Viktor Putin: Mój ojciec nazywa się… Władimir Putin

Z ukraińskim piłkarzem Unii Tarnów Viktorem Putinem na temat obecnej sytuacji w jego państwie oraz sposobach na zatrzymanie wojny, rozmawia Sebastian Czapliński.

Minęło już kilkanaście dni, odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę. Czujesz się nieco spokojniejszy niż w pierwszych dniach wojny, czy emocje nadal są podobne?
Na pewno nie czuję się spokojniejszy. Myślę, że w tym czasie nie da się zapanować nad emocjami. Mam nawet problemy ze snem. Jestem w Polsce, ale cały czas jestem myślami z moją rodziną, która mieszka na Ukrainie. Rodzice mieszkają w Chersonie, na granicy z Krymem. Mam rodzeństwo – ośmioletnią siostrę i starszego o dwa lata brata. Czuję wielkie emocje związane z całą tą sytuacją. Jestem z rodzicami w stałym kontakcie. Nieustannie rozmawiamy o wojnie na Ukrainie. Dostrzegam to, jak bardzo przejęci są tym, co spotkało mój kraj. Od kilkunastu dni towarzyszy im lęk i strach oraz to, czy przeżyją kolejny dzień…

O wojnie poinformował cię twój ojciec…
Dokładnie. Zadzwonił do mnie z rana i drżącym głosem powiedział, że właśnie zaczęła się wojna. Ta informacja niemal wbiła mnie w ziemię. Wiedziałem, że od teraz moje życie zmienia się o 180 stopni…

A dodatkowo twój ojciec nazywa się…
… Władimir Putin. Każdy wie, jak negatywnie kojarzy się teraz to imię i nazwisko. Nie ukrywam, że odczuwam lekkie obawy, czy przypadkiem ktoś nie wpadnie na szalony pomysł względem mojego ojca. Nie od dziś wiadomo, że nie brakuje szalonych ludzi, tym bardziej w czasie wojny. Na szczęście obecnie na Ukrainie ludzie nie przemieszczają się zbyt często, więc i moja rodzina przeważnie spędza czas w domu. Do tej pory mój tata nie spotykał się z jakimiś atakami, czy negatywnymi komentarzami pod swoim adresem. Wiele osób zdaje sobie sprawę, że jego niefortunne obecnie imię i nazwisko, to tylko zbieg okoliczności.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Andrzej Strejlau: Dzisiejszy futbol opiera się na pieniądzach

Nie myślałeś o tym, aby swoją rodzinę ściągnąć do Polski?
Moi rodzice nie chcą tutaj na razie przyjeżdżać. Opiekują się tam dziadkami i chcą być przy nich. Bliżej jestem podjęcia decyzji, aby samemu udać się na Ukrainę i walczyć za swój kraj. Na razie powstrzymują mnie przed tym rodzice, którzy twierdzą, że czują się spokojniejsi, kiedy jestem w Polsce. Nie ukrywam jednak, że jeżeli dotrą do mnie informacje mówiące o tym, iż moja rodzina jest zagrożona, to nie będę wahał się ani sekundy i wyruszę do walki. Już teraz wielu moich znajomych wstąpiło do armii i broni swoich miejscowości.

Na razie pomagasz na polsko-ukraińskiej granicy jako wolontariusz.
Byłem kilka razy na granicy. Pomagam, na ile mogę… Obraz tych biednych ludzi, którzy praktycznie bez niczego uciekają przed wojną, jest naprawdę przygnębiający. Ukraińcy płaczą, że pomimo tego, iż zabrali ze sobą oszczędności swojego życia, to ukraińska waluta nie jest nic warta i muszą zaczynać wszystko od początku. Wiele osób nie ma żadnego planu, jak dalej funkcjonować…

Większość z nich chce kontynuować swoje życie w Polsce?
Nie tylko. Po rozmowach ze swoimi rodakami na polsko-ukraińskiej granicy widzę, że około 90 proc. przekraczających granicę uchodźców ma rodzinę nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech, Austrii, czy Belgii i to właśnie u rodziny planują się zatrzymać. Nie wiedzą jeszcze, jak długo zamierzają żyć poza Ukrainą. Niewykluczone bowiem, że jeżeli sytuacja się uspokoi, to wielu z nich powróci do swoich rodzinnych miast.

W ukraińskich mediach doceniają pomoc ze strony Polski?
Oczywiście, że tak. Na każdym kroku powtarza się, jak wielkie serca mają Polacy. Doceniają to, jak wiele waszych obywateli zaangażowało się w pomoc. Sam również jestem wdzięczny wszystkim Polakom za to, jak fantastycznie wspierają Ukraińców. Widzę to również w swoim klubie, gdzie zawodnicy zorganizowali nawet specjalną zbiórkę pieniędzy. Na ulicach od przypadkowych osób słyszę także głosy wsparcia. Wspierają mnie także moi znajomi. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiem, że nie jestem z tym wszystkim sam.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Brak wolnych miejsc w tarnowskich bursach

Jak na Ukrainie tłumaczą atak Rosji na wasz kraj?
Myślę, że głównym powodem jest to, że prezydent Rosji ma chorą wizję świata. Nigdy nie traktował Ukrainy, jako wolnego państwa, a jako teren podległy Rosji. Nigdy nie chcieliśmy być pod jego władzą i to go ewidentnie boli. Teraz za pomocą wojny chce nas sobie podporządkować. Wierzę jednak, że Ukraina wygra tę wojnę, a Władimir Putin odejdzie w zapomnienie raz na zawsze. Oczywiście w ukraińskich mediach pojawiają się także wypowiedzi schwytanych rosyjskich żołnierzy, którzy tłumaczą, że na Ukrainę przybyli w celu ćwiczeń wojskowych. Myślę, że niektórzy z nich rzeczywiście nie do końca wiedzieli, w co zostali zaangażowani, ale nie jest jednak tak, że nikt z nich nie miał świadomości, w czym bierze udział. Zdecydowana większość doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a teraz próbuje tłumaczyć się w różnoraki sposób. Cały świat mówi Putinowi, że Rosja jest w tej wojnie agresorem, a on tłumaczy, że przecież broni w ten sposób ludzi. Rosyjska propaganda osiągnęła niewyobrażalny poziom.

Jakie widzisz rozwiązanie tej wojny?
Mam nadzieję, że NATO pomoże jednak Ukrainie. Liczę na to, że zapadną decyzje, aby zamknąć przestrzeń powietrzną nad moim krajem. Niedawno doszło do zniszczenia elektrowni jądrowej, która znajduje się w odległości około 40 km od mojego domu. Prezydent Rosji jest w stanie posunąć się do wszystkiego i za wszelką cenę nie można mu na to pozwolić. Żołnierze rosyjscy nie mają litości i żadnych zasad, a na Ukrainie urządzili sobie ludobójstwo, chcąc zniszczyć cały kraj. Jeżeli NATO zdecyduje się na zamknięcie nieba, to Ukraina sobie poradzi i przepędzi Rosjan. Jestem przekonany, że tak będzie. Z czasem zostaniemy włączeni do Unii Europejskiej oraz NATO, dzięki czemu będziemy w stanie odbudować nasz kraj.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Paweł Lisicki: Trudny czas dla Polaków i katolików (WIDEO)

Władimir Putin zaznacza jednak, że jeżeli NATO zaangażuje się w wojnę, to będzie to równoznaczne z wypowiedzeniem jej wojny…
Słyszałem, jak straszył wojną nuklearną. Uważam jednak, że nie zezwoli mu na to nawet jego najbliższe otoczenie. Putin jest pod ścianą i bez względu, jak ta wojna się zakończy, on jest już przegrany. Wie o tym świat, wie o tym Ukraina, wie o tym on sam, ale przede wszystkim wiedzą o tym również ludzie, którzy na co dzień mu doradzają. Nie sądzę więc, aby pozwolili mu na krok, który niósłby za sobą ogromne starty dla całego świata, w tym również dla Rosji. Słyszę o kolejnych rozmowach, jakie odbywają się na linii Ukraina-Rosja, jednak wątpię, aby przyniosły one jakiś skutek, ponieważ oba kraje mają zupełnie inne priorytety. Wierzę, że ta wojna nie będzie trwała miesiące, czy lata, a już wkrótce dobiegnie końca, jednak aby tak się stało, potrzebujemy wsparcia ze strony NATO.

W Polsce mieszkasz od 2015 roku. Czujesz się w naszym kraju bezpiecznie?
Jak najbardziej. Myślę, że waszemu krajowi kompletnie nic nie grozi. Jesteście w NATO, jesteście w Unii Europejskiej. My walczymy sami, a i tak powstrzymujemy rzekomo jedną z największych armii w Europie. Jeżeli my dajemy radę, to co dopiero mówić o NATO… Rosja w tej wojnie straciła już tylu żołnierzy, tak dużo sprzętu, że nie stać jej na kolejny konflikt. Jeżeli wszyscy powstrzymamy teraz Rosję, to jestem spokojny o przyszłość tej części Europy, w tym Polski.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.