Wiara z innego punktu widzenia, czyli rozmowa z wiernym Bractwa Św. Piusa X

Wiara z innego punktu widzenia, czyli rozmowa z wiernym Bractwa Św. Piusa X

Mateusz Dyja w rozmowie z Filipem (22-letni student informatyki), który jest wiernym Bractwa Św. Piusa X, porusza kwestię Katolickiej Tradycji.

W listopadzie 2022 roku na swoim profilu na Facebooku wspomniałeś, że w przeszłości, pozwolę sobie zacytować, byłeś – „gorącym zwolennikiem rapowanych Mszy, tzw. fajnych księży i ogólnie wesołego Kościoła, który będzie szedł z duchem czasu, a nie trzymał się kurczowo np. zdziadziałych litanii czy gorzkich żali”. Obecnie jesteś wiernym Tradycji Katolickiej. Uczestniczysz w liturgii Mszy Świętej rytu sprzed Soboru Watykańskiego II, a także przyjmujesz przedsoborową, katolicką naukę. Ta Msza Święta i katolicka nauka wydają się zachowywać należytą pobożność i pokorę, co z kolei pozwala zachować pogodne usposobienie i prawidłowo reagować, nawet w chwilach nieuniknionych niepowodzeń, oraz, co najważniejsze – wywalczyć wieczne zbawienie. Ogólnie w temacie Mszy tradycyjnej łatwo utonąć w wielowątkowości. Od czegoś jednak zacząć musimy. Czy pamiętasz dokładnie kiedy, w jaki sposób dowiedziałeś się o Mszy tradycyjnej oraz na co w pierwszej chwili zwróciłeś uwagę jeśli chodzi o część bądź części Mszy Św., które wyróżniały Liturgię Tradycyjną w porównaniu z Novus Ordo Missae?

Na początek krótko wyjaśnię istotną różnicę, jeśli chodzi o wspomniane liturgie. Stary ryt Mszy Świętej, nazywany też Mszą Trydencką, Mszą Wszechczasów jest Mszą, którą sprawowano w takiej formie na pewno już od średniowiecza, a nawet wcześniej. Natomiast Novus Ordo Missae, to Msza stworzona po Soborze Watykańskim II, którą odprawia się dzisiaj we wszystkich kościołach parafialnych. Dokładnie nie pamiętam, kiedy pierwszy raz trafiłem na Mszę Św. Wszechczasów. Był to prawdopodobnie rok 2019, w miejscowości Jamna, w powiecie tarnowskim. Pamiętam, że był to okres Wielkiego Postu i w kościele bywało wówczas bardzo zimno. Msza św. Tradycyjna była dla mnie od dawna tajemniczym, zakazanym owocem. Z jednej strony często obijało mi się o uszy, iż jest to piękna Msza. Z drugiej zaś strony ksiądz zajmujący się młodzieżą w mojej parafii zachowywał do niej bardzo negatywny stosunek. Kiedy przyjechałem pierwszy raz na Mszę Trydencką, pamiętam stres, jaki temu towarzyszył. Nie wiedziałem jak się zachować, ani na czym ta Msza dokładnie polega. Wiedziałem tylko, że jest odprawiana po łacinie i tyłem do ludzi. Kiedy zadzwoniły dzwonki rozpoczynające Mszę Św. dało się wyczuć pobożny charakter tej Mszy. O. Gołaski, który sprawował tam Mszę Św. robił to w sposób, w którym jego osoba wydawała się niknąć i maleć przed wielkością tego, co działo się w tamtej chwili na ołtarzu. Zauważyłem, że wiele modlitw odbywa się po cichu, a na pierwszy plan wysuwa się Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie to ministranci schylający się głęboko podczas spowiedzi powszechnej (Confiteor). Pamiętam też wyciszenie, jakie towarzyszyło mi po tej Mszy Św. Nigdy wcześniej nie wyszedłem z Mszy tak wyciszony jak wtedy. Nieraz z niej wracając, wyłączałem radio w samochodzie, żeby wyrażać Panu Jezusowi w myślach miłość i wdzięczność za możliwość uczestniczenia w Jego ofierze, która jest tak bardzo… wtedy brakowało mi słowa, a dziś powiedziałbym – po prostu katolicka.

Kształt Mszy Św. przez 2 tysiące lat istnienia Kościoła Katolickiego zmieniał się jednak wielokrotnie. W ferworze dyskusji, której przedmiotem jest kształt Kościoła fakt ten może być argumentem mogącym dowodzić tego, że zmiana sposobu odprawiania Mszy Św. na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego stulecia jest po prostu kolejną w 2-tysiącletniej historii Kościoła Katolickiego liturgiczną zmianą, nad którą nie warto snuć teorii. Inny kształt mógł obowiązywać także w początkach chrześcijaństwa. Niektórzy z kolei twierdzą, że Msza Novus Ordo Missae przypomina wieczerzę protestancką. Słyszałem również o tym, że katolicy, którzy nawrócili się z protestantyzmu przed wprowadzeniem liturgicznych zmian soborowych – po ich wprowadzeniu zastanawiali się, czy aby na pewno po to nawrócili się na katolicyzm, by te same elementy dostrzegać na Novus Ordo Missae, które widzieli w protestantyzmie. Co zatem, Twoim zdaniem, wyróżnia zmiany liturgiczne po II Soborze Watykańskim?

Zacznę od tego, że nie jestem liturgistą, więc nie chcę wdawać się w głębokie szczegóły zmian zachodzących w Liturgii na przestrzeni wieków. Skupię się na tym co rzuca się w oczy. Jeżeli chodzi o datowanie starego porządku Mszy Św., to nie możemy tutaj określić, że powstała dokładnie w jakimś roku, bo kształtowała się ona organicznie, jak rozwijająca się roślina. Pan redaktor Paweł Lisicki objaśnia tę sprawę dokładnie w wywiadzie na kanale Trudno Być Katolikiem na Youtube. Słowem, elementy starej Mszy takie, jak Kanon Rzymski są datowane nawet na III w. po. Chr., lecz wolę się tutaj zatrzymać, żeby czytelnik niezorientowany w temacie mógł nadążyć. Skupię się tu przede wszystkim na sposobie powstawania rytu starej i nowej Mszy. Pierwszy, jak już wspomniałem – powstawał powoli. Najlepiej zobrazować to przypominając sobie eksperyment ze szkoły podstawowej, w którym brało się słoik z wodą, wsypywało do niej sól i umieszczało sznurek, na którym sól osadzała się stopniowo, aż sznur stawał się piękną konstrukcją z kryształów soli. Sznurek to Ofiara Pana Jezusa, bez której Msza nie miałaby sensu. Kryształki to poszczególne, powoli dodawane elementy Mszy, które umieszczano w celu zaznaczenia pewnej prawdy wiary lub w celu walki z herezją, która tę prawdę negowała. Takim kryształkiem jest np. offertorium. Offertorium uwydatniało ofiarny charakter Mszy, aby zaznaczyć, iż Msza jest ofiarą, a nie ucztą, jak twierdzą protestanci. Nowa Msza pod tym względem to przeciwieństwo Mszy Wszechczasów. Nowy ryt Mszy Św. został stworzony od zera przez grupę ekspertów i liturgistów w oderwaniu od ciągłości ze starym rytem. W imię dialogu z protestantyzmem wycinano szerokie fragmenty Mszy. Do niszczarki poszły dwa elementy, których Marcin Luter (ojciec reformacji protestanckiej) nienawidził najbardziej. Wycięto całe katolickie offertorium i zastąpiono je żydowską modlitwą przed posiłkiem. Chciano też wyrzucić Kanon Rzymski, który przez dawnych papieży był uznawany za najważniejszą część Mszy Św., ale tu dzięki Bogu interweniował papież Paweł VI. Ostatecznie Kanon Rzymski został w nowej Mszy lekko zmodyfikowany pod nazwą „Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej” jako jedna z opcji do wyboru. Tu, słówkiem wyjaśnienia – Kanon Rzymski stanowi tą część starej Mszy, która jest w większości odmawiana po cichu. Podczas niej ksiądz przemienia chleb w Ciało i wino w Krew Pana Jezusa. Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto tutaj wspomnieć. Te wszystkie szczegóły, które zmieniono, to nie jedynie kwestia wyrażania naszej pobożności, a kwestia tego, w co wierzymy. Powszechnie funkcjonujące w Kościele przed soborem zdanie brzmiało „Lex orandi, lex credendi” – prawo modlitwy, prawem wiary. Jeżeli Msze sprotestantyzowano, to istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że i ludzie na nią uczęszczający, powoli staną się protestantami. Ilu katolików wierzy, że konsekrowany chleb jest dosłownie Ciałem Chrystusa? Ilu katolików dzisiaj wierzy, że zbawienie jest tylko w Kościele? Kto z nich dzisiaj regularnie uczęszcza do spowiedzi? Ilu dzisiaj pości? Ilu w ogóle dzisiaj traci wszelką wiarę i odchodzi z Kościoła? Zdaję sobie sprawę, że czynników jest wiele, ale jeśli rozumiemy, iż Msza Św. to Ofiara Pana naszego Jezusa Chrystusa, na której zbudowany jest Kościół, to zniewala nas to do przyjęcia, że rewolucyjna zmiana w sposobie sprawowania Mszy w dużej mierze na to wpłynęła. Pamiętajmy też przy tym, że w Polsce po reformie liturgicznej, we Mszy Św. przez długie lata unikano wielu nadużyć, które były już powszechne na zachodzie, co z pewnością doprowadziło do tego, że wiara w naszym narodzie dość długo opierała się kryzysowi. Żeby jednak nie popadać w defetyzm, należy pamiętać o dobrodziejstwach, jakie niesie ze sobą Msza Św. Wszechczasów. Ukształtowała ona całe pokolenia świętych i całe społeczeństwa katolickie, które w latach swojej świetności wydawały świętych królów. Z własnych obserwacji dostrzegam, iż praktykowanie katolickiego stylu życia jest o wiele prostsze, kiedy uczęszcza się na tę Mszę i prawdziwie w niej uczestniczy, bo trzeba tu też zaznaczyć, że sama forma, bez naszej osobistej miłości względem Pana Boga staje się faryzeizmem. Jednak jeśli sercem szukamy Pana Boga, to z całą pewnością znajdziemy go prawdziwego na Mszy Św. Wszechczasów, celowo nie zwykłem używać określenia „Msza Trydencka”, bo to określenie wprowadza w błąd, jakoby ta Msza powstała dopiero na lub po Soborze Trydenckim.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Dziennikarz z Estonii: Wszyscy pamiętamy tu Levadię

Przytoczony przez Ciebie informacyjny zarys dotyczący ewolucji kształtu Mszy Świętej w KK może rozwiać wątpliwości niejednego czytelnika. Co prawda sam wspomniałeś, że nie jesteś liturgistą, ale w moim odczuciu nie trzeba nim być, by po tym co wspomniałeś przynajmniej przypuszczać, że wprowadzone po Soborze Watykańskim II zmiany liturgiczne mogły mieć znamiona prawdziwie rewolucyjnego aktu, bowiem tak jak zaznaczyłeś – do pewnego momentu Msza Święta była jedynie wzbogacana o kolejne „kryształy”. Oboje urodziliśmy się w czasach rozpowszechniania się zupełnie innej liturgii w KK, przy czym Msza Św. Wszechczasów pozostawała dla takich jak my, a także naszych rodziców nierozwikłaną tajemnicą. Jakiś cud sprawił jednak, że poznałeś liturgię przedsoborową, ale dla niektórych to przeprawa psychicznie niełatwa. Żeby nie było wątpliwości – absolutnie nie mam zamiaru tworzyć podwalin do „zrobienia” z Ciebie jakiegoś męczennika, ale nie oszukujmy się: na płaszczyźnie czysto ludzkiej mogą pojawić się pewne „schody”, bowiem znajomi z najbliższego otoczenia mogą tego nie rozumieć i pozostawać jednocześnie w niemałym szoku, skoro przez kilkanaście lat, przez prawie pełne dwie dekady swojego życia uczęszczałeś na Novus Ordo Missae, w tym przystępowałeś również do Pierwszej Komunii Świętej, a także przyjmowałeś Sakrament Bierzmowania, aż nagle zacząłeś szukać prawdy i raz po raz przekonywałeś się, że Msza Św. Wszechczasów jest tą prawidłową. Jedni znajomi mogą przyjąć to z większym zrozumieniem i przynajmniej wysłuchać opartych na fundamencie nabytej wiedzy Twoich argumentów, do których niekoniecznie ich przekonasz. Inni mogą się zacząć obawiać w trosce o wybór przez Ciebie prawidłowej drogi, abyś nie zszedł przypadkiem na złą. Wcześniej wspomniałeś, że ksiądz z parafii był bardzo negatywnie nastawiony do liturgii tradycyjnej. Czy początkowo obawiałeś się zdania innych z powodu Twojego uczestnictwa w Mszy Św. Wszechczasów i nabywanej przez Ciebie wiedzy na temat liturgii, a jeśli tak, to czy z czasem udało Ci się wyeliminować dyskomfort lub obawę przed niezbyt przychylnymi reakcjami ze strony innych?

Niestety, tutaj muszę zasmucić czytelnika żądnego opisów palenia na stosie, przysmażania na rozgrzanej kracie i wszystkich innych typów prześladowań. Opowiadając znajomym o tej Mszy najczęściej spotykałem się z lekką ciekawością lub obojętnością. Ludzie prędzej reagują negatywnie w przypadku krytykowania nowego rytu Mszy Św., bo to coś, do czego są przywiązani. Niestety duża część osób jest obojętna na kwestie dotyczące Mszy Św. Z jednej strony jest to zrozumiałe, bo nie każdy musi mieć rozległą wiedzę na ten temat, ale z drugiej strony smutne, ponieważ temat ten powinien być bliski sercu każdego katolika. Mała wiedza ludzi o wierze katolickiej to problem katechizacji w Polsce, ale to temat na inną dyskusję. Schody zaczynają się, kiedy tłumaczę bliskim zaangażowanym w życie religijne, dlaczego uczęszczam na starą Mszę, a nie chcę uczestniczyć w nowej. Nieraz spotykam się wtedy z niezrozumieniem, a czasem nawet ze złością. Przy tym jednak jestem świadomy, że ludzie, którzy tak reagują, mają dobre intencje. I może sam bym kiedyś podobnie zareagował wiedząc, że bliska mi osoba „wymyśla sobie jakąś wydziwianą Mszę” i „nie chce iść na tę normalną”. Najlepiej wtedy zachować spokój i powierzać te sprawy Matce Bożej. Jeżeli zaś chodzi o księdza, który alergicznie reagował na Mszę Św. Wszechczasów, to tutaj również sprawa nie jest jednowymiarowa, jakby się mogło wydawać. Ksiądz, o którym mowa, naprawdę poczuwa się do swojego kapłaństwa i podchodzi do niego na poważnie. Nauczył nas (ówczesną grupę młodzieżową w mojej miejscowości), żeby do księdza i o księdzu zawsze mówić per. „ksiądz”, a nie „Tomek”, „Jarek” albo „Mareczek”. Kiedy był u nas w parafii, często jeździł z nami w góry i nauczał o wielu sprawach związanych z wiarą. Mimo tych wartościowych nauk, po czasie zauważyłem, że skażona modernizmem formacja i tu odcisnęła swoje piętno, co objawiało się np. zanurzeniem w duchowości charyzmatycznej, głównie opartej na emocjach, albo też częstym chodzeniem bez sutanny. Z tego powodu rozumiem negatywne nastawienie względem tradycyjnego katolicyzmu, który w środowiskach, w jakich się ten ksiądz formował, jest przedstawiany jako wsteczniacki, smutny ruch estetów o faryzejskich poglądach. Trzeba pamiętać, żeby z dużą wyrozumiałością podchodzić do ludzi, którzy albo nic nie wiedzą o Mszy Św. Wszechczasów, albo są negatywnie nastawieni przez uprzedzenia, jakie im wpojono. Tak jak powiedziałeś, niektóre osoby obawiają się, czy przypadkiem nie schodzę na drogę buntownika. Lecz to, co zawsze robię ze swojej strony, to uspokajam je przypominając, że jedyne, co robię to trwam przy nauczaniu Pana Jezusa Chrystusa przechowywanym wiernie w Kościele Katolickim. Wracając do końcówki twojego pytania, naturalnie obawiałem się skonfrontowania bliskich osób z moim przywiązaniem do starej Mszy Św., i nadal jest to bolesne, kiedy ktoś wytyka mi moje przywiązanie do niej i niechęć do nowego rytu. Przy tym jednak, nie chciałbym nie czuć dyskomfortu, bo nawet te moje malutkie „prześladowania” mogę Bogu ofiarować jako pokutę za swoje grzechy albo prośbę w jakiejś intencji. Przecież z założenia nie mamy być czołgiem, który triumfalnie bez uszczerbku rozjeżdża wszystkie niepowodzenia, ale zwykłymi ludźmi, którzy też czują, cierpią lub się cieszą. Za wzór tego może nam służyć Najświętsza Maryja Panna, która była bez żadnego grzechu, a przecież współcierpiała ze swoim Synem na górze Kalwarii, bardziej niż ktokolwiek inny.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Bartłomiej Babiarz: Nieciecza doczeka się reprezentanta

Wspomniałeś o tym, że „malutkie prześladowania”, za które, jak dobrze zrozumiałem możemy uznać wytykanie przez bliskich Twojego przywiązania do starej Mszy Św. i niechęć do nowej – możemy ofiarować na przykład jako pokutę za grzechy. Rozumiem, że chodzi także o postawę, która przejawia się zachowaniem spokoju, jak również stonowanymi odpowiedziami na te „malutkie prześladowania”. Myślę, że nie jest to łatwe, jednak taka postawa wydaje się możliwa do wykonania. Potrzeba jednak naprawdę szczerego pragnienia oraz silnej woli, aby spokojnie wysłuchiwać choćby gwałtownych reakcji ze strony innych. Praca nad sobą, która doprowadzi do naszej widocznej poprawy w postępowaniu – może trwać latami, więc potrzeba cierpliwości. Co jest konieczne, by zachowywać cierpliwość?

Jest jeden prosty sposób, aby postępując, zachowywać cierpliwość i wszystkie inne niezbędne cnoty. Oddać to wszystko Niepokalanej. Za św. Bernardem, św. Ludwikiem i św. Maksymilianem Maria Kolbe powtarzam, że pełne oddanie Maryji jest najkrótszą i najprostszą drogą do uświęcenia. Ona napełnia miłością i rozpala człowieka gorliwością. Nie bez powodu przez 30 lat Pan Jezus był poddany Maryji jako Jej Syn, a tylko przez 3 lata głosił Ewangelię.

Tradycji Katolicka to nie tylko rozmowy o kształcie Mszy Świętej. Za Tradycją ciągnie się także nauka mająca m.in. negatywny stosunek do popularnego dzisiaj w Kościele ekumenizmu polegającego w skrócie na dążeniu do kompromisu i utworzenia jednej, uniwersalnej religii czy zniesienia z katolików obowiązku nawracania innowierców. W obawie przed stopniowym zanikaniem Tradycji pod względem rytu i/lub nauki zaczęły powstawać wspólnoty przywiązane do wspomnianego rytu i/lub nauczania przedsoborowego, które jest niczym „z innego świata” w stosunku do wspomnianej przez Ciebie „duchowości charyzmatycznej”. Przykładem wspólnot pozostających przy starym rycie liturgicznym jest na przykład zgromadzenie księży katolickich z Bractwa Świętego Piusa X, którzy odprawiają Mszę Święta Wszechczasów zachowując przy tym Tradycyjne nauczanie. Mszę Św. Wszechczasów odprawiają również kapłani z Bractwa Św. Piotra, kapłani mający pozwolenie na jej odprawianie u miejscowego biskupa, jak i kapłani nazywani potocznie sedewakantystami. Jeśli chodzi o prawidłowe nauczanie i postawy tych wspólnot, to nawet wewnątrz samych środowisk tradycjonalistycznych jesteśmy świadkami pewnych sporów. W każdym razie, pierwszy raz w życiu uczestniczyłeś w Mszy Św. Wszechczasów w kościele, w którym kapłan miał pozwolenie od miejscowego biskupa na jej odprawianie. Obecnie, z tego co mi wiadomo uczęszczasz na Mszę Św. do kaplicy Bractwa Św. Piusa X. W internecie możemy nadziać się na stwierdzenia sugerujące, że wspólnota Bractwa Św. Piusa X jest sektą, albo po prostu ma sekciarskie sekciarskie tendencje. Pojawia się sporo niepochlebnych treści na temat tej wspólnoty. Tak więc mogłeś po raz kolejny nadziać się na „malutkie prześladowania”. Zapytam więc, o co chodzi z pewnym zamieszaniem wokół wspólnot tradycjonalistycznych, w tym wokół wspólnoty Bractwa Św. Piusa X i dlaczego na Mszę Św. Wszechczasów uczęszczasz obecnie właśnie tam?

Bractwo poznałem dzięki kanałowi Szkoły Akwinaty, który prowadzi ks. Bańka na youtube. Na moje uczęszczanie do Bractwa Świętego Piusa X składa się kilka powodów. Po pierwsze, FSSPX (skrót od łacińskiej nazwy Bractwa Św. Piusa X) przekonało mnie, co do powodów kryzysu Kościoła i środków na jego rozwiązanie. Słuchając konferencji i czytając różne publikacje, rozważając i ścierając ze sobą różne argumenty obu stron, doszedłem do dwóch wniosków: Pierwszy, że drastyczne zdeformowanie Mszy musiało się odbić na całym Kościele Katolickim. Drugi, iż niektóre fragmenty dokumentów Soboru Watykańskiego II są wprost sprzeczne z nauczaniem Kościoła od czasów apostolskich. Zachęcam tutaj czytelnika do zgłębienia tematu, bo jest obszerny, a niestety nie mam możliwości tego dogłębnie wyjaśniać. Księża z bractwa nie tylko mówią o powodach kryzysu, ale i dają rozwiązania, a właściwie jedno – przylgnąć do Tradycji katolickiej, czyli po prostu nauczania Kościoła takim, jakim ono jest.
Tutaj chciałbym płynnie przejść do kolejnego powodu, dla którego uczęszczam do FSSPX, a zarazem odniosę się do zarzutu, że to sekciarze. Do dziś pamiętam jak szukałem najbliższej kaplicy bractwa. Szary, pokomunistyczny budynek, drzwi rodem ze sklepu budowlanego, zakratowane okno. W dwóch słowach – kryjówka sekty. Takie też były moje obawy co do bractwa. Bałem się, iż będzie to grupa nawiedzonych i nieprzyjemnych ludzi mówiących tylko o złym soborze, obrażających wszystkich dookoła i nienawidzących papieża. Musiałem pójść i się co do tego przekonać. To, co najbardziej pozytywnie zaskoczyło mnie w bractwie, to kapłani. Chociaż zależy to od księdza, to nie ma takich, którzy w swoich kazaniach mówiliby tylko i wyłącznie o błędach posoborowego Kościoła. Zdecydowana większość kazań, jakie słyszę, ma charakter przede wszystkim praktyczny. Księża nieraz upominają wiernych i wytykają im faryzeizm, nieraz też dają praktyczne rady jak się modlić, jak miłować bliźnich, a wszystko tak, żeby dążyć do zbawienia, wszystko w duchu katolickim, bez „swądu szatana”, który według samego papieża Pawła VI wkradł się do Kościoła. Niestety, tutaj moja relacja mogłaby być zbyt obszerna, bo wymagałaby wymienienia wielu aspektów, które składają się na obraz bractwa św. Piusa X, który mam. Podsumowałbym je tak, że bractwo obroniło się w moich oczach tym, że po pierwsze jest bezkompromisowo katolickie, a po drugie nie jest zafiksowane. Jeżeli chodzi o funkcjonowanie bractwa, to jego miejsce w Kościele także przekonuje mnie do nich. Założyciel FSSPX arcybiskup Marcel Lefebvre według mnie wykazywał się roztropnością i posłuszeństwem. Dopóki było to możliwe, próbował negocjować ze Stolicą Apostolską w kwestii odprawiania przez Bractwo tylko Mszy Wszechczasów. Nie szedł na kurs kolizyjny i nawet czytając jego listy do papieża, widać w nich szacunek do następcy Świętego Piotra. Niestety, kiedy w grę wchodziła kwestia sumienia, nie mógł zaakceptować zmian, które weszły do Kościoła i sprzeciwił się, nie z powodu swojego „widzimisię”, ale dlatego, że nowe nauczanie w swej istocie było zaprzeczeniem nauce Kościoła. Porównując jego postawę chociażby z postawą Lutra, który oderwał się od wiary, zaczął bluźnić i obrażać papieża, widać rażący kontrast w tych dwóch podejściach. Postawa apb. Lefebvre’a była kolejną cegiełką, która budowała moje przekonanie, co do słuszności postawy bractwa. Właśnie za tym kryje się czwarty powód, dla którego uczęszczam do kaplicy bractwa. Widząc cały kryzys Kościoła: pogańskiego bożka Pachamamę w Watykanie, papieży bratających się z poganami i heretykami, osoby duchowne mówiące najrozmaitsze herezje bez żadnych konsekwencji, moralny upadek duchowieństwa itd. – FSSPX nie uległo złudzeniu i nie opuściło Kościoła Świętego. Bractwo uznaje papieża i regularnie się za niego modli. Uznaje też całą hierarchię, wraz z biskupem miejsca, za którego modli się na każdej Mszy Świętej. Przy tym jednak bractwo odcina się, z ostrożności procesowej od całego nauczania Kościoła, które weszło po soborze i które niszczy Kościół od środka. To jest zdrowa postawa dziecka, którego ojciec jest alkoholikiem. Pomimo, iż ojciec wyklął to dziecko, to ono jednak nie wyrzekło się swojego ojca, i mimo że na co dzień nie żyją w jednym domu, to dziecko kocha swojego pogrążonego w zepsuciu ojca i modli się o jego poprawę. Taką samą relację widzę pomiędzy FSSPX, a papieżem. Wszyscy katolicy mamy obowiązek posłuszeństwa wobec hierarchii Kościoła Świętego, a że z powodu obecnego kryzysu niejednokrotnie wierność Bogu zabrania nam podporządkować się ich decyzjom, to chociaż módlmy się za biskupów i odnośmy się do nich z miłością oraz szacunkiem. Powinniśmy to czynić nie ze względu na osoby, ale na Boga, od którego otrzymali władzę pasterską. Popłynąłem tutaj w dygresję, ale wydaje mi się, że trzeba to powtarzać, a postawa bractwa jest tu dobrą okazją, aby przypominać o poddaniu w duchu względem Kościoła. Wolę przychodzić na Mszę do Bractwa św. Piusa X (FSSPX), niż na przykład do Bractwa św. Piotra (FSSP), albo innych środowisk tzw. indultowych, bo nie mam tam takiego spokoju co do usłyszanej nauki jak u FSSPX. Z racji, że środowiska indultowe mają statuty zatwierdzone przez Stolicę Apostolską, to mogą być zmuszeni do odczytywania listów biskupa. Załóżmy, że jakiś biskup wystosuje list z okazji dnia Islamu, że należy szanować Islam, Mahometa i że wierzymy z muzułmanami w tego samego Boga. Ksiądz indultowy, będzie musiał przeczytać ten list, nawet jeśli będzie się z nim nie zgadzał. Rodzi to niepotrzebny zamęt i chaos w duszy, która wie że Islam jest bluźnierstwem przeciwko Trójjedynemu Bogu i nie można mieć względem tej religii szacunku. Są też inne powody, ale wymagałoby to zagłębienia się w szczegóły i wyjaśnieniu ich niezorientowanemu czytelnikowi. Co do sedewakantystów to powiem wprost. Uważają, że od Soboru Watykańskiego II tron piotrowy jest pusty, czyli że papież nie jest papieżem. W tej sytuacji każdy katolik staje się sobie papieżem. Polecam trzymać się od tego środowiska jak najdalej, bo jeżeli ich pogląd nie jest heretycki, to jest bliski herezji.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Herold Goulon: Radosław Osuch to kłamca i złodziej!

Na koniec zapytam, jak według Ciebie przede wszystkim powinni zachować się katolicy mający jakiekolwiek pojęcie o wielowątkowym kryzysie w Kościele Katolickim, ale nie wiedzący jednocześnie do końca, jak by się należało w tym wszystkim zachować?
Na pewno to co powiem jest jedynie radą. Warto wziąć ją pod uwagę, ale nie jest nauczaniem. Polecam słuchać kazań i katechez na kanałach FSSPX Polska i Tradycyjne Kazania na youtubie, bo mówią tam księża, którzy mają bardziej rozległą wiedzę na ten temat.
Według mnie, po pierwsze modlitwa. Od niej zawsze muszą się zaczynać każde nasze przedsięwzięcia. To w rękach Bożych jest przyszłość Kościoła. Po drugie, rozważyć źródła kryzysu. Zapoznać się z tematem na tyle, na ile jesteśmy w stanie. Uczęszczać na Mszę Świętą Wszechczasów i czytać dzieła świętych sprzed Soboru Watykańskiego II, a także encykliki papieży przedsoborowych. Dążyć do zmiany należy przede wszystkim we własnym życiu. Dbać o swoje zbawienie i żyć po katolicku. Następnie dawać świadectwo bliźnim wedle słów św. Franciszka „Zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami!”. Niech nam w tym dopomoże w Trójcy Jedyny Bóg, Maryja Zawsze Dziewica i wszyscy Święci.

Rozmawiał: Mateusz Dyja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *