Michalina Gębarowska – koronkowy zawrót głowy

Michalina Gębarowska z Szerzyn od kilkudziesięciu lat zajmuje się koronkarstwem. W swoim domowym zaciszu tworzy nie tylko kolorowe serwety, ale również firany, czy obrusy. Jak co roku, z okazji świąt wielkanocnych, pani Michalina przygotowała koronkowe koszyczki usztywnione za pomocą krochmalu oraz koronkowe pisanki, kurki i baranki, wierząc, że moda na ozdoby wykonane z kolorowych nici jeszcze powróci.

Michalina Gębarowska z częścią swoich prac.

Pani Michalina sztuką szydełkowania zaczęła fascynować się w latach 70. Jej mama potrafiła uszyć niesamowite obrusy oraz serwety. W końcu i ona wzięła do ręki szydełko i zaczęła szyć. – To była miłość od pierwszego wejrzenia. Uwielbiałam spędzać czas z szydełkiem w dłoni. Tak jest zresztą do dziś. Potrafię usiąść wieczorem przed telewizorem w moim dużym fotelu i szyć nawet do późnych godzin nocnych. Dawniej robiłam czapki, czy swetry, teraz częściej skupiam się na niewielkich ozdobach, chociaż zdarzyło mi się również uszyć… ponad trzymetrową zasłonę. Zajęło mi to trzy miesiące – mówi pani Michalina.

W tej pasji najważniejsza jest cierpliwość, zdolności manualne, a także… wyobraźnia. Pani Michalina wszystkie swoje prace wykonuje dzięki pomysłom, które pojawiają się w jej głowie. W swojej pracy nie stosuje żadnych szablonów, a także nie wzoruje się na filmach instruktażowych. – Nie korzystam z Internetu, więc wszystkie rzeczy, które uda mi się wykonać są efektem jedynie moich pomysłów. Szydełkowanie bardzo mnie uspokaja. Poza tym jest to zajęcie, które przy niezbyt dużych nakładach finansowych, może dać naprawdę ciekawe efekty. Jedyny koszt, jaki jesteśmy zmuszeni ponieść, to kupno szydełka i nici. Zestaw kilku szydełek możemy kupić już za 40 zł. Najlepsze są te wykonane w całości z metalu, mocnego akrylu, bądź drewna. Szydełko nie może być ani za długie, ani za krótkie, a także nie może ograniczać ruchów, ani wbijać się w dłoń. Z kolei niewielka szpulka nici to wydatek około 20 zł. Minusy szydełkowania? Pewnie można jakieś znaleźć, ale jest ich niewiele. Niektórzy narzekają, że po kilku godzinach szycia strasznie bolą ich place. Na szczęście nie należę do tej grupy – śmieje się mieszkanka Szerzyn, wskazując przy okazji na wykonane niedawno koszyczki wielkanocne. – Co roku na święta wielkanocne przygotowuję różne ozdoby. Są wśród nich baranki, kurki, czy pisanki. Najważniejsze są jednak koszyczki. Wykonanie jednej sztuki zajmuje mi około dwóch godzin. Po tym, jak uszyję koszyczek, muszę pomoczyć go w kleju rozpuszczonym w wodzie lub w specjalnym cukrowym krochmalu. Wszystko po to, aby stały się one sztywne jak drut. Cieszą się one olbrzymim powodzeniem szczególnie wśród dzieci. Są nieduże, ale można zmieścić w nich kilka pokarmów, które następnie pójdziemy poświęcić do kościoła. Koszyczki wykorzystywane są również przez dziewczynki do rzucania kwiatów w Boże Ciało.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Azjatycka plaga

Wiele prac pani Michaliny było prezentowanych na różnych pokazach sztuki rękodzielniczej i koronkowej. Jej prace wygrywały m.in. „Regionalny konkurs na pisankę ludową i plastykę obrzędową” organizowany przez Małopolskie Centrum Kultury „Sokół”. Mieszkanka Szerzyn twierdzi jednak, że koronkowe dzieła są coraz mniej doceniane przez społeczeństwo i nie jest to zajęcie, na którym można byłoby zarabiać duże pieniądze. – Jakiś czas temu rodzina namawiała mnie do tego, abym swoje prace sprzedawała w Internecie. Uznałam jednak, że nie ma to najmniejszego sensu. Koronkowe jajka można kupić w sieci już za 20 zł, a trzeba się nad nimi naprawdę sporo napracować. Dlatego wolę dać w prezencie kilka swoich prac znajomym i rodzinie, niż zarabiać na tym niewielkie pieniądze. Niestety ta pasja ma to do siebie, że częściej robimy to dla własnej satysfakcji i przyjemności, niż ewentualnego zarobku – mówi rękodzielniczka z Szerzyn i dodaje, że po cichu liczy na to, iż moda na koronki jeszcze powróci. – Był czas, kiedy zapanował duży „boom” na koronki w Polsce. Wiele osób w swoich domach posiadało nie tylko koronkowe serwetki, czy obrusy, ale także kamizelki, czy kołnierze. Szkoda, że to minęło, bo ręcznie wykonane prace potrafią przetrwać nawet kilka pokoleń. Teraz młode dziewczyny mają inne zainteresowania niż szydełkowanie. Wystrój mieszkań i domów zmienił się na bardziej nowoczesny. Niewiele osób urządza swoje cztery ściany w starym, dobrym polskim stylu. Wierzę jednak, że koronki z czasem wrócą do łask. Przede wszystkim dlatego, że koronkowe cudeńka, które wychodzą spod naszego szydełka, często są oryginalne i budzą podziw nawet wśród największych krytyków tej sztuki, a to z kolei mobilizuje do tworzenia kolejnych, jeszcze bardziej oryginalnych wzorów. Koronki będą miały jeszcze swój czas!

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wojnicz: Pałac pójdzie pod młotek?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz