Renata Knapik- Miazga. Muszkieterka z Koszyc Wielkich

Pochodząca z Koszyc Wielkich, Renata Knapik – Miazga pod koniec czerwca sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Europy w szermierce. Pomimo, iż od kilku lat nie ma sobie równych w naszym kraju, to i tak nie wystąpi w zbliżających się wielkimi krokami Igrzyskach Olimpijskich w brazylijskim Rio. A wszystkiemu winne absurdalne przepisy…

Torun, 22 june 2016 European Fencing Championships Photo Augusto Bizzi
Renata Knapik- Miazga fot. Augusto Bizzi

Leworęczna wojowniczka
28 – latka swoją przygodę z szermierką rozpoczęła w wieku 10 lat. Zamiłowanie do szabli pojawiło się w jej życiu, gdy w tarnowskiej szkole podstawowej, do której uczęszczała, założono sekcję szermierczą. Początkowo trenowała jednak floret. – Mimo, że sportami wiodącymi w moim rodzinnym domu była piłka nożna, czy koszykówka, to jednak szermierka naprawdę przypadła mi do gustu. Nie mogłam doczekać się kolejnych zajęć. Jestem osobą praworęczną i właśnie w tej dłoni trzymałam wiele lat broń. Zmieniło się to w wieku 14 lat. Od urodzenia w prawej ręce mam przetoki tętniczo-żylne. Nie przeszkadzało mi to w aktywnym uprawianiu sportu i spędzania wolnego czasu. Uwielbiałam grać w siatkówkę i koszykówkę, jednak wraz z większymi obciążeniami pojawiały się stany zapalne prawej ręki, co mocno utrudniało mi trening. Rodzice postanowili, że skonsultujemy zaistniałą sytuację z lekarzem specjalistą. Doradził on zaprzestania treningów, tym bardziej sportu w którym narażałam prawą rękę na urazy poprzez pchnięcia. Nie wiele myśląc zaproponowałam zmianę ręki wiodącej na lewą. Moja determinacja przekonała do tego pomysłu zarówno lekarza, jak i rodziców.

Rok później pani Renata zdecydowała się zmienić floret na szpadę. Zmiana profesji związana była przede wszystkim z tym, że w najbliższej okolicy nie było klubu, w którym trenowałyby florecistki. – Najbliższe znajdowały się we Wrocławiu i w Warszawie. Nie wyobrażałam siebie tego, jak w wieku 15 lat miałabym dojeżdżać na treningi, aż tyle kilometrów. Dowiedziałam się, że w Krakowie prowadzone są zajęcia z szermierki w Krakowskim Klubie Szermierzy. Dzięki mojemu tacie, który trzy razy w tygodniu zawoził mnie samochodem z Tarnowa do Krakowa na treningi, mogłam kontynuować swoją przygodę z tym sportem.

Zawodniczka z Koszyc Wielkich nie ukrywa, że szermierka, to sport techniczny, w którym liczą się również takie elementy, jak siła, czy szybkość. Dodatkowo trzeba być indywidualistą. – Floret nauczył mnie taktyki podczas walk, którą później mogłam bez problemu przenieść na szpadę. We florecie liczy się umowność trafień. Podczas walk tzw. natarcie ma przewagę. W szpadzie, liczy się tylko to, kto pierwszy trafi przeciwnika. Która z tych konkurencji jest łatwiejsza? Trudno stwierdzić. Postanowiłam spróbować walczyć na szpady i przerzucić wszystkie moje umiejętności na przeciwną rękę. Początki były niezwykle trudne – nauka techniki od podstaw, nauka pracy nóg, ogrom pracy nad koordynacją – wszystkiego uczyłam się na nowo i ewidentnie odstawałam od rówieśniczek. Trenowałam codziennie i obserwowałam mocniejsze rywalki. Wiedziałam, że jeżeli chce być lepsza muszę starać się trzy razy bardziej, niż koleżanki z planszy. Później pojawiły się pierwsze sukcesy – awans na mistrzostwa świata juniorów, pierwsze medale Mistrzostw Polski, w których brąz zdobyłam już w wieku 20 lat. To uświadomiło mi, że dobrze zrobiłam decydując się na szermierkę. Cztery lata później sięgnęłam już po złoto, które powtórzyłam w kolejnym roku. Pojechałam również na mistrzostwa Europy do Zagrzebia i… wróciłam z brązowym medalem. Sezon 2015/2016 obfitował w naprawdę dobre wyniki, które dawały nadzieję, że w 2016 wywalczę kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Tarnów: Znikający Braun

Przegrane marzenia
O tym, czy pochodząca spod Tarnowa zawodniczka wystartuje w Rio miał zadecydować turniej kwalifikacyjny w Pradze, który odbył się w kwietniu tego roku. O jedno miejsce, które było przepustką na Igrzyska rywalizowało 22 zawodniczki. Polka po ciężkich bojach dotarła, aż do finału, gdzie o przepustkę do Rio zmierzyła się ze Szwajcarką, Tiffany Geroudet. Ostatecznie przegrała pojedynek 7:15 i straciła szansę na występ na Olimpiadzie. – Brak kwalifikacji oczywiście boli, jednak jeżeli nie pogodzimy się z porażką nie pójdziemy dalej. Turniej kwalifikacji olimpijskiej jest bardzo trudny. Poziom stresu podczas całego turnieju był bardzo wysoki. Byłam świetnie przygotowana taktycznie, jak i fizycznie. W finale spotkałam się z zawodniczką, która miała bardzo wysoką dyspozycję dnia. Okazała się silniejsza w tym pojedynku i to ona pojedzie do Rio. Szermierka uczy jak wygrywać i jak pogodzić się z niepowodzeniem. Rozpamiętywanie i żal przeszkodziłoby mi w osiąganiu kolejnych celów. Przede mną były jeszcze mistrzostwa Europy, które obywały się w Toruniu. Zdobyłam tam brązowy medal, który jest efektem końcowych bardzo ciężkich dwuletnich przygotowań do roku kwalifikacji olimpijskiej. Co więcej, byłam jedyną medalistką, która nie wystąpi na Igrzyskach.

Brakiem wspomnianej kwalifikacji olimpijskiej są przede wszystkim absurdalne przepisy. – W przeciwieństwie do pozostałych dyscyplin w szermierce jest ona mocno skomplikowana. Kwalifikacje można było uzyskać przede wszystkim poprzez dobre występy… drużynowe. Dlatego, mimo że sama reprezentuję wysoki poziom, to przez fakt, iż nasza drużyna nie wywalczyła kwalifikacji, szansa jej indywidualnego istotnie zmalała przede wszystkim w Europie skąd zaledwie dwie zawodniczki z listy FIE mogły uzyskać awans na Igrzyska.

Mimo wszystko pocieszeniem dla pani Renaty jest kolejny brązowy medal mistrzostw Europy, którego być może nie byłoby, gdyby nie jej… mąż. – Damian jest nie tylko moim największym kibicem, ale również największym wsparciem. Jeździ ze mną na zawody, dopinguje mnie i pomaga w organizowaniu trudnej codzienności. Mąż zajął się szeregiem spraw, które generowały u mnie wiele stresu, co przekładało się na wyniki sportowe. Jest dla mnie swego rodzaju menadżerem, którego koleżanki z kadry nie mają i najzwyczajniej w świecie zazdroszczą – śmieje się sportsmenka i dodaje – Pół medalu należy do niego. Zbudowaliśmy nie tylko dobre małżeństwo, ale również dobry zespół, który wspólnie osiąga sukcesy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Korporacja zniszczyła mi życie!

13606887_1165222490206512_1891871831058732793_n

Szermierką zarazić innych
Renata Knapik – Miazga chciałaby, aby szermierka stawała się coraz bardziej popularnym sportem. W tym celu, prawdopodobnie już od września otworzy specjalną szkółkę szermierczą, której treningi miałyby odbywać się w hali sportowej w Koszycach Wielkich. – Planujemy wraz z mężem otworzyć tego typu akademię, aby dzieci, którym podoba się ten sport mogły się rozwijać. Na razie jesteśmy we wstępnej fazie całego projektu. Przeprowadziliśmy już kilka rozmów z osobami, które chciałyby wesprzeć nasz pomysł. Musimy również zobaczyć, jak duże będzie zainteresowanie. Ze swojej strony chcemy zapewnić dzieciakom sprzęt i miejsce do treningów. Zanim dziecko zdecyduje, czy chciałoby zająć się szermierką na poważnie w swoim życiu, musi upłynąć trochę czasu. Warto dodać, że nie jest to sport niebezpieczny, mimo iż używamy szpady. Oprócz drobnych przeciążeń i siniaków nie spotykamy się tutaj z groźnymi kontuzjami. Nie słyszałam również o przypadkach, aby ktoś stracił oko, jak ma to miejsce chociażby w łucznictwie. Zawsze stosuje się praktykę, że dopóki maska nie znajdzie się na twarzy zawodnika, dopóty szpada, albo skierowana jest w dół, albo leży na planszy. Takich zachowań uczy się już od dziecka, a wszystko po to, aby w późniejszym czasie wyeliminować potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia sytuacje.

Najbliższe lata zawodniczka z Koszyc Wielkich chciałaby poświęcić przygotowaniom do kolejnych Igrzysk. W międzyczasie weźmie udział w mistrzostwach świata, które odbędą się w Lipsku, a także Igrzyskach Europejskich. – Szermierka, to sport, który wymaga naprawdę wielkiego samozaparcia i wysiłku. Znam przykłady, kiedy zawodnicy wymiotowali podczas walk lub omdlewali z wycieńczenia. Wiem jednak, że z każdą wylaną kroplą potu jestem bliżej wymarzonego celu, którym są Igrzyska Olimpijskie. Nie udało się w tym roku, ale nie wykluczone, że nie uda się za cztery lata. Mam dopiero 28 lat. Sukcesy w tym sporcie osiągają zawodniczki, które zbliżają się do „czterdziestki”. Jeszcze wiele imprez i walk przede mną. O ile dopisze zdrowie i sponsorzy nadal będą mnie wspierać, to szansa na to, że nadal będę przywozić medale z kolejnych zawodów są naprawdę spore. A, że sponsorzy są ważni, niech świadczy chociażby fakt, że gdyby nie partnerstwo Grupy Azoty, nie miałabym nawet szans, aby powalczyć o olimpijską kwalifikację. Polski Związek Szermierczy nie finansował wszystkich turniejów kwalifikacji olimpijskiej, co praktycznie uniemożliwia awans w szermierce. A przecież szermierka to konkurencja olimpijska z pięknymi tradycjami w Polsce. Dlatego warto inwestować nawet w ten niszowy sport, który swoje zalążki na świecie ma w naprawdę małych małych miejscowościach. Wydaje mi się, że jestem tego najlepszym przykładem… – kończy z uśmiechem na twarzy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Bartłomiej Babiarz: Nieciecza doczeka się reprezentanta

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Jeden komentarz

  1. Winne nie są tylko przepisy, ale tradycyjny brak pieniędzy na „wszystko” co nie nazywa się po polsku „piłka nożna”. Inne sporty indywidualne (czytaj w Polsce: niszowe), zwykle trenują dzieci zamożnych rodziców albo których rodzice kiedyś poświęcili swoje hobby, aby finansować pasję dziecka. Z takiego narybku trudno jest i będzie zbudować drużynę na poziomie olimpijskim. Świetnym przykładem jest nasza tenisistka Pani Agnieszka Radwańska – gdyby nie rodzice i inne przepisy kwalifikacyjne, nie wyszłaby z Polski na świat. W polskim sporcie toczy się bezpardonowa walka o pieniądze, które często wystarczają jedynie na pensje dla zarządów związków na poziomie ogólnopolskim i wojewódzkim. O sponsoring coraz trudniej, więc reszta musi radzić sobie sama.

    http://www.fakt.pl/sport/inne-sporty/zycie-i-zarobki-prezesow-polskich-zwiazkow-sportowych/zxj37b7

Dodaj komentarz