Dąbrowska produkcja Robin Hoodów

Dookoła wiele drzew, które do złudzenia przypominają słynny Las Sherwood z opowieści o dzielnym Robin Hoodzie. Co jakiś czas słychać dźwięk wbijającej się w tarczę strzały. W taki właśnie sposób popołudnia spędzają dzieci, a także nieco starsi mieszkańcy Dąbrowy Tarnowskiej, którzy swój wolny czas poświęcają łucznictwu, czyli dyscyplinie sportu, z której podtarnowska miejscowość słynie na cały kraj.

Łucznictwo4
MLKS Dąbrowa Tarnowska, czyli łucznictwo ponad wszystko!

Znalazł łuk i… założył klub
Miejscowy klub łuczniczy MLKS Dąbrowa Tarnowska może poszczycić się naprawdę ciekawą i bogatą historią. Za początek jego powstania uważa się 1951 rok, kiedy to Gerard Borsa znalazł w budynku powiatowej agendy „Służby Polsce” porzucony drewniany łuk. – Znalazł i zaczął z niego strzelać. Swoim nowym hobby szybko zaraził pozostałych kolegów, przede wszystkim Janusza Czuba, który w kolejnych latach sięgał po brązowe medale mistrzostw Polski juniorów oraz seniorów – mówi Dawid Kot, wiceprezes ds. łucznictwa. – Od tamtej pory zanotowaliśmy imponującą liczbę sukcesów na arenie krajowej, ale także międzynarodowej. W naszej kolekcji znajdują się medale Mistrzostw Polski, Mistrzostw Europy, czy Mistrzostw Świata. Dochowaliśmy się również olimpijki. Agata Bulwa w 2000 roku reprezentowała Polskę na olimpiadzie w Sydney.

Sama zainteresowana zdaje sobie sprawę, że po jej występie na igrzyskach w Dąbrowie Tarnowskiej zapanował prawdziwy „boom” na łucznictwo. – Kiedy reprezentowałam Polskę, 260 dni w roku spędzałam poza domem na zgrupowaniach. To była moja praca. Poświęcałam się temu bez reszty, ale było warto, bo w zamian zdobywałam kolejne medale. Dzięki osiąganym sukcesom dało się również zauważyć zdecydowanie większe zainteresowanie tym sportem w naszym miasteczku. Dla niektórych byłam idolką i wzorem do naśladowania, więc wiele osób chciało podążyć moimi śladami. Zresztą do tej pory jestem w Dąbrowie Tarnowskiej rozpoznawalna. Niejednokrotnie podchodzą do mnie zupełnie nieznajomi ludzie i mówią, że pamiętają mnie z czasów, kiedy reprezentowałam Polskę i byłam wizytówką naszej miejscowości. To naprawdę miłe.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Pacjent, koszulka i gesty

Precyzja, siła, głowa…
Aby z sukcesami uprawiać ten sport nie tylko potrzebny jest sokoli wzrok. Oprócz tego dużą wagę należy przyłożyć do treningu siłowego, technicznego, a także mentalnego. – Trening składa się z kilku elementów. Trening siłowy realizowany jest w okresie zimowym. Wtedy zawody odbywają się na hali i przez ten czas można doszlifować kilka niedociągnięć. Wiele osób myśli, że trening łucznika polega tylko na oddawaniu strzałów do tarczy. Nic z tych rzeczy. Wiele godzin spędzamy biegając, pływając na basenie, czy ćwicząc na siłowni. Wychodzimy z założenia, że celność ćwiczymy dopiero na samym końcu. Dużo większą rolę odgrywa w tym wszystkim siła, ponieważ trzeba umieć „okiełznać” sprzęt, którym się posługujemy. Równie ważna jest technika oddawania strzału. Należy w odpowiedni sposób ułożyć stopę, przyjąć pozycję, a także wyczuć moment puszczenia strzały. Trening łuczników nie należy do najłatwiejszych, dlatego najmłodsi ćwiczą trzy razy w tygodniu, natomiast seniorzy poświęcają w ciągu tygodnia nawet pięć dni na trening – mówi Dawid Kot.

Agata Bulwa dodaje, że oprócz treningu ciała, dużą rolę odgrywa również trening mentalny, bo według niej cienka linia, która oddziela sukces od porażki przede wszystkim znajduje się w głowie zawodnika. – Właśnie przez głowę przegrałam złoty medal halowych Mistrzostw Świata. W momencie, kiedy oddawałam ostatni strzał, wyobraziłam sobie siebie na najwyższym stopniu podium śpiewającą Mazurka Dąbrowskiego. To spowodowało, że zamiast ustrzelonej „10”, trafiłam „9”. Musiałam zadowolić się srebrem. Nie jest jednak powiedziane, że aby osiągać sukcesy należy być ułożonym, spokojnym człowiekiem. Flegmatycy nie osiągają większych sukcesów, niż osoby reagujące na wszystko w sposób żywiołowy. Trzeba tylko w odpowiednim momencie umieć się skoncentrować. To podstawa sukcesu.

