Tomasz Musiał: Nie mam problemów z bukmacherami

Mnie nigdy do obstawiania spotkań nie ciągnęło. Z tym nigdy problemów nie miałem. Jako sędziowie mamy kontrakty, w których są różnego rodzaju zakazy chociażby uprawiania sportów ekstremalnych, picia alkoholu, czy palenia tytoniu. Jeżeli chce się być profesjonalistą, to powinno się tego przestrzegać – mówi Tomasz Musiał, sędzia piłkarski.

Tomasz_Musial
Tomasz Musiał by Roger Gor (fot. Wikipedia)

Sędzia piłkarski to najtrudniejszy zawód na świecie?
Wydaje mi się, że są trudniejsze (śmiech). Wiadomo, że praca sędziego wiąże się z dużym obciążeniem psychicznym, bo w zasadzie zawsze kibice, działacze, czy piłkarze, to właśnie sędziów obarczają winą za niekorzystny rezultat, ale przecież samemu wybrałem sobie taki zawód i muszę przyjąć to na klatę. Ale w każdym zawodzie są plusy i minusy. Tak jest chyba wszędzie.

Praca sędziego wiąże ze sobą więcej przyjemności, czy nieprzyjemności?
Patrząc na swoją osobę uważam, że tylko przyjemności. Robię to co kocham i dodatkowo na tym zarabiam. Uwielbiam trenować i być ciągle przygotowanym do meczu. Sprawia mi to olbrzymią frajdę. Życie rodzinne wygląda podobnie, jak każdego zawodowego piłkarza. Mamy obozy, mamy wyjazdy, więc są to bardzo podobne zawody.

Są i zakazy. Do bukmachera Pan się nie wybierze. 
To zależy kto co lubi. Mnie nigdy do obstawiania spotkań nie ciągnęło. Z tym nigdy problemów nie miałem. Jako sędziowie mamy kontrakty, w których są różnego rodzaju zakazy chociażby uprawiania sportów ekstremalnych, picia alkoholu, czy palenia tytoniu. Jeżeli chce się być profesjonalistą, to powinno się tego przestrzegać.

Marzył Pan o tym, aby zostać sędzią?
Nie… Tak jak mój tata chciałem być piłkarzem. Niestety choroba stanęła ku temu na drodze i postawiłem na sędziowanie. Chciałem być przy piłce. Zapisałem się na kurs sędziowski. To mnie pochłonęło i wciągnęło. Przy piłce więc ostatecznie zostałem… Gdybym został piłkarzem, to sędziowie raczej nie mieliby ze mną łatwego życia. Charakter odziedziczyłem po ojcu. Jestem wybuchową osobą. Może lepiej, że zostałem sędzią? (śmiech).

Zdarzają się sytuacje, że przy rodzinnym spotkaniu ojciec rozlicza Pana z popełnionych podczas meczu błędów?
Raczej to się nie zdarza. Częściej to ja tłumaczę mu dlaczego w takiej sytuacji był faul, a dlaczego tutaj pokazałem akurat czerwoną kartkę. Wiadomo, że od czasu do czasu zadzwoni do mnie i omawiamy spotkanie, które ostatnio sędziowałem i przegadamy dłuższą chwilę decyzje jakie podjąłem w danym spotkaniu. Jak to w typowo piłkarskiej rodzinie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wiara z innego punktu widzenia, czyli rozmowa z wiernym Bractwa Św. Piusa X

Ojciec inaczej patrzy na pracę sędziego, kiedy ma go w rodzinie, niż za czasów kiedy sam grał w piłkę?
Na pewno. Zdarza się nawet, ze gdy ogląda mecz, to swoją uwagę skupia tylko i wyłącznie na arbitrze, a gra zawodników spada na dalszy plan.

Bo nigdy nie wiadomo, czy to zawsze zawodnicy mają wpływ na końcowy rezultat. Czasami wiele zależy od sędziego…
Wydaje mi się, że wszystko jest w nogach piłkarzy, ale wiadomo nie od dziś, że sędzia potrafi popełnić błąd, który ostatecznie wypacza końcowe rozstrzygnięcie w danym spotkaniu. To się zdarza, ale to jest wkalkulowane w ten zawód. A błędy wynikają z tego, że sędzia jest tylko człowiekiem. Czasami ktoś źle się ustawi, ma złą widoczność na dane zdarzenie na boisku i może podjąć błędną decyzję. To błędy czysto ludzkie. Pewnego pułapu nigdy się nie przeskoczy.

Pan sędziowania uczył się od rozgrywek C-klasy. Trudniej sędziuje się spotkania na peryferiach futbolowego świata, czy w najwyższych klasach rozgrywkowych w Polsce?
W każdej klasie rozgrywkowej na sędziego czeka jakaś niespodzianka, z którą musi sobie poradzić. Gdyby teraz kazano mi sędziować spotkania w C-klasie, to nie wiem czy dałbym sobie radę. To zupełnie inny poziom. Zawodnicy w niższych ligach są ambitni, chcą zagrać jak najlepsze mecze, a potrafią zagrać w taki sposób, że rywal schodzi z boiska ze złamaną nogą. I wcale nie wynika to z tego, że ktoś tę krzywdę chce komuś zrobić, ale z faktu, że brakuje takim zawodnikom najzwyczajniej w świecie techniki. Każda liga dla sędziego jest wymagająca. Sędziując spotkania w każdej z klas rozgrywkowych można sporo się nauczyć.

Ma Pan jakieś spotkanie w swojej pamięci, że wspominając je dziś mówi sobie pod nosem- „Ale wtedy odstawiłem szopkę”?
Było kilka takich spotkań, o których chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Kiedyś w meczu A-klasy pokazałem jednemu zawodnikowi dwie żółte kartki i nie usunąłem go z boiska. W Ekstraklasie również zdarzały mi się słabsze spotkania, jak chociażby Jagiellonia – Legia, gdzie nie podyktowałem karnego dla piłkarzy z Warszawy, czy nie zauważyłem faulu na Marku Saganowskim, po którym Sagan doznał kontuzji. Czasami takie mecze się zdarzają. Brakuje wtedy koncentracji i popełnia się błędy, których nie powinno się popełniać.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jodłówka Tuchowska walczy o turystów

Ale brakiem koncentracji nie można tłumaczyć faktu, kiedy sędzia gwiżdże w meczu po raz ostatni 10 minut przed jego rzeczywistym zakończeniem (sędzia Sebastian Jarzębak w meczu Korona Kielce vs. GKS Bełchatów).
Błąd techniczny. Zepsuł mu się zegarek, a dodatkowo żaden z asystentów nie zareagował. Swego czasu, w niższej klasie rozgrywkowej, ja też w 30 minucie gry drugiej połowy doliczyłem 3 minuty. Jeden z moich asystentów zareagował jednak błyskawicznie i powiadomił mnie, że mamy dopiero 75 minutę gry. Okazało się, że nie wyłączyłem na przerwę stopera (śmiech). Takie sytuacje mają miejsce. Ważne by szybko zareagować. A przecież w obecnych czasach mamy już tak rozwiniętą technikę, że nie powinno być z tym problemu.

Być może za często jednak ta technika przeszkadza, a nie pomaga?
Wydaje mi się, że tylko i wyłącznie pomaga. Jasne, że pojawiają się opinie, że sędzia zbyt często ufa tym wszystkim technicznym nowinkom i ja się z tym zgadzam, ale uważam, że to arbiter powinien być panem sytuacji i sam podejmować najważniejsze decyzje, nie ufając bezgranicznie urządzeniom wspomagającym naszą pracę. Sędzia powinien być pewny swoich decyzji. Te wszystkie nowinki techniczne powinny być narzędziem, które będzie nam pomagać w pracy, a nie stawać się wyrocznią.

Pan piłkarzy podczas spotkań traktuje jak kolegów, czy w bardziej chłodny sposób?
Zdecydowanie jak kolegów, chociażby z racji tego, że sam chciałem być kiedyś piłkarzem. Nie raz myślę sobie, że chciałbym być na ich miejscu (śmiech). Oczywiście muszą być zachowane pewne reguły i standardy których nie można przekroczyć. Być może myśli Pan, że trudniej jest w ten sposób kogoś ukarać?

Zgadza się…
Ale to nieprawda. Nie można wszystkiego generalizować. Takie podejście do zawodników bardzo pomaga mi w prowadzeniu spotkań.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Ewa Zajączkowska-Hernik: Bierzemy czynny udział w konflikcie PO-PiS (WIDEO)

Ale awantury na boisku również się zdarzają. Wtedy łatwiej rozmawia się z piłkarzami, czy trenerami?
Hmmm… Raczej z piłkarzami, ale to tylko z tego względu, że wraz z nimi przebywam na boisku. Trener przygląda się wszystkiemu z boku i nie do końca „czuje” tę grę na własnej skórze.

Wie Pan o tym, że mówi się, że sędziowie w Polsce są gorsi, niż ci w innych częściach świata?
Zupełnie się z tym nie zgadzam. W żadnym wypadku nie odbiegamy od czołówki sędziów z innych europejskich lig. Ktoś kto wydaje taki osąd, niech przeanalizuje mecze w innych krajach i zobaczy jakie błędy popełniają tamtejsi sędziowie. Uważam, że polscy sędziowie z roku na rok robią olbrzymi postęp. Mamy jeszcze nad czym pracować, ale wszystko idzie w naprawdę dobrym kierunku.

Mimo tego, nadal brakuje polskich sędziów czy to podczas finałów MŚ, czy ME. 
A bierze się to z tego, że tak jak i polska Ekstraklasa jest zdecydowanie słabsza, niż liga angielska, niemiecka, czy hiszpańska, tak i sędziowie z tych krajów traktowani są jako ci „mocniejsi” od nas. Na co dzień to oni sędziują spotkania FC Barcelony, Manchesteru United, czy Bayernu Monachium. Później przekłada się to na sędziowanie na najważniejszych imprezach. Tak to wygląda i tego jak na razie nie zmienimy.

Pana marzeniem jest zapewne sędziować na tak wielkim turnieju?
Oczywiście. Sędziować finały MŚ, czy ME, to byłoby mega przeżycie. To byłaby naprawdę wielka frajda. Teraz, w najbliższej przyszłości, chcę w końcu zostać sędzią międzynarodowym i zacząć sędziować mecze w Champions League i Lidze Europy. To już byłoby coś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *