Wścieklizna rujnuje powiat

W powiecie tarnowskim odnotowano już 18 ognisk wścieklizny, a liczba ta może stale wzrastać, bo ognisk z każdym kolejnym tygodniem przybywa. W ostatnich dniach ruszyła akcja szczepienia lisów w regionie, co ma zapobiec w jej dalszym rozprzestrzenianiu się. Problem w tym, że choroba coraz częściej przenoszona jest przez domowe zwierzęta, w tym nieszczepione psy i koty.

wscieklizna

– Największy problem z wścieklizną mamy w okolicach Wojnicza. Od trzech lat nie było aż tylu odnotowanych ognisk, jak ma to miejsce obecnie – załamuje ręce Paweł Wałaszek, powiatowy lekarz weterynarii w Tarnowie. – Dużą winę za taki stan rzeczy upatruję w coraz liczniejszych w naszym rejonie odłogach. Przez ostatnie lata sporo w tutejszych gospodarstwach rolnych się zmieniło. Nie ma już tak wielu upraw, pracujących w polu ciągników jest mniej, a co za tym idzie, dzika zwierzyna ma dobre warunki do rozmnażania się. Wścieklizna jest tego następstwem. Najczęściej mamy z nią do czynienia na terenach przyleśnych, gdzie człowiek zwierzętom nie przeszkadza.

Problem wścieklizny dotyczy przede wszystkim Olszyn, Wierzchosławic, Wielkiej Wsi, czy okolic Przybysławic. W powiecie tarnowskim ruszyła właśnie akcja szczepienia lisów. Szczepionki mają być umieszczane ręcznie na ścieżkach, którymi najczęściej poruszają się zwierzęta, a także będą zrzucane z samolotów, głównie na tereny leśne. – Przynęty ze szczepionką mają kształt koła. Brykiety są w kolorze zielono-brunatnym. Szczepionki powinny zapobiec w dalszym rozprzestrzenianiu się choroby, którą najczęściej przenoszą lisy, kuny i bobry, ale niestety coraz częściej jej ofiarą padają zwierzęta domowe, jak chociażby koty, psy, czy nawet krowy. W tym celu planujemy przeprowadzenie licznych kontroli w gospodarstwach domowych, w miejscowościach objętych wścieklizną, w celu sprawdzenia, czy właściciele psów dokonują szczepień swoich pupili. W przypadku, kiedy pies nie był zaszczepiony, jego właściciel zapłaci karę grzywny, która może wynieść nawet 500 zł.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Zbylitowska Góra: Kto ma rację w sprawie Motodromu?

Koła łowieckie również chciałyby pomóc w zwalczaniu choroby, tyle że… mają w tej kwestii związane ręce. – Nie mamy prawa polować na obszarach objętych wścieklizną. Argumentowane jest to tym, że swoją obecnością moglibyśmy przepędzać zwierzęta z zagrożonego obszaru, a przemieszczanie się ich będzie skutkowało dalszym rozprzestrzenianiem się choroby – mówi Henryk Gąsior, prezes koła łowieckiego „Bór” w Tarnowie, który nie ukrywa wzburzenia całą sytuacją – Tego typu zakaz oznacza ryzyko, że nie uda nam się wykonać planu odstrzału zwierzyny, do którego zobowiązuje nas umowa z nadleśnictwem. Dodatkowo jesteśmy narażeni na wypłaty odszkodowań gospodarstwom rolnym, którym zwierzyna leśna wyrządziła szkody. Zrozumiałbym gdyby zakaz obowiązywał tylko na polowania zbiorowe, ale dlaczego zakazuje się również indywidualnych? To dla mnie niepojęte! A to, że wścieklizna tak szybko się rozprzestrzenia, wcale mnie nie dziwi. Mały odstrzał to jedno, drugi fakt jest taki, że wraz ze szczepionką lisy otrzymują witaminy, dzięki którym są zdrowe i się rozmnażają. Mieliśmy okres, gdzie populacja lisów wzrosła czterokrotnie! Kiedy dawniej przy samicy znajdowaliśmy dwa, trzy młode, teraz znajdujemy ich po sześć.

Paweł Wałaszek apeluje o to, aby problemu wścieklizny, która jest chorobą zakaźną i przez którą co roku umiera około 60 tys. ludzi, nie bagatelizować. – Jeżeli tylko zaobserwujemy coś dziwnego w zachowaniu naszego zwierzęcia, jak najszybciej powinniśmy wezwać weterynarza. Wścieklizna niesie za sobą różne objawy. Raz zwierzę jest agresywne, rozjuszone i może nas atakować. Innym razem jest spokojne, apatyczne, nie odczuwające strachu przed człowiekiem, co zupełnie nie pasuje do zwierząt żyjących na wolności. W takich przypadkach musimy zachować dużą ostrożność, czyli nie zbliżać się do nich, czy też głaskać. Mieliśmy już przypadek, kiedy człowiek został zaatakowany przez takie zwierzę, a następnie w wyniku odniesionych obrażeń zmarł.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Szerzyny, czyli dzieje się!

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz