„Bajkopisarz” – takim określeniem nazwali burmistrza Ryglic, Bernarda Karasiewicza narodowcy, którzy zakłócali spotkanie Grzegorza Schetyny z mieszkańcami Tarnowa. Przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej uważają, że burmistrz bezpodstawnie oskarżył ich w Internecie i planują skierować sprawę do sądu. Sam Bernard Karasiewicz twierdzi, że otrzymywał już pogróżki i obawia się o bezpieczeństwo swoje, jak i bliskich.

bernard-karasiewicz-plakat
Jeden z plakatów z wizerunkiem burmistrza Ryglic, którymi oklejono podtarnowską gminę

Wciąż nie milkną echa awantury, która miała miejsce podczas spotkania Grzegorza Schetyny z mieszkańcami Tarnowa. Wówczas krzyki, których autorami byli przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej zagłuszyły próbę jakiejkolwiek wypowiedzi polityka, a sprawy w swoje ręce starał się wziąć burmistrz Ryglic, Bernard Karasiewicz, który jako jedyny ruszył w kierunku narodowców i wdał się z nimi w burzliwą dyskusję, a nawet przepychanki. Ostatecznie grupa protestujących opuściła Salę Lustrzaną i wydawało się, że sprawa zostanie zamknięta. Burmistrz Ryglic nie chciał jednak tak zakończyć sporu i na swoim profilu na Facebooku umieścił wpis, w którym stwierdził iż przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej uzbrojeni byli w transparent i materiały pirotechniczne. Dodatkowo poinformował również o tym, iż w kieszeniach narodowców znajdowały się luzem włożone banknoty o nominale 20 zł, jakoby miały one być zaliczką za wywołanie zadymy na spotkaniu. Pytany o to, czy rzeczywiście był świadkiem tych zdarzeń odpowiada, że o wszystkim usłyszał od… innych osób obecnych na sali. – Takie informacje przekazał mi zarówno pan Robert Wardzała, jak i prezydent Tarnowa, Roman Ciepiela. Nie sądzę, aby mówili mi nieprawdę, ponieważ nie mają w tym żadnego interesu. Nie mam prawa im nie wierzyć.

Wpis burmistrza Ryglic szybko wzbudził zainteresowanie wśród przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej, którzy szturmem zaatakowali go na portalu społecznościowym za kłamstwa, jakich według nich się dopuścił. – Otrzymywałem mnóstwo informacji na Facebooku. Atakowano mnie z wielu stron i nazwano „bajkopisarzem”. Zdarzały się również pogróżki w stylu, że mój koniec nastąpi. To rodzi pewne obawy o zdrowie moje, jak i mojej rodziny – mówi burmistrz i dodaje – W ostatnich tygodniach zorganizowano nawet akcję, podczas której na gminnych budynkach, transformatorach, czy ogrodzeniach domów ktoś nakleił kilkaset plakatów z moim wizerunkiem i informacją o rzekomych moich kłamstwach. Sprawę zainteresowała się policja, a straty oszacowano na blisko 2 tys. zł. Wielu mieszkańców gminy zaczęło dopytywać mnie o co chodzi z tą całą aferą starając się przy tym wspierać mnie w tej trudnej sytuacji.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jak umiera nasze ciało?

Tomasz Schabowski, prezes Młodzieży Wszechpolskiej w Tarnowie dziwi się burmistrzowi Ryglic, że ten zaufał trzecim osobom i opublikował post, w którym oskarża on narodowców o sytuacje, które nigdy nie miały miejsca. Dodatkowo twierdzi on, że Bernard Karasiewicz, nawet w rozmowach na Facebooku nie starał się załagodzić sytuacji. – Kilku naszych członków, w tym ja, podjęliśmy próbę merytorycznej rozmowy z burmistrzem pod opublikowanym przez niego wpisem, po czym zostaliśmy zablokowani, ponieważ pan Karasiewicz uznał, iż posługujemy się fałszywymi nazwiskami… Wydarzenia z Sali Lustrzanej były wyrazem naszego sprzeciwu wobec PO. Nie wyrażamy zgody na to, aby opozycja donosiła na polskie władze do Unii Europejskiej, bojkotowała posiedzenia sejmu, czy podważała autentyczność budżetu. Nasze działania miały polegać tylko na zakłóceniu spotkania z Grzegorzem Schetyną, natomiast dzięki panu Karasiewiczowi nabrały dalszego ciągu wydarzeń.

Młodzież Wszechpolska przyznaje się do tego, iż w Internecie zamieściła plakat, w którym ukazuje burmistrza Ryglic, jako „bajkopisarza”, jednak jak twierdzą, akcja z rozwieszeniem ich na terytorium gminy nie jest ich działaniem. – Grafika była dostępna w Internecie. Każdy mógł ją wydrukować i rozwiesić. Być może mieszkańcy gminy Ryglice mają podobne odczucia względem swojego burmistrza, jak my? Przecież to co mówi pan Karasiewicz, to zwykłe kłamstwa. Nie oskarża nas o wniesienie racy, czy petard, ale środków pirotechnicznych, których detonacja groziła niebezpieczeństwem dla osób znajdujących się na sali. Oskarża nas o wniesienie naprawdę niebezpiecznych przedmiotów, a to jest już dużego kalibru oszczerstwo. 20 zł w kieszeniach? Tego nawet nie chcę komentować. W momencie kiedy zjawiły się radiowozy postanowiliśmy, że nie ma sensu pakować się w dalsze kłopoty i opuściliśmy salę. Policjanci nas przeszukali i spisali. O żadnych pieniądzach nie było mowy…

Prezes Młodzieży Wszechpolskiej w Tarnowie mówi wprost, że sprawa będzie miała swój dalszy ciąg, tyle tylko, że nie na prywatnych rozmowach, czy wygłaszaniu swoich stanowisk w mediach, a w sądzie. – Wszystkie screeny i dowody są opracowywane przez nasz wydział prawny i w tej chwili oczekujemy na jego opinię w tej sprawie. Panu Karasiewiczowi grożą postępowania zarówno za naruszenie dóbr osobistych, jak i pomówienie. Nie wykluczamy, iż wcześniej napiszemy list mediacyjny z wiarą, iż burmistrz Ryglic spokornieje i przyzna się do błędu, jednak prawdę mówiąc, patrząc na dotychczasowe jego poczynania w tej sprawie, nie bardzo w to wierzymy…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Dzięki COVID-19 można... zaoszczędzić

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz