Mieszkańcy Woli Lubeckiej już od kilku lat proszą władze gminy Ryglice o remont drogi dojazdowej do ich posesji, której stan techniczny cały czas się pogarsza. Wysypywany co roku żwir nie załatwia sprawy, a marzenie o nawierzchni z prawdziwego zdarzenia może nigdy się nie ziścić, ponieważ trasa tylko w części należy do własności gminy, przez co większa jej przebudowa jest niemożliwa.

Stan ponad 400-metrowej trasy, która prowadzi do trzech domów zamieszkałych przez cztery rodziny, rzeczywiście nie jest najlepszy. Niewielkie opady deszczu powodują, że droga w kilka minut zamienia się w gęste błoto i staje się zupełnie nieprzejezdna. Pomimo tego, że co roku wysypywany jest tam żwir, to ze względu na specyfikę terenu, na niewiele to pomaga.
– Z tym koszmarem żyjemy już od kilku dobrych lat. Droga wygląda fatalnie, nawet gdy nie pada deszcz. Po raz pierwszy interweniowałam w tej sprawie w gminie ponad 2,5 roku temu. Napisałam pismo, aby w końcu wyremontowano ją w taki sposób, byśmy mogli bez problemu dotrzeć samochodami pod swoje domy. Gmina poinformowała mnie jednak, że nie jest w stanie położyć tam asfaltu, ponieważ sprawa własności drogi jest nieuregulowana. Dla nas to zupełnie niezrozumiałe, zwłaszcza że dwaj właściciele drogi w każdej chwili oddaliby swoje udziały na rzecz gminy, ale nie stać ich na pokrycie kosztów związanych z geodetą – mówi Agnieszka Zbylut, mieszkanka jednego z domów znajdujących się przy feralnej trasie.
Sytuacja jest o tyle nieciekawa, że w przeszłości bywały już sytuacje, że z tamtejszej trasy musiała korzystać straż oraz pogotowie ratunkowe i za każdym razem o mało nie kończyło się to katastrofą. – Rok temu strażacy zostali wezwani do zapalenia się sadzy w kominie. Okazało się, że pod ciężarem pojazdów droga po prostu się… zapadła. Jeszcze bardziej niebezpieczna sytuacja miała miejsce kilka lat wcześniej. Do jednego z domów zostało wezwane pogotowie ratunkowe. Ratownicy medyczni zmuszeni byli zostawić swój pojazd kilkaset metrów od domu poszkodowanej kobiety, po czym z pomocą sąsiadów, grzęznąć po kostki w błocie, przetransportowali ją na noszach do karetki. O tym ile samochodów straciło na tym odcinku miski olejowe, nie ma nawet sensu wspominać…
Jerzy Kumięga, sołtys Woli Lubeckiej mówi, że w sprawie tamtejszej trasy już kilkukrotnie interweniował w gminie, jednak do tej pory nadal w poważny sposób nie zainteresowano się tematem. – Nie ma co ukrywać, że warunki na tamtej trasie są fatalne. W swojej wsi mam kilka dróg, które wymagają natychmiastowej interwencji, jednak ten odcinek jest specyficzny. Nawet gdyby udało się uregulować sprawę własności drogi, to położenie w tym miejscu asfaltu i tak mija się z celem. Występujący tam łuk i nachylenie jezdni powoduje, że w okresie zimy z obfitymi opadami śniegu i mrozem, trasa byłaby nie tylko w dalszym ciągu nieprzejezdna, ale również bardziej niebezpieczna.
O położeniu asfaltu nie myślą również w gminie. Burmistrz Ryglic, Bernard Karasiewicz twierdzi, że taka inwestycja zdecydowanie przerastałaby wartość znajdujących się tam nieruchomości, a takie działanie mogłoby wiązać się również z zarzuceniem gminie niegospodarności. – Obliczyliśmy, że położenie asfaltu na tamtejszej trasie wiązałby się z wydatkiem ponad 300 tys. zł, więc takie rozwiązanie zupełnie nie wchodzi w grę. Co roku na rzecz tamtejszego sołectwa przekazujemy 20 tys. zł na utrzymanie dróg i co roku na tamtejszym odcinku wysypywany jest żwir w celu utwardzenia drogi. Jako gmina staramy się na bieżąco nabywać trasy od prywatnych właścicieli, jednak w pierwszej kolejności są to drogi główne i przelotowe. Nie możemy w taki sam sposób traktować dróg, które stanowią jedynie dojazd do posesji. Pokrycie kosztów związanych z geodetą, czy ze spisaniem aktu notarialnego są tak duże, że bardziej opłacalne dla gminy jest zainwestowanie o wiele mniejszych pieniędzy w zakup żwiru. Staramy się pomagać tamtejszym mieszkańcom na tyle ile nas obecnie stać…
Mieszkańcy Woli Lubeckiej nie zamierzają składać jednak broni i już teraz zapowiadają kolejne interwencje w gminie, zwłaszcza że chcąc samemu wyremontować drogę, nie mają do tego prawa. – Niejednokrotnie słyszeliśmy, że gdyby nasza droga była trasą przelotową na górę Kokocz, już dawno byłaby wyremontowana. Kiedy poinformowaliśmy pracowników gminy, że chcielibyśmy przesunąć o kilka metrów mostek, powiedziano nam, że nie możemy przeprowadzić na niej żadnych prac, ponieważ droga po części jest własnością gminy. W sytuacji, kiedy prosimy gminę o interwencję, słyszymy, że droga jest po części drogą prywatną i również nie można przeprowadzić na niej większych inwestycji. Przecież to absurd! Wiele razy zmuszeni byliśmy we własnym zakresie nosić kamienie z pobliskiej rzeki, aby umocnić drogę. Często zdarza się, że swoje pojazdy parkujemy pod kościołem i pół kilometra pokonujemy pieszo, aby dotrzeć do swoich domów – mówi Agnieszka Zbylut i dodaje, że jeżeli gminy nie stać na położenie asfaltu, niech zaproponuje inne rozwiązanie. – Może dobrym posunięciem byłoby wyłożenie odcinka betonowymi płytami? Z naszych wyliczeń wynika, że jest to koszt nieprzekraczający 15 tys. zł. Pytanie tylko, czy dla gminy to również zbyt wielki wydatek?
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.