Zdarza się, że pomimo wysokiej formy sportowej zawodnika z udziału w turnieju wykluczy kontuzja. Podobnie, jak w innych dyscyplinach sportu, tak i w łucznictwie jest ich sporo. – Najczęściej są to kontuzje mięśni pleców oraz barków. Te części ciała narażone są na największe obciążenia. Ucierpieć potrafią również ręce zawodników, więc niejednokrotnie jesteśmy świadkami zwichnięć, czy złamań. Niestety znam również osoby, które uprawiając ten sport traciły oczy… Podchodziły pod tarczę, wyciągając z niej strzały, a wtedy ktoś nieszczęśliwie kogoś nabił. Mimo, iż groty w przeciwieństwie do strzał z łuku myśliwskiego są tępe, to i tak mogą być niebezpieczne.

WARTO PRZECZYTAĆ:   „Latający Holender” i „Leżący Casillas”. Holandia miażdży Hiszpanię

Dobry sprzęt, to drogi sprzęt
Obecnie do sekcji łuczniczej w MLKS Dąbrowa Tarnowska należy blisko 50 osób. Wśród nich znajdziemy zarówno mężczyzn, ale także i wiele kobiet. Są również dzieci, które nie ukończyły jeszcze 10 roku życia. Dawid Kot nie ukrywa jednak, że aby profesjonalnie zacząć uprawiać łucznictwo należy nastawić się na naprawdę duże wydatki. – Przychodząc do nas na trening, wszystko udostępniamy za darmo. Miesięczny karnet kosztuje zaledwie 10 zł., jednak w momencie, kiedy zawodnik chciałby zakupić własny sprzęt, to musi wydać na niego spore pieniądze. Dla przykładu jedna profesjonalna strzała, to wydatek około… 200 zł. Dodatkowo, aby „zbudować” kompletny łuk musimy oddzielnie kupić każdą jego część. Ceny celowników dochodzą już do 1300 zł za sztukę. Łączny koszt sprzętu dla łucznika, to wydatek przekraczający 20 tys. zł. Niestety łucznictwo jest także sportem niszowym, więc większość zawodników traktuje je jako pasję, a nie sposób na zarabianie pieniędzy. Nawet zwycięstwa w wielkich turniejach nie gwarantują takich kwot, które pozwoliłyby na zakup nowego sprzętu. Bez sponsorów trudno utrzymać się na rynku, dlatego bardzo cieszymy się z faktu, że cały czas możemy liczyć na wsparcie samorządu, jak i głównego sponsora firmy Azoty. Bez nich nie tylko osiąganie sukcesów, ale i samo funkcjonowanie klubu byłoby niemożliwe.

13319903_1141955752533186_8181573844005016668_n
Dawid Kot, Agata Bulwa i Sebastian Czapliński

Wiceprezes MLKS Dąbrowa Tarnowska wierzy, że już niedługo wśród osób uprawiających łucznictwo w klubie, wychowa się kolejny przyszły olimpijczyk. – Dla dzieciaków, które pierwszy raz pojawiają się na naszych treningach postacią, która zmotywowała ich do wzięcia w swoje dłonie łuku jest oczywiście… Robin Hood. Od tego nie uciekniemy. Praktycznie każdy marzy o tym, aby oddając strzał trafić w strzałę, która już wcześniej znajduje się w tarczy. Oczywiście jest to niemożliwe i tłumaczymy takim osobom, aby nie mieszały fikcji z rzeczywistością. Cieszymy się, że coraz więcej osób garnie się do tego sportu, a nie tylko spędza czas przed komputerem, czy telewizorem. Mamy wielu utalentowanych zawodników i zawodniczek. Ostatnio w Małopolskim Pucharze Dzieci i Młodzików, aż 10 reprezentantów naszego klubu stanęło na podium. Wierzę, że już za niedługo ktoś z nich będzie osiągać międzynarodowe sukcesy. Dąbrowie Tarnowskiej, która żyje łucznictwem po prostu się to należy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Inwestycyjne problemy

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Jeden komentarz

  1. Jako osoba, która z nieukrywaną pasją podchodzi do blogowania, zastanawiam się, czy posiadasz jakieś nietypowe rytuały przed rozpoczęciem pisania posta? Może to coś, co sprawia, że twoje teksty są wyjątkowe?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *