Herbaciany świat pani Ani

Większość z nas nie wyobraża sobie spotkania w gronie znajomych bez świeżo upieczonego ciasta i filiżanki herbaty. Tarnowianka, Anna Starostka od blisko 40 lat pasjonuje się smakiem herbaty sprowadzanej do naszego kraju z najskrytszych zakątków świata. Miłość do herbaty zawładnęła nią do tego stopnia, iż w domowym zaciszu zgromadziła olbrzymią kolekcję opakowań po napoju, tak bardzo uwielbianego przez Anglików.

anna-starostka-z-czescia-swojej-bogatej-kolekcji2
Anna Starostka z niewielkim kawałkiem swojej bogatej kolekcji

Pani Ania miłością do herbaty zapałała już w szkole średniej. Do dziś pamięta dzień, w którym kupiła pierwsze opakowanie – To było blisko 40 lat temu. W jednym z PEWEX-ów zakupiłam puszkę herbaty Earl Grey, której smak urzekł mnie tak bardzo, iż do dziś trzymam w domu jej opakowanie. Wówczas odkryłam także, iż smak herbaty w głównej mierze oparty jest na tym, jak ją przyrządzimy. Słaba herbata nigdy nie będzie smakować tak samo, jak mocna. Odpowiednio zaparzona i podana sprawi nam naprawdę wielką frajdę przy jej degustacji.

Co takiego magicznego jest w herbacie? Okazuje się, że jest to drugi, zaraz po wodzie, najczęściej spożywany napój świata. Według badań wielu naukowców jej regularne picie spowalnia rozwój osteoporozy, opóźnia starzenie, wspomaga odchudzanie, dba o zęby i dziąsła, a nawet może zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka. Pani Ania uważa, że aby znaleźć idealny dla siebie smak, należy sporo poeksperymentować, ponieważ praktycznie każdy kraj produkuje zupełnie inne rodzaje tego napoju. – Jeżeli zależy nam na nieco kwaśnym aromacie, to polecam herbaty indyjskie. Anglicy, którzy znani są z umiłowania do tego napoju, do śniadania popijają chociażby English Breakfast Tea, którą z powodzeniem można przyprawiać cukrem, mlekiem czy cytryną nie ryzykując zagłuszenia jej smaku. W moim odczuciu najlepszą herbatą jest natomiast Yunnan, czyli czarna i zielona herbata, produkowana z liści krzewów herbacianych uprawianych w chińskiej prowincji Junnan. Jeżeli ktoś uwielbia Earl Grey’a, to po wypiciu filiżanki Yunnan’a całkowicie zmieni swoje upodobania – śmieje się pani Ania, która zaznacza jednak, iż nie wszystkie rodzaje herbat mogą okazać się bezpieczne dla naszych żołądków – Pamiętam mało zabawną sytuację, kiedy blisko 20 lat temu w moje ręce wpadła jedna z chińskich herbat. Była tak mocna, że wywracała żołądek niemal na drugą stronę, a człowiek dostawał ślinotoku mimo, iż nie posiadała w sobie opium. Do dziś zachowałam jedno, jeszcze nieotwarte opakowanie. Kto wie, być może kiedyś ktoś się na nią skusi?

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wierzchosławice: Gmina z judo słynąca

Tarnowianka przez blisko 40 lat zebrała blisko 200 metalowych puszek po herbacie oraz ponad 1000 papierowych opakowań. Co warte podkreślenia, praktycznie każdą ich zawartość wcześniej degustując. – W swojej kolekcji mam może cztery sztuki opakowań herbat, których wcześniej nie piłam. Znaleźć można u mnie nie tylko opakowania z krajów europejskich, Indii, czy Chin, ale również z takich państw, jak: Turcja, Pakistan, Kamerun, Sudan, Nigeria, Tajwan, czy Sri Lanka. Herbaty najczęściej nabywam w specjalistycznych sklepach. Na początku swojej „herbacianej przygody” kilka razy w roku zdarzyło mi się bywać w Trójmieście. Marynarze z zagranicy przywozili masę rzeczy na sprzedaż, aby w ten sposób dorobić. Wśród nich była także herbata. Zawsze przywoziłam do domu po kilkanaście sztuk. W Afryce mam również dwie zaprzyjaźnione misjonarki, które od czasu do czasu także obdarowują mnie prezentami w postaci herbaty z tamtejszych krajów.

Chociaż opakowania po herbatach w większości nie posiadają nietypowych kształtów i przeważnie różnią się jedynie grafiką, to zdarzają się egzemplarze, które mogą się podobać. – Najbardziej pomysłowi są Anglicy, a to z racji tego, iż z prostego opakowania potrafili stworzyć swój legendarny angielski czerwony autobus, budki telefoniczne, a nawet pozytywkę! Mam również kilka chińskich opakowań stworzonych ręcznie z drewna bambusowego. Nie ubolewam jednak nad tym, że większość opakowań jest standardowa. Dzięki temu łatwo je przechowywać. Początkowo kolekcję gromadziłam ustawiając opakowania na starym fortepianie, następnie na książkach, półkach, czy meblach. Z czasem jednak kilka z nich musiało wylądować w kartonie, ponieważ zabrakło dla nich miejsca…

Pani Ania pytana o to, czy znudzi się jej kolekcjonowanie opakowań i degustowanie kolejnych rodzajów herbat, tylko się uśmiecha. – Myślałam, że stanie się to po zeszłorocznej wystawie, która miała miejsce w Muzeum Okręgowym w Tarnowie. To było swego rodzaju ukoronowanie mojej pasji, jednak okazało się, że jest ona silniejsza ode mnie. Kiedy przechodząc obok sklepu zauważam herbatę, której nigdy nie piłam, nie mogę się oprzeć i muszę ją kupić. Mam jednak pewną zasadę – nigdy nie wydam więcej, niż 50-60 zł za opakowanie. Od kilku lat staram się również nie zużywać ich do końca, a zostawiać trochę dla „potomnych”. Wciąż brakuje w mojej kolekcji opakowań z krajów Ameryki Południowej. Mam nadzieję, że niedługo ulegnie to zmianie. A picie herbaty? Na pewno mi się nie znudzi! Usiąść wygodnie w fotelu, puścić spokojną muzykę i zrelaksować się przy filiżance ciepłego napoju z różnych zakątków świata, to idealny sposób na relaks… – kończy kolekcjonerka z Tarnowa.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Będzie, będzie zabawa!

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz