schody pojawiają się później wraz z utrzymaniem takiego obiektu, a przecież hale sportowe powinny żyć od świtu do zmierzchu. Biorąc pod uwagę, że taki obiekt ma być obiektem całorocznym, latem musiałaby być zagwarantowana wymiana powietrza, a zimą hala musiałby być ogrzewana. Do tego dochodzi także stworzenie pełnego zaplecza sanitarnego. Z reguły takie obiekty buduje się za około 10 mln zł. Nikt nie będzie budował takiego obiektu, mając tak skromną dotację. Trzeba uważać na to, co się mówi. Być może premier zagalopował się w swoich wypowiedziach…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.