Arkadiusz Miazga, czyli „łowca kosmitów”

Pochodzący z Ropczyc, Arkadiusz Miazga od kilkunastu lat bada zjawisko UFO. W ubiegłym roku wydał książkę „UFO nad Podkarpaciem”, w której opisuje wiele historii związanych ze spotkaniami lokalnej społeczności z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, a także samymi kosmitami. Wśród osób, które poznał w swoim życiu nie brakuje również mieszkańców powiatu tarnowskiego, którzy z wypiekami na twarzy opowiadali mu własne przeżycia dotyczące tajemniczych obiektów widzianych na niebie.

Arkadiusz Miazga
Arkadiusz Miazga

Jasne światła i zielone postacie
Pan Arkadiusz kosmosem oraz zjawiskami paranormalnymi zaczął interesować się już w 1984 roku. Właśnie wówczas setki ludzi widziało na niebie dziwny obiekt poruszający się od Przemyśla w kierunku Tarnowa. – Pisały o tym nawet lokalne gazety. Niektórzy mówili, że był to zapewne balon meteorologiczny, jednak ja, nie zwracając na to uwagi i będąc zachwyconym całą tą historią postanowiłem resztę życia poświęcić poszukiwaniu życia pozaziemskiego. Na swoje własne doświadczenie przyszło mi czekać, aż do 1996 roku. Wracając wówczas z wędkowania, na niebie zobaczyłem czerwono-różową kulę wiszącą tuż pod chmurami. Nawiązałem kontakt z wybitnym polskim ufologiem, Bronisławem Rzepeckim oraz innymi polskimi naukowcami zajmującymi się badaniem tego typu zjawisk. Historie związane z kosmitami wciągnęły mnie bez reszty.

W Polsce w skali roku dokonuje się około 100 obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających. Liczba dotyczy tylko oficjalnych zgłoszeń. Większość spraw jest wynikiem błędnego rozpoznanie samolotów, laserów lub meteorów, ale wiele jest również obserwacji niewyjaśnionych, kiedy świadkowie tych zdarzeń mówią o obiektach, których nie da się sklasyfikować, ani logicznie wyjaśnić. – W ubiegłym roku wydałem książkę „UFO nad Podkarpaciem”, która zawiera historie kilkudziesięciu ludzi, którzy przeżyli spotkania z „nieznanym”. Należy jednak pamiętać, że UFO nie oznacza od razu ataku kosmitów na Ziemię. To przede wszystkim niezidentyfikowane obiekty latające, a w swojej książce zapisałem tylko wiarygodne i najciekawsze zjawiska dotyczące takich historii. Najciekawszy przypadek miał miejsce w Nockowej, gdzie w sierpniu 1988 roku doszło do serii dziwnych obserwacji. Głównymi świadkami była jedna z rodzin, która wracała późnym wieczorem do domu. Na niebie zobaczyła obiekt w kształcie dwóch połączonych owali. Ojciec wsiadł na motocykl, zabrał dwie córki i ruszył w tamtym kierunku, ponieważ początkowo był pewny, że doszło do pożaru jakiegoś budynku. Kiedy przybyli na miejsce, jedna z córek, zobaczyła dziwne postacie poruszające kilkaset metrów od nich. Dodatkowo na niebie zobaczyli jasny ekran, a na nim dwie zielone istoty. Co chwilę ekran zmieniał jednak swoje kształty i gdy był trójkątem znajdowały się na nim trzy postacie, kiedy koło, było ich cztery. Byli przerażeni. Później wiarygodność tych ludzi potwierdził kierowca PKS-u, który przejeżdżając drogą niedaleko całego zdarzenia, także widział te światła.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Karwodrza: Tirom mówią stop!

Kosmici i ich tarnowskie odwiedziny
Również w Tarnowie i okolicach ludzie widywali UFO. Arkadiusz Miazga nawiązał kilka kontaktów z osobami, które przeżyli niewytłumaczalne dla nich historie. – W 2002 roku w Biadolinach Radłowskich w gminie Wojnicz jeden z mężczyzn zauważył na niebie czarny trójkąt z jasnymi światłami na jego rogach. Tego samego roku w Pogórskiej Woli rolnicy poinformowali mnie o tajemniczych znakach, które pojawiły się na polach żyta. Kilka zgłoszeń otrzymałem od mieszkańców Dąbrowy Tarnowskiej, którzy na tamtejszym niebie widzieli dziwne światła, zupełnie niepasujące do tych znanych nam na Ziemi. Najciekawszy przypadek dotyczył jednak 13-latka z Gruszowa Małego, który w sierpniu 2002 roku wybrał się na wieczorną przejażdżkę motorem. W jednym z lasów, nad swoją głową zauważył jasną kulę o średnicy około 3 metrów. Przestraszony postanowił oddalić się z tego miejsca. Obiekt podążał jednak za nim. Emanował dziwną energią, która wpływała na pojazd, który z trudem się poruszał. Ostatecznie jednak udało mu się go zgubić i szczęśliwie dotrzeć do domu.

Ufolog pytany przez nas, w jaki sposób rozpoznaje kto mówi prawdę, a kto kłamie w swoich opowieściach stwierdza, że nie jest to zbyt trudne do wykrycia. – Rozmawiałem z setkami osób na ten temat. Ci, którzy „coś” przeżyli opowiadają o tym z wypiekami na twarzy, niejednokrotnie ze strachem, ale również… niechęcią. Tego typu spotkania bardzo często niezbyt pozytywnie oddziałują na ich dalsze życie. Znane są przypadki, w których dochodziło do załamania nerwowego, czy nawet samobójstw takich osób. W swoich zbiorach mam mnóstwo zdjęć i filmów, które przesyłają mi ludzie informując, że udało im się uchwycić coś niesamowitego. Bardzo wiele zdjęć jest spreparowanych, jednak mam w swojej kolekcji kila takich, które nie tylko wydają się być autentyczne, ale również przedstawiają nieznane przez nas obiekty, skrywając jakąś tajemnicę. Wśród filmów, które posiadam mam takie, na których widać pojazdy w kształcie cygara poruszające się po niebie. Wygląda to bardzo realnie, ale jest również niewytłumaczalne.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Iwona Wantuch - Cuda z pszczelego wosku

Przybysze z innych planet, czy demony?
Mieszkaniec Ropczyc uważa jednak, że UFO wcale nie musi pochodzić z kosmosu. Przyglądając się wszystkim sprawom, które bada już od blisko 20 lat twierdzi, że kosmici mogą wywodzić się nie tyle z obcej cywilizacji, co z… okultyzmu i demonizmu. – Uważam iż ufologia ma bardzo dużo wspólnego z demonologią. Zjawisko UFO powinniśmy analizować nie tylko pod względem wyłącznie fizycznym, ale również duchowym. Nocne odwiedziny kosmitów, czy porwania są bardzo podobne do sytuacji związanych z opętaniem. Informacje zawarte w mojej książce mogą wskazywać na jakąś siłę, nie koniecznie związaną z kosmitami, która od tysięcy lat ingeruje w nasze życie pod różnymi formami. Siła, która ukrywa się za pojęciem UFO, posiada gigantyczną możliwość manipulowania ludzką psychiką. W czasie spotkań z „obcymi” ludzie biorący w nich udział byli przez nich ranieni, tracili siły i w konsekwencji po jakimś czasie umierali. Znany jest przypadek z Australii, gdzie jeden z tamtejszym obywateli jechał w nocy samochodem. W pewnym momencie jakaś nieznana energia wyemitowała w jego kierunku światło, które połączyło się z jego światłami w samochodzie i doprowadziła do uderzenia samochodu w drzewo. Na całe szczęście nic mu się nie stało. Ktoś pomyśli – niezła bajka, tyle tylko, że następnego dnia, na tym samym drzewie zabił się inny mężczyzna, uderzając w niego swoim samochodem. Zbieg okoliczności, czy jakaś nadludzka siła?

Arkadiusz Miazga niejednokrotnie spotyka się z prześmiewczymi komentarzami pod swoim adresem. Dla jednych jest dziwakiem, a dla innych wręcz „zjawiskiem wykraczającym poza ludzką wyobraźnię”. – W ostatnich latach i tak uległo to znacznej poprawie, niż miało to miejsce na początku mojej działalności. Wciąż jednak ludzie boją się mówić o spotkaniach z UFO. Wynika to, albo ze strachu przed reakcją otoczenia, albo z braku wiedzy na temat tego, kogo można o tym poinformować. Czy kiedykolwiek uda nam się złapać za rękę kosmitę? Nie wydaje mi się, aby miało to kiedyś nastąpić. Po wieloletnich obserwacjach coraz bardziej jestem skłonny uwierzyć, że kosmici żyją przede wszystkim w naszych umysłach i przyjmują formę, jaką sami im nadamy. Życie w kosmosie według mnie istnieje jednak na pewno. Niewykluczone jednak, że wbrew temu co mówią specjaliści, nie jest ono bardziej rozwinięte, niż my sami. Chcemy poznawać kosmos, a jeszcze nie do końca poznaliśmy tajemnice, jakie skrywają nasze morza i oceany. Kto wie? Być może „kosmici” znajdują się bliżej, niż przypuszczamy?

WARTO PRZECZYTAĆ:   Karwodrza: Jest dobrze, może być lepiej

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz