Jakub Hoffmann z Wojnicza, znany jako „Zordon” od siedmiu lat zajmuje się beatboxem, czyli formą rytmicznego tworzenia dźwięków za pomocą narządów mowy – ust, języka, krtani, gardła czy przepony. 24- latek jest pewny, że już niedługo beatbox będzie równie popularny, jak inne formy muzyki, a liczba wydanych przez beatboxerów płyt systematycznie będzie wzrastać.

Mało kto wie, że odpowiednia praca języka i warg, drganie fal głosowych i różnorakie sposoby ułożenia szyi pozwalają człowiekowi na wydanie ze swoich ust najróżniejszych dźwięków. Wykorzystać nasze zdolności w tym zakresie starają się beatboxerzy, czyli ludzie, którzy zamiast profesjonalnych instrumentów muzycznych do wydobycia dźwięków potrzebują jedynie swoich ust.
Jednym z nich jest Jakub Hoffmann, mieszkaniec Wojnicza, który od siedmiu lat jest zawodowym beatboxerem. – Po raz pierwszy z taką formą muzyki spotkałem się podczas pierwszej edycji programu „Mam Talent”. Wówczas w wielkim finale wystąpił „Blady Kris”, jeden z najlepszych beatboxerów w Polsce. Byłem w szoku, że z ludzkich ust można wydobywać takie dźwięki. Od razu zacząłem szukać informacji w Internecie na temat tego gatunku muzyki. Znalazłem kilka szkoleń on-line i przystąpiłem do nauki. Potrafiłem ćwiczyć nawet kilka godzin dziennie – w domu, w szkole, podczas posiłków, czy pod prysznicem. Stosunkowo szybko opanowałem pierwsze dźwięki.
Jakub twierdzi, że przewagą beatboxu nad innymi gatunkami muzycznymi są niewielkie nakłady finansowe związane z naszym rozwojem. – Jeżeli chcemy zacząć grać na instrumencie, musimy najpierw taki instrument zakupić. W przypadku beatboxu to usta są naszą perkusją. Z czasem możemy zakupić mikrofon, dzięki któremu nasze dźwięki będą bardziej wyraźne, ale na początku nie musimy wydawać ani złotówki. Odpowiednie treningi, których mnóstwo jest w Internecie, pozwolą nam opanować sztukę „grania głosem”. W moim przypadku zajęło to około roku. Dopiero wtedy zdecydowałem się wziąć udział w Bruk Festiwalu w Olsztynie. Podczas organizowanej tam imprezy odbywają się tzw. battle, czyli pojedynki beatboxerów. Zawodnicy rywalizują w parach. Każdy ma po 3 minuty na zaprezentowanie swoich umiejętności na scenie. Jury decyduje o tym, kto przechodzi do następnej rundy. Jest to jedna z najlepszych form do sprawdzenia naszych umiejętności. To wówczas jeden z uczestników nazwał mnie „Zordonem”, dzięki czemu pod takim pseudonimem występuję podczas koncertów.
24-latek należy obecnie do czołówki polskich beatboxerów. Na swoim koncie ma nie tylko występy podczas krajowych pojedynków przy użyciu własnych aparatów mowy, ale również udział podczas Grand Beatbox Battle odbywającego się w Szwajcarii. Od dwóch lat zaczął również regularnie koncertować. – Miałem już kilka występów w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, czy Olsztynie. O koncerty jest coraz łatwiej. Wychodzimy z niszy i przebijamy się do świata muzyki. Coraz częściej zapraszani jesteśmy do współpracy przez raperów, ale i zespoły z gatunku muzyki pop. Podczas koncertów nasze usta i wydobywające się z nich dźwięki zastępują masę instrumentów, które byłyby niezbędne do wykonania danego utworu – mówi Jakub i dodaje – Niestety beatbox w dalszym ciągu należy traktować bardziej jako pasję niż sposób na zarabianie pieniędzy. Utrzymuje się z tego zaledwie garstka osób. Oczywiście można na nim zarabiać także w inny sposób, jak np. tworząc warsztaty dla tych, którzy chcą nauczyć się „grania głosem”, czy występując na… ulicy. Sam zarobiłem w ten sposób trochę pieniędzy – śmieje się Jakub.
Okazuje się jednak, że beatboxerzy często narażeni są na… kontuzje. Wielogodzinne treningi poważnie mogą odbić się na ich zdrowiu. – Znam wiele przypadków, kiedy ktoś nadwyrężył mięśnie szyi oraz szczęki, doznał zapalenia strun głosowych i krtani, a nawet odczuwał bóle w okolicach przepony. Należy trenować z głową i przede wszystkim wcześniej w odpowiedni sposób przeprowadzić rozgrzewkę swoich ust. Jeżeli widzimy, że nasza szczęka jest obolała, zróbmy sobie kilka dni przerwy, aby mięśnie mogły odpocząć i wrócić do dawnego stanu.
Miłośnicy beatboxu bardzo często swoje umiejętności wykorzystują również w ciągu dnia. Chyba większość osób kojarzy amerykańskiego aktora komediowego Michaela Winslowa znanego przede wszystkim z serii filmów „Akademia Policyjna” potrafiącego naśladować setki dźwięków. Najlepsi beatboxerzy niewiele mu ustępują. – Wielokrotnie swoje umiejętności wykorzystujemy w życiu codziennym. Nawet w sytuacjach, kiedy chcemy zrobić komuś dowcip. Potrafimy naśladować nie tylko instrumenty, ale również odgłosy maszyn, samochodów, czy zwierząt. Moim znakiem firmowym jest naśladowanie odgłosu małpy. Jestem chyba lepszy od tych, które na co dzień przebywają w ZOO – śmieje się mieszkaniec Wojnicza i dodaje, że chciałby w niedalekiej przyszłości wydać swoją pierwszą płytę. – Myślę, że ludzie traktują beatboxerów coraz bardziej poważnie i chyba nadeszła już pora, aby swoją twórczością pochwalić się nie tylko na scenie, czy w Internecie, ale również na płycie. Rozpocząłem już nawet współpracę z ukraińską wokalistką Olgą Sazonovą, która ma na swoim koncie występ w polskiej edycji „Must Be The Music”. W grę wchodzi zarówno wykonanie coverów znanych utworów, jak i przygotowanie kilku własnych kawałków. Chciałbym, aby na mojej płycie znaleźli się również gościnnie inni polscy beatboxerzy. W końcu musimy pokazać, że beatbox to muzyka pełną gębą! – kończy Jakub.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.